dyrektor szpitala w Mławie
Dyrektor szpitala w Mławie ujawnia kryzys, z jakimi mierzą się szpitale powiatowe Fot. Unsplash // YouTube // montaż: naTemat

Ostatnio Polska żyła dramatyczną sytuacją szpitala w Mławie, któremu zabrakło pieniędzy na podstawowe środki medyczne. W najnowszej "Rozmowie naTemat" Piotr Parjaszewski, dyrektor tej placówki, opowiada o kryzysie szpitali powiatowych i zwraca uwagę na braki kadrowe, wywołane kuriozalnymi zasadami zatrudniania specjalistów.

REKLAMA

W najnowszym podcaście "Rozmowa naTemat" gościem Kuby Kralki jest Piotr Parjaszewski, dyrektor Szpitala Powiatowego w Mławie, o którym głośno było w całej Polsce ze względu na jego dramatyczną sytuację finansową. W dyskusji poruszono m.in. kwestię zatrudniania lekarzy specjalistów w powiatach – nieuregulowane i skomplikowane zasady zmuszają bowiem dyrektorów szpitali do trudnej walki o przetrwanie poszczególnych oddziałów.

Rozmowa nie dotyczy jednak wyłącznie jednej placówki, lecz ukazuje systemowe problemy medyczne w całym kraju: braki kadrowe, rosnące zadłużenie oraz niedoszacowane kontrakty z NFZ.

Luka pokoleniowa i desperackie poszukiwania. Gdzie są specjaliści?

Jak zauważa dyrektor szpitala w Mławie, znalezienie rąk do pracy graniczy dziś z cudem, a system opieki zdrowotnej boryka się z potężną dziurą pokoleniową. Brakuje chętnych do pracy na pełen etat, co bezpośrednio uderza w pacjentów i blokuje rozwój oddziałów.

"My mamy duże trudności, żeby pozyskać młodych. Mamy bardzo dużą lukę pokoleniową przede wszystkim w środowisku lekarskim, brakuje nam lekarzy, specjalistów, którzy mogliby pracować w ordynacji dziennej" – wylicza Piotr Parjaszewski.

Jako dowód na absurd tej sytuacji podaje realia z własnego podwórka, z którymi mierzy się od wielu miesięcy. – Przykładem tego jest nasz oddział wewnętrzny, na który próbuję od ponad roku zakontraktować pełną obsadę. To jest zespół, który powinien liczyć około 6-7 lekarzy samodzielnie wykonujących ten zawód i dotychczas mi się to nie udało – przyznaje w "Rozmowie naTemat".

Dalsza część artykułu poniżej.

Ile kosztuje dziś dyżur lekarza w szpitalu powiatowym?

Dramatyczna luka kadrowa rodzi z kolei patologie finansowe. Szpitale w mniejszych miejscowościach są regularnie stawiane pod ścianą, co bezwzględnie weryfikuje rynek i oczekiwania zarobkowe medyków. Pytany przez Kubę Kralkę o widełki i odgórne ograniczenia stawek za dyżur w szpitalu powiatowym, dyrektor przyznaje wprost, że to absolutnie indywidualna kwestia, a rozbieżności są wręcz kosmiczne.

"Spotkaliśmy się z lekarzem, który chciał mieć stawkę godzinową 130 zł i spotkaliśmy się z takim, który chciał mieć stawkę godzinową 1700 zł" – zdradza Parjaszewski.

Teoretycznie placówka z zadłużeniem nie musi wcale przystawać na tak wygórowane żądania. – To nie jest tak, że my musimy się zgodzić na zatrudnienie lekarza, który chce zarabiać milion miesięcznie – tłumaczy dyrektor. Niestety, w praktyce brutalna weryfikacja rynku pokazuje, że nieugiętość dyrekcji może oznaczać zamknięcie szpitalnych drzwi przed pacjentami. Jak dodaje gość podcastu, ściągnięcie wykwalifikowanego specjalisty do powiatu "nie jest łatwe".

Szpital po prostu musi mieć lekarza

Luki kadrowe niosą za sobą oczywiście katastrofalne skutki dla lokalnych społeczności. – To jest przykład konkretnych oddziałów, które się rozpadają właśnie z uwagi na brak możliwości zakontraktowania kadr – precyzuje Piotr Parjaszewski. Placówki są spętane rygorystycznymi przepisami i wymogami, które muszą bezwzględnie spełniać, by w ogóle móc funkcjonować i na przykład nie stracić przyznanych wcześniej dotacji z budżetu.

Rozmówca Kuby Kralki odpowiada także na pytanie, czy szpital zmuszony jest utrzymać na etacie konkretnych ekspertów, takich jak anestezjolog czy ortopeda, bez względu na koszty. – Oczywiście, że tak. My mamy szpitalny oddział ratunkowy, który jest w tej chwili w okresie trwałości projektu, czyli musimy go utrzymać przez najbliższe pięć lat, ponieważ sfinansowaliśmy jego remont ze środków dotacyjnych – wyjaśnia Parjaszewski.

To właśnie tego typu odgórne nakazy wiążą ręce zarządcom zadłużonych szpitali. – W związku z tym musi u nas (...) funkcjonować oddział intensywnej terapii i musimy zabezpieczyć lekarza anestezjologa – podsumowuje. Te kuriozalne pętle decyzyjne sprawiają, że szpitale powiatowe walczą dziś o medyków dosłownie za wszelką cenę.