
Radosław Sikorski ponownie odniósł się do sporu wokół katastrofy smoleńskiej. Wicepremier przypomniał fragmenty stenogramów z kokpitu Tu-154 i przewiduje "łganie o zamachu, na który przez osiem lat rządów nie znaleźli cienia dowodu" podczas czerwcowej miesięcznicy. Oskarżył też przeciwników politycznych o dzielenie narodu dla władzy i pieniędzy.
Szef polskiej dyplomacji ponownie w ostatnich dniach uderza w "mity" środowisk związanych z Prawem i Sprawiedliwością. Tym razem Radosław Sikorski zdecydował się na skrytykowanie miesięcznic smoleńskich, a konkretnie tej, która odbędzie się jutro, 10 czerwca.
"Jutro miesięcznica. Znowu będą łgali o zamachu, na który przez osiem lat rządów nie znaleźli cienia dowodu" – zapowiedział wicepremier.
"Wypierają, że prawda o przyczynach wypadku jest na taśmach z kokpitu, bo nie mogą przyznać, że podzielili naród dla władzy i pieniędzy" – stwierdził wicelider sondażu zaufania opracowanego przez IBRiS w tym miesiącu.
Do wpisu wicepremier załączył fragment stenogramu, który sugeruje, że załoga Tu-154 działała pod presją i uzależniała procedury od decyzji prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Kolejny atak na "nacjonalistyczne mity"
To już drugi w ciągu ostatnich tygodni głośny przypadek przywołania kwestii smoleńskiej przez Radosława Sikorskiego. Wcześniej wicepremier sugerował prezydentowi Karolowi Nawrockiemu, że podejmowanie decyzji, które nie mieszczą się w jego kompetencjach, nie kończy się pomyślnie.
Polityk odniósł się do tej kwestii, korzystając z konkretnego przykładu: – Był już taki prezydent, który uzurpował sobie prawo do podejmowania decyzji, które nie leżały w jego kompetencjach – zauważył szef MSZ podczas spotkania Council of the Baltic States.
– Prezydent jako pasażer samolotu rządowego nie decyduje o tym, jak pilotować ten samolot. Był już prezydent, którego proszono, mimo że nie miał takich kompetencji, o zgodę na wybranie lotniska zapasowego. I on tej decyzji na czas nie podjął. Wszyscy wiemy, jak to się skończyło. I prosiłbym prezydenta Nawrockiego, aby nie szedł tą drogą – apelował wicepremier pod koniec maja.
Wypowiedź Radosława Sikorskiego wzbudziła kontrowersje po prawej stronie elektoratu. Słowa polityka były oceniane m.in. jako bezczelne i cyniczne. Polityk zdecydował się odnieść do krytyki w charakterystyczny dla siebie sposób.
Radosław Sikorski nie ma zamiaru przepraszać za swoje słowa
Polityk w odpowiedzi na krytykę nie tylko jeszcze raz oświadczył, że "Przez osiem lat rządów nie znaleźliście cienia dowodu na zamach bo go nie było", ale także przywołał nagrania z kokpitu Tu-154: "Przyczyną wypadku smoleńskiego było drastyczne naruszenie procedur przez pilotów oraz między innymi to, że prezydent Lech Kaczyński nie podjął na czas nieleżącej w jego kompetencjach decyzji o odejściu na lotnisko zapasowe". Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Wicepremier nie tylko nie zamierza się wycofywać ze swoich słów, ale wręcz zachęca do ich weryfikacji na drodze sądowej: "Jeśli ktoś uważa, że mijam się z prawdą, zachęcam do złożenia pozwu acz przypominam, że już dwa razy prawomocnie wygrałem z konfabulacjami Kaczyńskiego".
Ostre słowa Radosława Sikorskiego padały także wobec osób promujących teorię zamachu smoleńskiego, w tym byłego szefa MON, Antoniego Macierewicza. W trakcie przemówienia w Sejmie 13 marca 2026 roku z ust wicepremiera padły słowa: – Antek, świrze! Gdzie są Caracale, gdzie są Mistrale za 1 euro? Gdzie są dowody na zamach smoleński?






