Kolaż, na tle czerwonej flagi mężczyzna ze złączonymi dłońmi, za nim żółta aureola.
Narcyzm religijny to skomplikowane i toksyczne zjawisko. Montaż: naTemat.pl

Religia i duchowość w nieodpowiednich rękach mogą czynić poważną krzywdę. To idealna karta przetargowa w dłoniach osób o niezwykle wątłym ego, braku poczucia sprawczości, skorych do manipulacji i mających niską inteligencję emocjonalną.

REKLAMA

"Święty narcyzm", czyli narcyzm duchowy, to zjawisko, które obserwowane jest w praktyce psychologicznej, ale jest dziedziną trudną do badania i kontrowersyjną. Niestety, jest też zjawiskiem wysoce szkodliwym, które może mieć negatywny wpływ zarówno na osoby, które interaktują z "świętym narcyzem", jak i na osobę, która takie cechy przejawia, bo umacnia ją w błędnych, toksycznych, szkodliwych sądach na temat rzeczywistości.

W praktyce zjawisko przypomina "podrasowaną" formę opisywanej przeze mnie wcześniej sygnalizacji cnoty. Osoby, które wykazują taką postawę, to np. "biedni chłopcy", którzy w duchowości znajdują tożsamość i źródło moralności.

Skoro mowa o narcyźmie, jest to nieco "głębsza" woda w kontekście psychologicznym. Dlatego muszę zaznaczyć, że narcyzm jako zaburzenie nie funkcjonuje w aktualnej klasyfikacji ICD-11. Kiedy poruszam ten temat, mówię raczej o kulturowym fenomenie niż o gabinetowej definicji.

No więc czym w zasadzie jest narcyzm?

W kontekście ostatnich zmian tym, czym nazwalibyśmy narcyzm jeszcze niedawno, jest wzorzec zachowania antyspołecznego (dyssocjalnego), w którym występuje brak empatii lub selektywna empatia, brak akceptacji, brak szacunku dla potrzeb innych, manipulacja i egocentryzm. Egocentryzm rozumiany jako lekceważenie znaczenia innych, skupianie się na własnych potrzebach i komforcie, a także przerzucanie winy na innych.

Istotne dla oceny, czy wzorzec ten występuje, jest to, czy osoba przejawia (lub na jakimś poziomie odczuwa) niską samoocenę (najczęściej ukrytą lub wyniesioną do rangi megalomanii), radykalnie wysoką potrzebę potwierdzenia wartości z zewnątrz, nadwrażliwość na krytykę i sygnalizację statusu (bez rzeczywistych osiągnięć, wkładu, zasobów).

By dopełnić tego dosyć zagmatwanego obrazu, w przypadku współczesnego rozumienia narcyzmu kluczowy jest kontekst "wyzysku", exploitiveness, który dotyczy wykorzystywania zasobów innych osób bez zamiaru oddania ich.

Oczywiście, w modelu interakcji z drugą osobą, przy omawianiu narcyzmu konieczne jest zrozumienie także typowych zachowań, takich jak kontrola, stosowanie szantaży emocjonalnych, projektowanie irracjonalności na innych, ale to jest temat niezwykle obszerny i konieczny do omówienia w dedykowanym artykule.

Skąd się bierze toksyczna duchowość

Problem połączenia narcyzmu z religijnością powstaje na styku tzw. duchowego eskapizmu, który jest terminem znanym w psychologii od dekad, a wprowadzonym przez Johna Welwooda.

Chodzi o to, że religijność jako taka ma ważną funkcję regulacyjną. Nasz umysł często musi zmagać się z wyzwaniami, do których nie jesteśmy przygotowani, które przekraczają zdolności naszej psychicznej odporności.

W takich chwilach unikamy konfrontacji z trudną rzeczywistością. Sięgamy po nałogi, przeżywamy silne emocje, uciekamy, zamiast skupiać się na tym, co faktycznie w danej chwili jest problemem.

Duchowy eskapizm to wygodna ucieczka. Bo duchowość nie jest empirycznym opisem świata; jest to rzeczywistość swobodna, podatna na dowolne niemal interpretacje. Jest ona też naturalnym elementem kultury. Ogólnie można przyjąć, że jest to społecznie akceptowany sposób przeżywania trudności.

Postawienie na duchowy eskapizm sprawia, że nie musimy inwestować w świadomość psychiczną (np. w odniesieniu do tego, "co się w nas dzieje"), bo zastąpiona jest ona "wyższą" świadomością, świadomością duchową.

Problem pojawia się na nieco późniejszym etapie, bo taki eskapizm ma możliwość umocnienia błędnych przekonań. Swego rodzaju bezpieczeństwo zapewniane przez ten mechanizm może przerodzić się w szereg pułapek myślowych.

A teraz wyobraźmy sobie scenariusz, w którym mamy osobę, która ma niską samoocenę, tendencję do megalomanii, poszukuje potwierdzenia, oczekuje podziwu, statusu, sygnalizuje cnotę, stosuje selektywną empatię i z natury jest egocentryczna. Jeśli ona wejdzie na ścieżkę duchowego eskapizmu (lub innych pokrewnych zjawisk), będziemy mówić o zjawisku duchowego narcyzmu.

logo
Duchowy eskapizm, infografika, źródło: naTemat.pl

Religijny Narcyzm

Religia i duchowość w spektakularny sposób odpowiadają na największe narcystyczne potrzeby. Tworzy rzeczywistość, w której można uciekać od konfrontacji z własnymi maskami, a nawet budować solidny status społeczny w oparciu o nie.

No bo spójrzmy, jeżeli ego jest wątłe, samoocena niska, wystarczy przeprowadzić drobny "outsourcing" do bytów, które będą zawsze przy nas. Narcyzm jest też ściśle związany z niską inteligencją emocjonalną. Religia w tej sytuacji leczy deficyty (często nabyte w wyniku skrajnych doświadczeń z dzieciństwa, wspieranych np. przez autorytarny styl rodzicielstwa, choć według najnowszych doniesień silnie uwarunkowane genetycznie), daje osobie przejawiającej szereg toksycznych cech charakteru "paliwo", które uzasadnia jej wyjątkowość, "lepszość", zaawansowanie duchowe.

Osoby narcystyczne często mają problem z budowaniem własnej identyfikacji. Religie są idealnym jej źródłem, mają bardzo jasne wytyczne moralne, są dobrze ustrukturyzowane, są "bezpieczne" i tłumaczą w prosty sposób skomplikowane (niewytłumaczalne) mechanizmy.

Osoby z deficytami w inteligencji emocjonalnej (a także w zakresie inteligencji poznawczej) mają potrzebę dychotomizowania (myślenie czarno-białe) i myślenia przez pryzmat imperatywów (myślenie powinnościowe). Religia to idealne pole dla takich sposobów rozumowania.

Konsekwencje duchowego narcyzmu są niezwykle poważne

Problem pojawia się w sytuacji, gdy osoba, która panicznie poszukuje tego paliwa, dostanie ten cały dobrobyt. Bo ponownie – mając takie panaceum na najpoważniejsze problemy związane z tzw. narcystyczną raną, ciężko się od takiego paliwa odsunąć.

Co gorsza, religijność może w tej sytuacji zostać uzbrojona (ang. weaponised). Prowadzi to do duchowej manipulacji i grania na poczuciu winy, w oparciu o "wyższe" autorytety. Mowa tu m.in. o "duchowym gaslightcie", który sprawia, że osoba, która go doświadcza, zaczyna mieć przekonanie o własnej grzeszności, braku wiary, braku postawy godnej przedstawiciela danej wiary, nieposłuszeństwu wobec boskich bytów.

Realizacja "boskiego planu" lub budowanie "pobożnego" wizerunku u osób narcystycznych czerpie z parametru exploitiveness, o którym mówiłem wcześniej. Fasada religijności, charyzmy i duchowości staje się najważniejsza, nawet (a może przede wszystkim) kosztem najbliższych osób.

Co więcej, wracamy tu do sedna, do punktu wyjścia do rozważań na temat narcystycznego wpływu w relacjach, który dotyczy tzw. "erozji self". Osoba, która długotrwale ma kontakt z pobożnym, charyzmatycznym i religijnym narcyzem, po pewnym czasie zaczyna doświadczać silnego dysonansu wobec jego manipulacji, toksyczności i zachowań przemocowych.

Niestety, niekoniecznie prowadzi to do konstruktywnej konfrontacji (zresztą niemal nie da się konfrontować osoby tego typu, bo od razu wykorzysta metodę z szerokiego wahlarza delegacji odpowiedzialności), a do cichego cierpienia i kwestionowania rzeczywistości, lęku i osamotnienia (a wręcz izolacji) przy akompaniamencie presji i konieczności odgrywania religijnych ról.

Zaznaczam jednak, że zjawisko, o którym mówię, nie jest aż tak dobrze zmierzone i opisane w literaturze naukowej, bo w ogóle ciężko jest narcyzm badać. Ja staram się bazować na znajomości studiów przypadków klinicznych, w których takie zjawisko występowało (a w sumie warto też dodać, że narcyzm jako taki też nie pojawia się często w kontekście klinicznym, bo osoby, które go wykazują, raczej stronią od gabinetów; to raczej osoby będące "odbiorcami" narcystycznego wpływu poszukują potem pomocy).

Co więcej, sam narcyzm duchowy (podobnie jak narcyzm w ujęciu ICD-11) nie jest diagnozą kliniczną, a raczej opisem fenomenu kulturowego/relacyjnego.

Cechy religijnego narcyzmu widać bardzo dobrze w niektórych niezależnych nurtach religijnych (często wywodzących się z Kościoła, ale często też przez Kościół potępianych), w nowoczesnej duchowości, ale także w sektach (charyzmatyczni narcystyczni liderzy przyciągają wyznawców) i w obszarze samych tzw. religii uniwersalnych.

logo
Narcyzm duchowy, infografika, źródło: naTemat.pl

A co psychologia mówi o duchowości w ogóle?

Nie chodzi mi o krytykę religijności i duchowości jako takich, a o zwrócenie uwagi na sytuacje, w których wiążą się one z poważnymi skutkami społecznymi i indywidualnymi.

Dalsza część artykułu poniżej.

Samego tematu duchowości nie da się nie poruszać w kontekście psychiki ludzkiej. Religie mają ogromny wpływ na funkcjonowanie jednostki, są elementem regulacji emocji, a także dają możliwość nadania życiu egzystencjalnego sensu, co może sprzyjać produktywnemu rozwiązywaniu naturalnych kryzysów.

Z jednej strony zrozumiała jest jednak obawa psychologii jako nauki przed duchowością. Dziedzina ta zmaga się z niezbyt dobrą prasą związaną właśnie ze spirytualnym i nadmiernie "luźnym", ulotnym stosunkiem do interpretacji.

Wynika to m.in. z powodu stosowania testów projekcyjnych (o wątpliwej skuteczności i jakości pozyskiwanych informacji z perspektywy empirycznej), jungowskiej ezoteryki czy wreszcie freudowskich psychoanalitycznych aberracji, gdzie religia jest niczym innym niż "złudzeniem", a jednocześnie sam opis świata psychicznego proponowany przez Freuda jest w wielu miejscach błędny, nadmiernie redukcjonistyczny, bogaty w uprzedzenia wobec kobiet i po prostu nienaukowy.

Problemem jest nieścisłość praktyki psychologicznej, dostosowywanej przez praktyka do najbardziej skomplikowanego bytu na świecie, człowieka, który jednak musi funkcjonować w silnych empirycznych ramach. No i pamiętajmy, że wiele aspektów psychologii ma swoje korzenie w duchowości i filozofii jako sztuce (mniej zorientowanej na empiryczny kontekst).

Zresztą nie jest tak, że psychologowie kompletnie stronią od duchowości. Marsha M. Linehan, autorka jednej z najbardziej efektywnych szkół terapeutycznych w historii (terapii DBT), w młodości bardzo silnie zaangażowana była w katolicką społeczność, by w toku życia otwarcie przyjąć duchowość buddyjską (która zresztą jest charakterystyczna także dla wcześniej wspomnianego Johna Welwooda) i brać z niej inspirację w opracowywanych metodach.