Patostreamerzy w końcu się doigrają. Będą ostre kary dla szkodników w sieci
Patostreamerzy w końcu się doigrają. Będą ostre kary dla szkodników w sieci Fot. Shutterstock

Bogaci, toksyczni i popularni – promowani przez social media patostreamerzy żerują na krzywdzie młodzieży. W końcu możemy doczekać się rewolucyjnej zmiany w przepisach. Nowe prawo uderzy w szkodliwych twórców z każdej strony.

REKLAMA

Bójki na wizji, kariery polityczne, a nawet deportacje to nic dziwnego w świecie polskich patostreamów. A liczna nieletnia publika z wypiekami na policzkach czeka na niezwykłe przygody swoich ulubionych "patusów" z Internetu. Dane wskazują, że nawet jedna trzecia uczniów klas 7 i 8 szkoły podstawowej ma kontakt z patostreamingiem. 84 proc. dzieci w wieku 13-15 lat wie, czym jest patostreaming.

43 proc. nastolatków ma kontakt z tego typu treściami przynajmniej raz w tygodniu. Co więcej, młodzież zdaje sobie sprawę z tego, że oglądane treści są czymś szkodliwym i toksycznym. Aż 85 proc. oglądających patostreaming dzieci zgłasza niepokój związany z wyświetlanymi treściami.

Koniec sielanki patostreamerów? Projekt ustawy, który może zmienić wszystko

Jednym z powodów, dlaczego dzieci sięgają po pato-treści, jest ciekawość (raportuje ją aż 75 proc. młodych widzów). Jednak dużym problemem jest też promocja patologii przez nią samą. Patostreamerzy występują w podcastach, zapraszani są na wydarzenia "sportowe" takie jak gale freak-fightowe, a ich najbardziej toksyczne "akcje" szybko znajdują popularność na TikToku, Instagramie i Discordzie.

Sielanka patostreamerów ma się wreszcie skończyć. W końcu będziemy mieć jasną definicję, czym patostreaming jest i co będzie za tego typu czyny grozić. Według uzasadnienia projektu ustawy zaprezentowanego w Sejmie przez posłankę Monikę Rosę z Koalicji Obywatelskiej "patostreaming to zwyrodniałe zjawisko społeczne".

Wprowadzony ma być nowy przepis w Kodeksie karnym:

"Kto za pośrednictwem sieci teleinformatycznej publicznie rozpowszechnia w postaci obrazu lub dźwięku treści przedstawiające popełnienie czynu zabronionego, zagrożonego karą pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat pięciu, jako umyślne przestępstwo przeciwko życiu lub zdrowiu, wolności, wolności s*ksualnej, obyczajności, rodzinie i opiece lub popełnienie z użyciem przemocy, polegającego na znęcaniu się nad zwierzęciem lub zabiciu zwierzęcia, stanowiącego naruszenie nietykalności cielesnej w sposób prowadzący do poniżenia, upokorzenia innej osoby, polegającego na realizacji ustawowych znamion przestępstw określonych w kodeksie karnym o skarbowym, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat."

Fragment uzasadnienia

I tu będą kwalifikować się szczególnie wysoko karane czyny w formie patostreamingu, przemoc i okrucieństwo wobec zwierząt i przestępstwa skarbowe (głównie promocja hazardu). Natomiast nowe prawo uderzy także w patostreamerów z mniejszymi przewinieniami. Dla nich przewidziany będzie zmieniony art. 107 z Kodeksu wykroczeń:

"Kto za pośrednictwem sieci teleinformatycznej publicznie rozpowszechnia w postaci obrazu lub dźwięku treści przedstawiające popełnienie czynu zagrożonego karą pozbawienia wolności do lat pięciu jako umyślne przestępstwo przeciwko życiu, zdrowiu, wolności, wolności s*ksualnej, obyczajności, rodzinie i opiece, stanowiącego naruszenie nietykalności cielesnej, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności oraz grzywny".

To nie pierwsza wojna z patostreamingiem – trzy lata temu porażkę odniósł PiS

Zbigniew Ziobro miał być pierwszym herosem ucinającym głowę patostreamingowej hydry. Okazało się jednak, że jego plany kręcenia bata na szkodliwych twórców ograniczyły się do istniejących już wcześniej mechanizmów zwalczania patologicznego zachowania. Pogrozić pogroził, ale realnej zmiany w polskim systemie prawnym się nie doczekaliśmy. Tym razem ma być inaczej. Kwestia patostreamów ma być potraktowana poważnie. Uwzględniony ma być także kontekst międzynarodowy – w końcu część transmisji, szczególnie hazardowych, odbywa się z zagranicy.

Na korzyść projektu KO przemawia także historyczna niechęć wobec patostreamingu środowisk związanych z prawicą. Przedstawiciele PiS twierdzą wręcz, że aktualny projekt jest kradzieżą ich pomysłu z 2023 roku. Nie jest to bez znaczenia w dobie licznych wet prezydenta Karola Nawrockiego.

To dopiero początek legislacyjnej drogi projektu ustawy, ale jego idea spotyka się z poparciem większości środowisk w polskiej polityce. To duża szansa na przełom w problemie, który uderza w umysły polskiej młodzieży od lat.