Ryanair oszczędza na pracownikach
Ryanair znowu w ogniu kontrowersji Fot.BBA Photography/Shutterstock

Kiedy słupki rtęci w całym kraju biją rekordy, a w niektórych miejscach na mapie termometry pokazują aż 40,5 stopnia Celsjusza, na polskich lotniskach wybucha skandal. Ze względu na oszczędności firmy pracownicy lotnisk zostają przez długie godziny odcięci od wody.

REKLAMA

Jak ustaliła "Gazeta Wyborcza", pracownicy obsługi naziemnej powiązani z liniami Ryanair zostali w lipcu 2026 roku odcięci od butelkowanej wody mineralnej. Powodem mają być oszczędności firmy. Zdesperowana załoga zgłasza sprawę do Państwowej Inspekcji Pracy.

Piekło na płycie lotniska. Kranówka zamiast butelek wody

Sytuacja dotyczy pracowników firmy Aviation Support Poland (ASP), która na lotniskach w Krakowie, Pyrzowicach i Modlinie odpowiada za obsługę naziemną samolotów Ryanaira. Osoby odpowiedzialne za załadunek bagaży spędzają długie godziny na otwartej, rozgrzanej płycie lotniska. Jak możemy się spodziewać, temperatura w słońcu jest tam rekordowo wysoka, a dopiero od 2027 roku przepisy mają wprowadzić maksymalną temperaturę w pracy.

Tymczasem w lipcu 2026 roku kierownictwo Ryanaira zmieniło politykę BHP. Firma całkowicie wstrzymała dostawy darmowych butelek z wodą mineralną. Zatrudnieni otrzymali małe bidony (0,6 l) z nakazem napełniania ich kranówką. Pracownicy pracujący przy samolotach nie mają jednak w ciągu dnia możliwości opuszczenia stanowiska i podejścia do dystrybutorów. W efekcie zostali oni odcięci od płynów i muszą kupować napoje w lotniskowych sklepach za własne pieniądze.

Pracownicy postanowili nie czekać na tragedię, o którą w tak ekstremalnych upałach przecież nietrudno. Sprawa została oficjalnie zgłoszona do Państwowej Inspekcji Pracy (PIP), która ma zbadać przestrzeganie procedur BHP.

Ryanair w ogniu krytyki. Unijne procedury uziemiły 150 pasażerów

Popularny irlandzki przewoźnik nie ma w ostatnim czasie dobrej passy w mediach, a do listy wizerunkowych problemów dołączył niedawno zgrzyt na jednym z europejskich lotnisk. Jak pisaliśmy na łamach naTemat, na lotnisku we francuskiej Tuluzie doszło do ekstremalnej sytuacji: ponad stu pasażerów nie zostało wpuszczonych na pokład samolotu do Wielkiej Brytanii.

Zdarzenie, do którego doszło 30 maja 2026 roku, to przedsmak tego, co może czekać turystów w tym sezonie wakacyjnym. Powodem masowego spóźnienia była niewydolność lotniskowej infrastruktury. W tym samym czasie skumulowały się odprawy lotów poza strefę Schengen – do Maroka, Tunezji oraz Londynu – z czym francuskie lotnisko sobie nie poradziło.

Głównym winowajcą paraliżu okazał się system EES. Ta metoda rejestracji podróżnych spoza UE i strefy Schengen zastępuje tradycyjne pieczątki cyfrowym zapisem danych. Procedura wymaga jednak przejścia przez specjalny kiosk, przy którym nastąpi pobranie odcisków palców i skanu twarzy. Nowy system wydłużył czas odprawy, generując ogromne kolejki, przed którymi irlandzki przewoźnik ostrzegał już w maju.