Frans Timmermans, wiceszef Komisji Europejskiej kolejny raz spotka się z premierem Mateuszem Morawieckim
Frans Timmermans, wiceszef Komisji Europejskiej kolejny raz spotka się z premierem Mateuszem Morawieckim Fot: Sławomir Kamiński/AG

Kandydat PO na prezydenta Warszawy Rafał Trzaskowski nawiązując do projektu nowego budżetu UE na lata 2021-27 powiedział w Radiu Zet, że "na szczęście dzięki naszym staraniom pieniądze nie przepadają, tylko będą mrożone”. – Jak wygramy kolejne wybory, to będą odmrożone i Warszawa skorzysta z olbrzymich pieniędzy na inwestycje – podkreślił. "Czy PO właśnie zdradziło swoją taktykę? – kontrował Patryk Jaki, pretendent PiS do stołecznego ratusza, pytając jednocześnie o podstawę prawną do takiego działania. "Wreszcie wiemy co zrobić, aby uspokoić KE – wpisać zwycięstwo PO do Konstytucji. Dziękuje Posłowi R. Trzaskowskiemu za szczerość" – szydził polityk PiS.

REKLAMA
O co chodzi? Komisja Europejska zaproponowała projekt rozporządzenia, który zakłada wstrzymanie, czy zamrożenie wypłaty środków finansowych dla krajów, które łamią
praworządność.
Nie ma co ukrywać, że jest to wymierzone głównie w Węgry i Polskę. To o tym rozwiązaniu mówił Trzaskowski.
UE zamrozi pieniądze dla Polski?
Ale nawet niektórzy przedstawiciele opozycji krytykują możliwość wprowadzenia rozwiązania wiążącego wypłatę pieniędzy z rządami prawa. Zapewne ten temat pojawi się także w poniedziałek podczas kolejnego spotkania wiceszefa Komisji Europejskiej ds. rządów prawa Fransa Timmermansa z premierem Mateuszem Morawieckim w Warszawie. Retoryka szefa rządu i jego najbliższych współpracowników w kwestii przestrzegania praworządności była ostatnio bardzo nerwowa i ostra. Szef gabinetu politycznego premiera Marek Suski powiedział nawet, że "to patologia rządzi w Polsce opozycją i to patologia wzywa do atakowania Polski".
Przypomnijmy, że w nowym projekcie, okrojonego unijnego budżetu na lata 2021-27 znalazł się mechanizm wiążący wypłatę funduszy europejskich z praworządnością i niezależnością sądownictwa. – Kto nie zamierza szanować ani prawa, ani naszego demokratycznego stylu życia, ten nie powinien żyć w Europie – tak renesans prawicowych populistów – głównie w Polsce i na Węgrzech – komentowała na łamach niemieckiego "Der Spiegel" unijna komisarz ds. sprawiedliwości Věra Jourova. 
"Zamrażarka" komisarz Jourovej
Co grozi Polsce? – Na razie to rozwiązanie jest na etapie projektu rozporządzenie, które mówi o powiązaniu rządów prawa z finansami europejskimi. Chodzi o to, że wypłaty dla danego kraju nie zostaną odebrane tylko miałyby być wstrzymane, czy zamrożone do czasu przywrócenia rządów prawa. Ten projekt musi jeszcze przejść przez Radę Europejską i Parlament Europejski – tłumaczy w rozmowie z naTemat Jan Olbrycht, europoseł PO, który jest jednym z tzw. sprawozdawców do spraw budżetu w Parlamencie Europejskim.
Pytany kto konkretnie stoi za projektem rozporządzenia z ramienia Komisji Europejskiej, Olbrycht wskazuje na komisarz Jourovą. – Ona od dłuższego czasu dopominała się wprowadzenia takiego rozwiązania. Natomiast Komisja Europejska przedłożyła to w pakiecie związanym z projektem nowej perspektywy budżetowej na lata 2021-27. Myślę, że zrobiła to celowo – ocenia Olbrycht.
Europoseł Platformy twierdzi, że jego partia nie ma jeszcze oficjalnego stanowiska w tej sprawie. – Osobiście nie jestem zachwycony tym instrumentem dlatego, że jeśli takie instrumenty mają mieć sens to powinny być adresowane do wszystkich 27 państw UE, a nie akurat do takich, którym bardzo zależy na pieniądzach z budżetu UE. Myśmy zresztą jako PO wnioskowali o to, by ofiarą takich rozwiązań dyscyplinujących nie padli beneficjenci końcowi środków Unii, czyli różne firmy, ośrodki naukowe, badawcze, samorządy itd. – zaznacza.
Wiadomo, że taki postulat został uwzględniony. – Nawet jeśli doszłoby do wstrzymania wypłaty pieniędzy, to polski rząd będzie musiał wywiązać się z zobowiązań wobec końcowych beneficjentów, czyli np. wobec Warszawy w kontekście budowy metra. Ale musi te środki wygospodarować w budżecie krajowym – tłumaczy Olbrycht.
"Wzrosną nastroje antyeuropejskie"
Zwraca jednak wagę, że skuteczność zastosowania instrumentów presji ekonomicznej na tych, którzy psują prawo jest wątpliwe. – Zdecydowanie wzrosną bowiem nastroje antyeuropejskie – przewiduje. – Uważam, że powinniśmy tak długo jak się da naciskać na Komisję Europejską by w sprawie przestrzegania praworządności w Polsce zwróciła się do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości – podkreśla europoseł.
Lider PO Grzegorz Schetyna w wywiadzie dla poniedziałkowej "Rzeczpospolitej” powiedział, że unijny budżet "ma być mniejszy dla Polski ze względu na brak umiejętności prowadzenia negocjacji przez rząd Morawieckiego". – Polska najwięcej straci w nowym budżecie UE, właśnie z tego powodu – podkreślił i podobnie jak Trzaskowski wskazywał, że do tego jeszcze "te pomniejszone znacznie pieniądze dla Polski, które będą w budżecie ostatecznie zapisane, wszystko na to wskazuje, zostaną zamrożone, ze względu na łamanie praworządności”. – Po 2019 roku, i po wyborach parlamentarnych, wrócimy do tego i odmrozimy unijne środki dla Polski – stwierdził Schetyna.
Ocenił jednocześnie, że temat unijnych pieniędzy będzie jednym z najważniejszych tematów kampanii 2019 roku. – Jeśli PiS ponownie wygrałby wybory, w co nie wierzę, to Polska będzie na całkowitym marginesie UE. Polska pod rządami PiS skończy w oślej ławce Unii Europejskiej – stwierdził szef Platformy i przekonywał, że PO "wywalczyła dla Polaków 106 mld euro w obecnej perspektywie budżetowej”.
Najważniejszy temat kampanii
Warto dodać, że jeśli przejdzie pomysł rozporządzenia KE w sprawie zamrożenia środków dla Polski, to Europarlament będzie o tym decydował kwalifikowaną większością głosów, czyli przekraczającą połowę.
– Tylko zwycięstwo u nas sił prodemokratycznych, proeuropejskich i praworządnych, może odmrozić pieniądze zablokowane przez antydemokratyczną i antyeuropejską politykę PiS. To będzie realne starcie. Europa nie zapomina – podkreślił Schetyna w "Rzepie" i ocenił, że "dzisiaj to Rumunia i Bułgaria, deklarując wejście do strefy euro, wchodzą do drugiego, głównego pokoju, w którym przy stole rozmawia się o przyszłości UE, a Polski tam nie ma”.
Kilka dni temu byli polscy prezydenci, premierzy, szefowie MSZ i opozycjoniści napisali list do Komisji Europejskiej. Stwierdzili w nim m.in, że "ostatnią instancją, która może obronić polską praworządność, jest Unia Europejska". Pod listem podpisali się Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski, Bronisław Komorowski, Włodzimierz Cimoszewicz, Leszek Miller, Marek Belka, Kazimierz Marcinkiewicz, Andrzej Olechowski, Dariusz Rosati, Adam Rotfeld, Radosław Sikorski, Władysław Frasyniuk, Bogdan Lis oraz Zbigniew Bujak.
List wywołał burzę na prawicy. "Ten list jest zdradą narodową. To jest takie samo działanie jak to, które przed kilkuset laty było udziałem targowiczan" – komentował w Radiu Maryja i TV Trwam Antoni Macierewicz.
Odbiorą nam też prawo głosu?
Ale poza sankcjami finansowymi Polsce grożą też inne kary. Frans Timmermans przekazał już członkom KE, że Polska nie dokonała odpowiednich zmian w ustawie o Sądzie Najwyższym. Dlatego proponuje rozpoczęcie kolejnej procedury dyscyplinującej, która została przewidziana w art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej. Tym samym 26 czerwca ministrowie do spraw Unii Europejskiej postawią zarzuty wobec Warszawy, lecz szansę na odpowiedź dostanie polski rząd. W kolejnym etapie kraje członkowskie mogłyby zadecydować o kontynuowaniu procedury, której finał to pozbawienie Polski prawa głosu w Brukseli. Ten ostatni scenariusz jest jednak mało prawdopodobny.