
W koalicji rządzącej wybuchł kolejny spór. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz ostro zaatakowała fundament obecnego systemu podatkowego. Ministra przekonuje, że państwo od lat premiuje tych, którzy potrafią unikać progresji podatkowej, a koszty przerzuca na zwykłych pracowników. Uderza tym samym w odpowiedzialne za system podatkowy Ministerstwo Finansów.
"Anna Maria Żukowska nie rozumie, na czym polega ogromna niesprawiedliwość polskiego systemu podatkowego. Służę merytorycznym wyjaśnieniem" – rozpoczyna swój wpis na X ministra funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. To odpowiedź na zarzut Anny-Marii Żukowskiej wobec tego, że proponowane przez Polskę 2050 zmiany dotyczą jedynie 10 proc. najlepiej zarabiających Polaków.
Polska 2050 postuluje podniesienie progu podatkowego do 140 tys. zł. Przypomnijmy, że obecne progi podatkowe zostały ustanowione w 2009 roku, a przez ostatnie lata mieliśmy do czynienia z ogromnymi wzrostami zarobków i inflacją. Drugi próg podatkowy jest nazywany "zmorą pracownika". Obecnie aż 2,4 mln Polaków wpada w 32 proc. widełki, co związane jest m.in. ze zjawiskiem fiscal drag.
"Progi podatkowe od lat nie są waloryzowane, choć płace nominalnie rosną, a inflacja wypycha coraz więcej ludzi do wyższej stawki PIT. W efekcie do 32 proc. trafiają już nie jacyś 'krezusi', ale osoby zarabiające niewiele ponad przeciętną" – zauważa ministra, sugerując dalej, że w przypadku polskiego systemu podatkowego progresja nie dotyka najlepiej sytuowanych, a klasę pracującą.
Przyczyny i skutki niesprawiedliwości podatkowych okiem Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz
Pośród przyczyn aktualnej sytuacji Pełczyńska-Nałęcz zauważa, że: "Państwo przez lata tworzyło i wzmacniało korzystniejsze zasady dla części dochodów rozliczanych poza etatem". Na dowód swej tezy wymienia niższe stawki w B2B, atrakcyjniejszy ryczałt i rozwiązania składkowe faworyzujące osoby samozatrudnione z wysokimi dochodami.
Kolejną przyczyną niesprawiedliwości ma być perspektywa osób, które nie mogą przejść na korzystne formy rozliczania się lub pozostających z różnych względach na etacie. To one mają być "dociskane" zamrożonymi progami podatkowymi.
Jeśli zaś chodzi o skutki, ministra zwraca uwagę, że B2B, czyli złota era, która niedługo się skończyć, jest na masową skalę wykorzystywane jako forma świadczenia usług i "jednym z głównych sposobów ucieczki od wyższych obciążeń". Jednak na tym się nie kończy. Pełczyńska-Nałęcz zdecydowała się uderzyć w obecny system, nie przebierając w słowach: "To system, który premiuje zdolność ucieczki od progresji, a karze tych, którzy zostają tam, gdzie państwo może ich najłatwiej policzyć i obciążyć. Powstał więc model skrajnie niesprawiedliwy."
Polityczka zauważa, że brak waloryzacji progów motywowany jest "fiskalną koniecznością", a nie "politycznym wyborem". "Nie ruszamy przywilejów tam, gdzie opór byłby silny, więc po cichu zwiększamy ciężar po stronie tych, którzy nie mają takiej siły negocjacyjnej" – stwierdza przedstawicielka rządu Donalda Tuska.
Pełczyńska-Nałęcz podsumowuje sytuację jako brak naprawiania błędów przez państwo, faworyzowanie najlepiej zarabiających w taki sposób, by nie płacili oni należnych (w myśl progresji) podatków, legalnie je omijając, a dodatkowo przerzucanie kosztów polityki fiskalnej na resztę społeczeństwa, bo "budżet nie wytrzyma podniesienia progów". Dodajmy przy tym, że niedawno planowane zmiany na B2B wywołały płacz w sieci, a debata o tym, kto zasłużenie korzysta z preferencji podatkowych, a kto jedynie omija progresję, nabiera coraz wyraźniejszego politycznego charakteru.
Wpis jest odpowiedzią na zarzut Anny-Marii Żukowskiej, ale został sprytnie wycelowany w inne ministerstwo
Podsumujmy, co się w zasadzie tutaj wydarzyło. W niedzielę Janusz Piechociński (były wicepremier związany w przeszłości z PSL) udostępnia wpis, w którym informuje, że "Około 90 proc. podatników nadal nie przekracza progu 120 tys. zł". Anna-Maria Żukowska z Lewicy wykorzystuje te informacje do uderzenia w koalicjanta (Polskę 2050), zwracając uwagę, że proponowane przez tę partię zmiany sprzyjają interesom klasy najlepiej zarabiającej.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
W odpowiedzi przedstawicielka rządu Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz odbija perspektywę faworyzacji najlepiej zarabiających (10 proc. Polaków), przedstawiając kwestię niesprawiedliwości podatkowych jako "karanie" najsłabszych i najłatwiejszych do obciążenia (w tym np. pracowników etatowych), co jest zresztą dość istotne ideowo dla lewicowego elektoratu.
Można jednak przyjąć, że głównym adresatem jej odpowiedzi wcale nie jest Anna-Maria Żukowska i Lewica. Pełczyńska-Nałęcz ewidentnie (i dość brutalnie) uderza w system, który jest pod zarządzaniem ministra finansów Andrzeja Domańskiego.
To już kolejny istotny zgrzyt w koalicji – tym bardziej wymowny, że Pełczyńska-Nałęcz dostała niezłą ripostę ze strony innych koalicjantów już przy poprzedniej okazji. Tym razem spór dotyczy kwestii fundamentalnej dla całego społeczeństwa, bo wszyscy jesteśmy elementem (przynajmniej w jakimś stopniu) systemu podatkowego. Warto też pamiętać, że tam, gdzie luki podatkowe znikają na zawsze, pojawia się pytanie, kto tak naprawdę przez lata płacił za dysfunkcje całego systemu.
