Skanery CT na lotniskach nareszcie kończą z limitem 100 ml płynów
Koniec z przezroczystymi woreczkami. Nowa technologia zmienia odprawę Fot.Ceri Breeze/Shutterstock

Limity płynów bywają uciążliwe podczas kontroli bezpieczeństwa. Kto nie był w sytuacji, w której obsługa lotniska kazała wyrzucać nadprogramowe "mililitry"? Na szczęście zasady przewozu płynów zmieniają się na kolejnych lotniskach.

REKLAMA

Urlop już za pasem, pakujemy ostatnie przedmioty do podręcznego bagażu, a nagle okazuje się, że nasz dezodorant czy żel do kąpieli jest w butelce o pojemności większej niż 100 ml. Nie zawsze mamy w domu małe, podróżne butelki, do których moglibyśmy przelać płyny, więc do stresującej listy zadań przed wylotem dochodzą kolejne zakupy.

Choć jest to sytuacja znana wszystkim podróżnym, być może w przyszłości nie będzie już ona problemem. Okazuje się, że kolejne lotniska wprowadzają zmiany w procedurach bezpieczeństwa i żegnają uciążliwe obostrzenia. Dla zmęczonych pasażerów będzie to powiew normalności, a lifehackowe sposoby na błyskawiczną kontrolę bezpieczeństwa staną się z czasem mniej potrzebne.

Rewolucja na lotniskach. Gdzie zapomnisz o limicie 100 ml?

Wielka zmiana dotarła już tuż za naszą zachodnią granicę. Na krok w stronę pasażerów zdecydował się port Berlin-Brandenburg, który powoli znosi drakońskie limity płynów w bagażu podręcznym. Na tym konkretnym lotnisku limit płynów zależy jednak od tego, na którą strefę kontroli trafimy. Powody do radości mają przede wszystkim klienci tanich linii lotniczych, takich jak Ryanair czy Wizz Air. Odprawiając się z berlińskiego Terminala 2, przejdziemy przez skanery CT, które będą w stanie "prześwietlić" większe kosmetyki.

Większy chaos panuje na Terminalu 1, z którego korzystają tradycyjni przewoźnicy. Tam dwulitrowe butelki przejdą tylko w strefach numer 1 oraz 5. W pozostałych miejscach wciąż stoi sprzęt starszego typu, a to oznacza wyrzucanie płynów powyżej setki.

Władze berlińskiego lotniska uspokajają jednak, że wdrażanie nowej technologii docelowo całkowicie uwolni nas od dotychczasowych limitów. Znacznie ułatwi także procedury kontroli bezpieczeństwa, bo nowoczesne skanery sprawiają, że nie trzeba już wyciągać płynów i pakować ich w przezroczyste woreczki strunowe. Do samolotu będzie można wziąć opakowania o pojemności nawet do 2 litrów.

Gdzie jeszcze technologia ułatwia nam życie? Za granicą z limitów rezygnują Brytyjczycy (m.in. na londyńskim Heathrow), Czechy (Praga) oraz niektóre porty we Włoszech, w tym niezwykle popularne wśród Polaków lotnisko Mediolan-Bergamo.

W Polsce rewolucję zapoczątkowało lotnisko w Lublinie ze swoim skanerem 3D i końcem wyciąganiem płynów do kontroli, a w jego ślady poszły kolejne porty. Nowoczesny sprzęt ma stanąć na Lotnisku Chopina, które znosi limit płynów w bagażu podręcznym jeszcze w 2026 roku. Katowice też znają już datę końca limitu płynów, więc to kolejny dobry sygnał dla podróżnych w południowej Polsce.

Dlaczego w ogóle musimy się męczyć? Początki limitów płynów

Żeby zrozumieć, skąd w ogóle wzięła się ta trwająca od lat lotniskowa udręka, musimy cofnąć się do 2006 roku. To wtedy brytyjskie służby udaremniły spisek terrorystyczny powiązany z Al-Kaidą. Zamachowcy planowali zdetonować kilka maszyn lecących nad Atlantykiem do USA i Kanady. Plan zakładał wniesienie na pokład płynnych składników bomb (opartych na nadtlenku wodoru), zamaskowanych w butelkach po napojach, a następnie zmieszanie ich i zdetonowanie w trakcie lotu.

Mało kto pamięta, że tuż po wykryciu spisku w sierpniu 2006 roku wprowadzono absolutny, całkowity zakaz wnoszenia płynów w bagażu podręcznym. Dopiero po kilku miesiącach restrykcji wypracowano kompromis w postaci znanych nam do dzisiaj 100 mililitrów w foliowej torebce.

Dziś, gdy w grę wchodzi też nowy limit w bagażu podręcznym, widać, że procedury bezpieczeństwa wciąż ewoluują. Tym razem jednak w kierunku, który większości pasażerów po prostu ułatwia życie.