
Aż ciężko sobie wyobrazić, czym samochód służący do przeprowadzania akcji humanitarnych i ofiarowania pomocy mógłby sprowokować kogokolwiek do wandalizmu. A jednak, jak się okazuje po ostatnim zdarzeniu do którego doszło w Poznaniu, wszystko jest dziś możliwe.
W ostatnich miesiącach możemy być w Polsce świadkami naprawdę imponującej mobilizacji społeczeństwa, jeśli chodzi o zaangażowanie w najróżniejsze akcje charytatywne. Jeszcze w kwietniu obserwowaliśmy rekordowy stream twórcy internetowego Łatwoganga na YouTube, podczas którego zebrano ponad 282 miliony złotych na rzecz podopiecznych fundacji Cancer Fighters.
Niedługo później ten sam influencer przejechał rowerem przez całą Polskę, zbierając pieniądze na leczenie dzieci chorujących na dystrofię mięśniową Duchenne'a. Z kolei w naTemat ukazała się niedawno rozmowa o powstającym w Piasecznie specjalnym domu, który ma pomóc osobom w kryzysie odzyskać życiową samodzielność.
Mimo tych wszystkich budujących pozytywów, wciąż wyłaniają się niekiedy zachowania, w które aż trudno uwierzyć.
Wandale zniszczyli samochód do ratowania życia
Na terenie Poznania od dawna znane są działania charytatywne Marcina Staniewskiego. Z zawodu jest farmaceutą, jednak oprócz tego aktywnie angażuje się i inicjuje wiele akcji humanitarnych. Jego pomoc dociera nie tylko do potrzebujących na terytorium kraju, ale również na pogrążoną w wojnie Ukrainę.
W niedzielę działacz poinformował za pośrednictwem swoich mediów społecznościowych o skandalicznej sytuacji, która miała ostatnio miejsce. Samochód, służący mu do przeprowadzania licznych akcji pomocowych, został bowiem... obrzucony śmieciami. "Nasz samochód padł ofiarą aktu wandalizmu. Witamy w Polsce 2026" – rozpoczął swój komunikat Marcin Staniewski.
Jak dowiadujemy się z wpisu opublikowanego na Facebooku, do zdarzenia doszło w niedzielny poranek, gdy mężczyzna robił zakupy przed kolejnym wyjazdem z pomocą. Ktoś z premedytacją przepchnął jego pojazd pod kontener na śmieci, a następnie całkowicie zerwał z niego widoczne oznaczenia transportu humanitarnego. Jakby tego było mało, na dach auta wyrzucono jeszcze worki wypełnione śmieciami. Autor wpisu przekazał jednocześnie bardzo ważną informację – całe zajście zostało na szczęście pomyślnie zarejestrowane na okolicznym monitoringu.
Zobacz także
"Dobro nie zatrzymuje się przez jednego tchórza"
W swoim poście działacz szczegółowo przypomniał, jak ważną rolę odgrywał zdewastowany pojazd. – To jest samochód, którym zorganizowaliśmy ponad 70 akcji humanitarnych. To nim wieźliśmy leki, żywność, środki opatrunkowe i sprzęt medyczny dla ludzi dotkniętych wojną. To nim wielokrotnie przekraczaliśmy granicę z Ukrainą – wymienia Marcin Staniewski, dodając, że na co dzień pojazd służy on również do rozwożenia chleba, zup oraz paczek dla potrzebujących mieszkańców Poznania.
Wolontariusz przyznaje wprost, że jest mu zwyczajnie przykro i brakuje mu słów, aby zrozumieć, jak można było posunąć się do takiego czynu wobec maszyny ratującej zdrowie i życie. Staniewski skierował również jednoznaczny apel bezpośrednio do sprawcy niedzielnego incydentu.
– Jeżeli sprawcy wydawało się, że w ten sposób mnie zatrzyma albo zniechęci do pomagania, to bardzo się pomylił. Za kilka dni ten samochód ponownie ruszy z pomocą. Bo dobro nie zatrzymuje się przez jednego tchórza – zaznacza we wpisie, punktując wandalizm. – A do osoby, która to zrobiła, mam tylko jedno: kiedyś będziesz musiała spojrzeć w lustro i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy naprawdę jesteś dumna z tego, że zaatakowałaś ludzi niosących pomoc. Witamy w Polsce. Kraju, w którym nawet samochód z pomocą humanitarną potrafi stać się celem czyjejś nienawiści. Wstyd. – podsumował na Facebooku.
Jeszcze w sobotę, zaledwie kilkanaście godzin przed opisanym incydentem, Marcin Staniewski wraz z grupą innych wolontariuszy rozdawali za darmo wodę na ulicach Poznania, pomagając mieszkańcom przetrwać niebezpieczne upały.






