Donald Trump na tle US Army
USA dają "zielone światło" na stałą bazę w Polsce Fot. Shutterstock; naTemat

Waszyngton oficjalnie potwierdził, że jest otwarty na propozycję Polski. Pentagon chce jednak poznać szczegóły. Na poważnie ruszają więc negocjacje, które zadecydują o kształcie być może największej inwestycji obronnej w historii III RP.

REKLAMA

Przez lata była to idea, która krążyła po korytarzach Ministerstwa Obrony Narodowej i waszyngtońskich think-tankach – stała baza wojsk amerykańskich na polskiej ziemi. 18 czerwca 2026 roku ten scenariusz przestał być abstrakcją. Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz ogłosił na konferencji prasowej w Brukseli, że otrzymał oficjalną odpowiedź Pentagonu na polski list z 29 maja. I jest ona pozytywna.

– Sekretarz wojny wraz z całym swoim zespołem, Stany Zjednoczone pozytywnie odnoszą się do propozycji Polski o utworzeniu stałej bazy wojsk amerykańskich na terytorium naszej ojczyzny – poinformował wicepremier, dodając jednocześnie, że ostateczna decyzja będzie uzależniona od szczegółów ewentualnego porozumienia.

Historyczny kontekst: od propozycji do negocjacji

Polska od lat zabiegała o trwałą obecność sojusznika zza Atlantyku. Marzenie o własnym "Fort Trump" – jak prześmiewczo, lecz i z nutą nadziei, ochrzcili tę ideę komentatorzy – przez pewien czas wydawało się mrzonką. Tymczasem rzeczywistość geopolityczna przyspieszyła. Rosyjska agresja na Ukrainę, rosnące wydatki obronne państw wschodniej flanki NATO i coraz bardziej asertywna polityka administracji Trumpa, warunkująca zaangażowanie USA faktycznym wkładem finansowym sojuszników, stworzyły nowe otoczenie negocjacyjne.

Rząd podjął uchwałę w sprawie podjęcia działań zmierzających do powołania stałej bazy Sił Zbrojnych USA w Polsce. Uchwała otwiera drogę do konsultacji ze stroną amerykańską, przygotowania propozycji lokalizacyjnych, szacunków kosztów i planu finansowania inwestycji.

Wiceszef MON Paweł Zalewski w rozmowie z TOK FM mówił wprost, że resortowi zależy, by w ciągu kilku do kilkunastu tygodni zamknąć rozmowy o tym, jakie konkretnie oddziały znajdą się w bazie. Rząd chciałby też, by jeszcze w tym roku ruszyła budowa tzw. miasteczka dla Amerykanów – czyli zaplecza mieszkaniowego i socjalnego dla żołnierzy i ich rodzin.

Co mówi Pentagon – i co stoi za tym entuzjazmem?

Pete Hegseth, szef Pentagonu, nie tylko odpowiedział pozytywnie na polską propozycję, ale ogłosił przy okazji coś, co zasadniczo zmienia układ sił w obrębie NATO: Pentagon przeprowadzi w ciągu najbliższych sześciu miesięcy kompleksowy przegląd obecności sił zbrojnych USA w Europie. Niektóre kraje sojuszu ten sprawdzian "obleje", inne zdadzą go celująco – i nie trzeba wiele wyobraźni, by domyślić się, w której grupie plasuje Polska, przeznaczająca na obronę ponad 4 proc. PKB.

Hegseth dał jasno do zrozumienia, że przyszłe zaangażowanie finansowe Waszyngtonu w NATO będzie wprost uzależnione od tego, jak sojusznicy realizują własne zobowiązania wydatkowe. To nie tyle zaproszenie, co ultimatum – i Polska jest jednym z niewielu krajów, które mogą spokojnie patrzeć na tę geopolityczną rozgrywkę.

Doradca szefa MON Maciej Samsonowicz wskazał, że podczas rozmów z Pentagonem przywołano nie tylko geostrategiczne położenie Polski, ale i argument nowoczesności: przyszła baza mogłaby korzystać z niezależnych źródeł energii, w tym małych modułowych reaktorów jądrowych (SMR). To nie jest przypadkowy detal – Polska buduje swoją pierwszą elektrownię jądrową w Choczewie, a technologia SMR staje się elementem nowej doktryny energetyczno-obronnej kraju.

Zalewski nie krył, że celowo wplótł w narrację wątek atomowy: Amerykanie broniliby wówczas nie tylko polskiego terytorium, ale też własnych interesów przemysłowych – zarówno w zbrojeniówce, jak i w energetyce jądrowej.

Ile to będzie kosztować? Mówimy o miliardach

Wiceszef MON postawił sprawę jasno: budowa stałej bazy to wydatek rzędu od kilku do kilkunastu miliardów złotych. Dla porównania – roczny budżet MON sięga dziś 186 mld zł, co pokazuje, że nawet górna granica szacunków nie jest kwotą, która powali resort finansów z nóg, choć oczywiście rozłożona zostanie na wiele lat.

Zalewski zapewnił, że rząd znajdzie środki. Premier Tusk silnie popiera inicjatywę, a sama inwestycja jest postrzegana nie jako koszt, lecz strategiczna konieczność – zmiana przekazu dla "głównego adwersarza", którym pozostaje Rosja. Stała baza to bowiem coś zasadniczo innego niż rotacyjna obecność: Amerykanie mieliby tutaj swoje rodziny, majątek, interesy. To wiążące zobowiązanie, nie sezonowe ćwiczenia. A jak pisał serwis InnPoland.pl, samorządy dałyby się pokroić za bazy armii USA, bo stała obecność wojskowa to dla lokalnych społeczności potężny impuls gospodarczy.

Pytany o nazwę przyszłej bazy, Zalewski odparł z rozbrajającą szczerością: "Fort Trump to świetna nazwa" – i powtórzył to dwa razy, jakby chciał upewnić się, że cytat trafi do nagłówków.

Żagań czy Nowa Dęba? Stary spór wróci do życia

Dyskusja o lokalizacji nie jest nowa. Już w 2019 roku, gdy idea stałej bazy po raz pierwszy nabrała politycznego kształtu, ścierały się ze sobą dwie szkoły myślenia. Polska strona rządowa skłaniała się wówczas ku Nowej Dębie na Podkarpaciu. Tymczasem wojskowi – i sami Amerykanie – patrzyli znacznie przychylniej na Żagań w województwie lubuskim, określany nieoficjalnie jako "pancerna stolica Polski".

Powody? Żagań ma wszystko, czego potrzebuje stała baza: gotową infrastrukturę koszarową, magazynową, garażową i szkoleniową. To tam stacjonuje 2. Pancerna Brygadowa Grupa Bojowa z czołgami Abrams, wozami Bradley i haubicami samobieżnymi – łącznie 3,5 tys. żołnierzy i 2 tys. pojazdów. Bazę wspiera też kompleks w Świętoszowie.

Generał Waldemar Skrzypczak, były dowódca wojsk lądowych, stawiał sprawę wprost: Nowa Dęba ma wyłącznie infrastrukturę poligonową i szkoleniową – bez możliwości stałego zakwaterowania wojska. Żagań ma ją w całości. I to wojskowi, nie politycy, zdecydują – przekonywał generał, wyrażając przekonanie, że rozsądek wojskowy weźmie górę nad politycznymi preferencjami.

MON dał ostatnio do zrozumienia, że kluczowym kryterium lokalizacji będzie gotowość istniejącej infrastruktury i możliwość szybkiego uruchomienia budowy pierwszego etapu. To argument, który przemawia na korzyść Żagania – choć ostatnie słowo oficjalnie jeszcze nie padło.

Co będzie dalej?

Szczyt NATO w Ankarze zaplanowany na 7 i 8 lipca 2026 roku będzie pierwszym poważnym testem dla polskiej oferty na forum sojuszniczym. Negocjacje z Pentagonem mają zostać sfinalizowane w ciągu tygodni, a budowa miasteczka – ruszyć jeszcze w tym roku.

Polska stawia na szybkość. I po raz pierwszy od długiego czasu ma ku temu wyraźne przyzwolenie Waszyngtonu.