Rolnicy idą po polu
Ceny poleciały o 1,50 zł, ale powodu do radości nie ma. Fot. Shutterstock

Sezon na polskie warzywa zaczął się od potężnego tąpnięcia cen ogórków szklarniowych w skupach. Rolnicy alarmują, że ich praca przestała być opłacalna, a gotowego towaru nie ma komu sprzedać. Z kolei my, konsumenci, w sklepach wciąż przepłacamy, gdy chcemy zrobić mizerię na obiad.

REKLAMA

Portal Tygodnik Poradnik Rolniczy nagłośnił dramatyczną sytuację, w jakiej znaleźli się polscy producenci ogórków szklarniowych na początku sezonu wiosennego. Branża została postawiona pod ścianą – koszty uprawy nieustannie rosną, podczas gdy stawki oferowane w hurtowniach spadły do poziomu, który nie pokrywa nawet nakładów pracy. Rozmowy z załamanymi rolnikami pokazują skalę kryzysu, w którym rekordowa podaż towaru całkowicie zdławiła szanse na godziwy zarobek.

Drastyczny spadek cen ogórków u rolników

Sytuacja na rynku hurtowym jest obecnie tragiczna dla portfeli rolników. Jak informuje Tygodnik Poradnik Rolniczy, ceny ogórka szklarniowego gwałtownie zanurkowały i znajdują się obecnie daleko poniżej progu opłacalności. W wielu gospodarstwach stawki oscylują w okolicach zaledwie 1,50 zł za kilogram. Tymczasem konsumenci w marketach za to samo warzywo muszą płacić nawet cztery razy więcej. Ta dysproporcja budzi ogromną frustrację wśród producentów, którzy wykonują najcięższą pracę, a zarabiają najmniej.

Sytuację najlepiej oddają relacje samych rolników. Mariusz Borowiak, prowadzący gospodarstwo pod Sieradzem, w rozmowie z portalem TPR nie kryje rozgoryczenia. Podkreśla, że polski produkt przegrywa z zagraniczną konkurencją. – Proszę powiedzieć, gdzie go mamy sprzedać, skoro import z Rosji kwitnie, a my z towarem zalegamy. Ogórek poniżej opłacalności 1,5 zł za kg u rolnika, a w markecie 6 zł. Jak mamy żyć? – pyta retorycznie rolnik. Podobne sygnały płyną z Mazowsza, gdzie producenci przyznają, że towar po prostu leży, bo brakuje chętnych do zakupu nawet za 1,80 zł.

Nadpodaż ogórków i błyskawiczny cykl produkcji

Dlaczego na rynku nagle pojawiło się tyle warzyw? Eksperci wskazują na specyfikę uprawy tego gatunku. Maciej Kmera, ekspert Rynku Hurtowego Bronisze, wyjaśnia w rozmowie z portalem TPR, że głównym powodem zapaści jest olbrzymia nadpodaż krajowej produkcji. Ceny ogórków gładkich "szorują po dnie", osiągając poziom około 2,5 zł/kg na giełdach, ponieważ rolnicy masowo postawili na ten kierunek uprawy.

Mechanizm jest prosty: ogórek szklarniowy potrzebuje zaledwie miesiąca od posadzenia do momentu zebrania pierwszych plonów. Dla porównania, w przypadku pomidorów okres ten wynosi aż trzy miesiące. Krótki cykl produkcyjny sprawił, że wielu rolników skusiło się na szybki zbiór, co zaowocowało pojawieniem się gigantycznych ilości towaru w tym samym czasie. Rynek nie był w stanie wchłonąć takiej masy warzyw, co doprowadziło do załamania cenowego.

Problem potęguje napływ towaru z zagranicy, co dla krajowych producentów jest ciosem prosto w serce. Z danych GUS, na które powołuje się portal TPR, wynika, że tylko w styczniu 2026 roku do Polski sprowadzono ponad 11,5 tysiąca ton ogórków o wartości blisko 107 mln zł. Najwięcej transportów przyjechało z Hiszpanii, Grecji oraz Turcji. Choć import z Rosji w 2025 roku był relatywnie mniejszy (ok. 7 tys. ton), to zdaniem rolników każdy transport zza granicy psuje krajowy rynek.

Polska branża rolnicza czuje się osaczona. Przy tak ogromnej skali importu konkurowanie ceną staje się niemożliwe, zwłaszcza że polscy plantatorzy muszą mierzyć się z coraz wyższymi kosztami ogrzewania szklarni i zatrudnienia pracowników. Dla wielu z nich obecny sezon może zakończyć się koniecznością dokładania do interesu, co stawia pod znakiem zapytania przyszłość wielu rodzinnych gospodarstw.

Krajowy system monitorowania upraw jako rozwiązanie

Eksperci podkreślają, że obecny kryzys nie jest zjawiskiem nowym, a raczej kolejnym dowodem na błędy systemowe w polskim rolnictwie. Maciej Kmera uważa, że konieczne są pilne zmiany w zarządzaniu produkcją warzyw w Polsce. Kluczowe może być stworzenie mechanizmu, który zapobiegałby okresowym "górkom" podażowym, kończącymi się zwykle dramatycznym spadkiem dochodów rolników.

Specjaliści apelują do władz o utworzenie krajowego systemu monitorowania powierzchni upraw poszczególnych gatunków. Taka baza danych pozwoliłaby planować produkcję w skali kraju i unikać sytuacji, w której wszyscy rolnicy w tym samym momencie stawiają na ten sam produkt. Bez profesjonalnego monitoringu rynek ogórków, ziemniaków czy kapusty nadal będzie przypominał loterię, w której rolnik zbyt często zostaje z pełnym magazynem i pustym portfelem.