
101 – tyle afer i skandali z udziałem KO naliczyli się politycy PiS. O jedną więcej niż w 2019 wytknęła im Koalicja Obywatelska, a był to dopiero półmetek rządów PiS. Wszystkich afer w czasie całej władzy Zjednoczonej Prawicy było tyle, że trudno zliczyć. Ale dziś PiS odwraca kota ogonem. A KO? – Nie radzi sobie – słyszymy nie tylko od politologów. Nie mają złudzeń, kto na tym wszystkim może skorzystać.
Niedziela 5 lipca. Od rana politycy PiS chodzą po mediach z listą "101 afer Koalicji Obywatelskiej". Na oczach widzów rozwijane są długie rulony papieru.
– Ale tam jest jedzenie – próbuje oponować prowadząca program Woronicza 17 w TVP Info, gdy posłanka PiS Dorota Arciszewska rozciąga na stole długą płachtę.
– Nie szkodzi, nic się nie stanie. Tu jest 101 afer Koalicji Obywatelskiej. Zoofilia, pedofilia, nekro-handel – niezrażona posłanka zaczyna wyliczankę. Szybko zostaje bohaterką prawicy.
W tym czasie w mediach społecznościowych trwa zmasowany atak. Politycy PiS promują stronę, którą stworzyli, by pokazać "101 afer, skandali i kompromitacji rządu Donalda Tuska". "Tusk obiecywał 100 konkretów! Co z tego zostało!? Zostało 101 afer KO. Pogonimy to zło. Tego nie da się zamieść pod dywan" – grzmią na X.com.
"PiS sumiennie zmiękczał swoje afery"
Apogeum następuje w Kłodzku. Jarosław Kaczyński i Przemysław Czarnek atakują KO ws. afer. Słyszymy, że PiS musi wrócić do władzy, żeby "postawić państwo na nogi". – To jest chaos, to jest bałagan, to jest złodziejstwo, to jest obrzydlistwo Koalicji Obywatelskiej. Rozliczymy bandytów, rozliczymy złodziei, rozliczymy obrzydliwych sprawców przestępstw – krzyczał Czarnek.
Prezes PiS stwierdził zaś, że Polską rządzą źli ludzie. Jakby wszystkim zamazały się lata ich rządów, gdy wybuchały aferą za aferą.
– To, co robi obecna opozycja, jest oczywiście hipokryzją polityczną. W dużym stopniu powiązane jest to z amnezją społeczną, którą dzisiaj wyraźnie widać. Ludzie, którzy pomstują na obecne rządy, mają bardzo marną pamięć i zapominają, jakiego typu przekręty, afery i nadużywanie swojej pozycji jako partii rządzącej robiło Prawo i Sprawiedliwość – komentuje w rozmowie z naTemat prof. Wawrzyniec Konarski, politolog, rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula.
Dodaje: – Cała działalność PiS jako partii opozycyjnej jest oparta na przesłankach bardzo silnie fałszywych i nieuczciwych. Ale oczywiście, jak wiadomo, w polityce nieistotna jest uczciwość, tylko istotne są interesy i efekty.
Efekt dziś? Afery PiS nagle poszły w niepamięć.
– Polacy wiedzą, że wcześniej prezentowana była bardzo długa lista afer PiS. Ale PiS bardzo sumiennie je zmiękczał, mówiąc, że to nie afery, tylko szykany. Powtarzano, że mamy do czynienia z więźniami politycznymi, którzy uciekają z kraju, by ratować się przed represjami. Mówiono, że w Polsce jest prawie jak na Białorusi – komentuje w rozmowie z naTemat dr Patryk Wawrzyński, politolog, badacz komunikacji emocjonalnej i wpływu społecznego z Uniwersytetu Szczecińskiego.
dr Patryk Wawrzyński
politolog
Jak uważa, ostatnia zmasowana akcja PiS również wpisuje się rozmywanie odpowiedzialności za wszystkie kontrowersyjne sprawy, które miały miejsce zwłaszcza w czasie drugiej kadencji rządów Prawa i Sprawiedliwości.
PiS atakuje rządzących aferami. Politolodzy: "KO sobie z tym nie radzi"
Cały prawicowy internet już dawno żyje aferą w Kłodzku i w Szpitalu Południowym w Warszawie, ale w ostatnich dniach nakręca się jeszcze bardziej.
W poniedziałek 6 lipca politycy PiS od rana zasypywali internet informacjami o tym, jak "pod rządami koalicji zamykane są kolejne porodówki". "Przez ich indolencję wyłowiono już 15 t śniętych ryb! – grzmią o katastrofie ekologicznej na rzece Bóbr. I można się spodziewać, że będzie tego jeszcze więcej, bo nawet zwykły Kowalski może mieć wrażenie, że właśnie rozpoczął się jakiś szturm.
Na przykład tak:
– Jest to pewien pomysł PiS na sezon wakacyjny. To coś na pobudzenie emocji, bo podgryzanie koalicji rządzącej przez opozycję działa, a pomysły programowe obecnie niespecjalnie PiS grają – uważa Patryk Wawrzyński.
Przypomina, że do tej pory nie ma widocznego efektu Przemysława Czarnka. Stratedzy PiS liczyli na to, że dzięki niemu zaczną odzyskiwać wyborców, którzy przeszli do obu Konfederacji, ale to się nie udało. Natomiast tematy dotyczące braku efektów pracy rządu, czy osobistych problemów różnych osób związanych z KO, skutecznie wywoływały emocje opinii publicznej.
– Ta emocja społeczna znowu zagrała przy poważnej aferze w Szpitalu Południowym. I PiS próbuje teraz złapać się na falę, która wezbrała i ładnie przesurfować na niej przez wakacje. Strategicznie pomysł jest taki: "niespecjalnie gra coś innego, a to na pewno zadziała. I nawet jeśli nie daje nam efektu już teraz, to na pewno osłabia rywala" – mówi.
Tyle że – jak wskazują nasi rozmówcy – efekt może być taki, jakiego PiS się nie spodziewa. Jaki? I jak powinna reagować KO? Bo tu są zgodni:
– Myślę, że intencje premiera Tuska, że chciałby coś poprawić, są uczciwe. Natomiast skuteczność jest niska. KO sobie z tym nie radzi – uważa Wawrzyniec Konarski.
Patryk Wawrzyński: – Szczerze mówiąc, uważam, że KO sobie nie radzi. Brakuje szerszej strategii i opowieści, która trafiałaby przede wszystkim do wyborców KO. Póki co obserwujemy tylko medialną przepychankę dla ekstremów.
Polityk KO: Powinna być mocna ofensywa, a jej nie ma
Tymczasem KO jest w potrzasku. W 2019 roku sami uruchomili stronę ze 100 aferami PiS. "100+ afer PiS! Każda wymaga wyjaśnienia!" – widnieje tam do dziś. Z kolei w 2023 roku była akcja z listą "tłustych kotów" z PiS. Jedno z nagrań odżyło teraz na X.com z ostrym komentarzem pod adresem PiS.
Jak reaguje dziś KO? Próbuje przypominać afery za rządów PiS, ale cokolwiek zrobi/powie/próbuje tłumaczyć, zaraz zderza się z masowym uderzeniem prawicy i totalnym odwróceniem sytuacji.
– PiS nowocześnie reaguje na wszystko. A my jak w latach 2000. To powinna być mocna ofensywa. Ale jej nie ma – mówi nam nie bez goryczy jeden z polityków KO.
– Oni doskonale wiedzą, że dziś polityka przenosi się do mediów społecznościowych. Mają przygotowane struktury i osoby, które są w tym bardzo dobrze wyszkolone. Poza tym sięgają po bardzo dobre firmy zewnętrzne, które im to ułatwiają – mówi o PiS.
Uważa też, że już za rządów PiS zabrakło jeszcze mocniejszej kampanii, żeby wszystko nagłaśniać. – Do opinii publicznej nie przebiły się wszystkie przewinienia PiS. Nie utrwaliło się to. Kiedy rządził PiS, popełniliśmy błąd, że za mało było zmasowanej informacji i pokazywania: "Proszę, na to poszło 100 mln zł. Za to można było zrobić to i to" – przyznaje dziś polityk KO.
Dlaczego dziś nie przebijają się mocno ze swoją narracją? Albo nie sięgają po środki, z których korzysta PiS? – Nie wiem. Też zadaję sobie to pytanie. Bo na przykład w przypadku Kłodzka udało im się przekonać, że my nie walczymy z pedofilią, podczas gdy to oni z nią nie walczyli. I to jest absurd sytuacji. Oni umieją to robić. A my cały czas bardzo słabo – odpowiada nasz rozmówca.
Uważa, że warto przypominać afery PiS, nigdy nie jest za późno. – Ale samo przypominanie nie działa. Bez efektów, czyli rozliczenia, będzie bardzo trudno. A nasi wyborcy oczekują, że w końcu będą zdecydowane ruchy prokuratury i sądów. Tego zaś cały czas nie ma – mówi.
Jest za to 4. punkt tzw. planu Czarnka ogłoszony w Kłodzku – "rozliczenie bandytów i złodziei".
Jednak czy warto przekrzykiwać się na afery? Czy KO powinna mocniej się bronić i jak?
Prof. Konarski: Rządzący powinni zaskoczyć opozycję
Prof. Wawrzyniec Konarski uważa, że kłótnie z PiS nic nie dadzą. Dodatkowo mogą wywołać efekt jednoczenia się podzielonych frakcji w PiS. Poza tym, jeśli KO zacznie teraz atakować przypominaniem, że za PiS było gorzej, to dziś nie będzie to przemawiać do opinii publicznej, która ma problem z pamięcią.
– Prowadzenie ostrej polemiki sprzyja opozycji. Wszelkie tłumaczenie się partii politycznej, która rządzi, czyli ciągłe odpowiadanie na ataki i działania wet za wet, oznaczają, że partia ta traci swoją aktywność i staje się reaktywna. A każda reaktywność w dialogu publicznym bardziej uderza w strukturę, która musi bronić – mówi politolog.
Jego zdaniem rządzący powinni zaskoczyć opozycję.
– Zaskakiwanie opozycji musi polegać na ucieczce do przodu. Taką ucieczką jest na przykład akceleracja i zakończenie rozliczeń. To wskazanie niezbitych dowodów na to, co było złe w rządach PiS-u, a tych dowodów jest mnóstwo. Ale opozycja musi być zaskoczona tym, że ten rząd jest sprawiedliwy w ocenie tego, co jest złem, niezależnie od tego, kto reprezentuje jakie barwy partyjne – mówi prof. Konarski.
– Musi być podjęta próba pokazania, że podjęte działania są szybkie i sprawne tworząc korzystny wizerunek w tym przypadku rządzącym. Rządzący, chcąc być wiarygodni, nie mogą ukrywać czarnych owiec w swoich szeregach – dodaje.
Tyle że jak uważa politolog, mleko już się rozlało. – Realizacja bardzo wielu obietnic z 2023 roku trwa za długo. Jest ślamazarna. I mało wiarygodna. Potrzebne jest bardzo szybkie działanie i szybka decyzyjność, polegająca na tym, że pewne kwestie z obiecanych 100 punktów Tuska, znajdą wreszcie swoją materializację – mówi.
Prof. Wawrzyniec Konarski
politolog
Dalsza część artykułu poniżej:
Zobacz także
"Mam wrażenie, że Tusk nie jest na to gotowy"
Prof. Konarski wskazuje też na model silnego przywództwa, opartego na lojalności i respekcie wobec samego przywódcy, który stworzył Tusk wobec ludzi, których uważa ze swoich najbliższych współpracowników. Jego zdaniem tu też powinna być ucieczka do przodu.
– Dla każdego rządu, który jest w tarapatach, zwłaszcza koalicyjnego, bardzo potrzebna jest zmiana formuły funkcjonowania, która jest zaskoczeniem i dla opozycji, i dla opinii publicznej. Tu jednak nie ma mowy o takiej zmianie formuły. Mam wrażenie, że i sam Tusk, i wąski krąg jego współpracowników, nie jest na to zupełnie gotowy – uważa politolog.
To zaś według niego oznacza, że jeśli Tusk chciałby zostać polskim Peterem Magyarem, to szanse są niewielkie: – Musiałby się otworzyć na ludzi spoza swojego aparatu partyjnego, jak zrobił to Magyar. Obawiam się, że mentalnościowo ten pomysł jest na razie niemożliwy do realizacji przez Tuska, bo nie jest na to gotowy.
Patryk Wawrzyński uważa, że Donald Tusk podejmuje szybkie decyzje i najlepiej z polityków KO wypada dziś w kryzysie.
– Ale mam wrażenie, że buduje się wizerunek KO, gdzie to Donald Tusk podejmuje wszystkie decyzje. Dopóki premier nie zdecyduje o tym, kto ma polecieć i za co, to wszyscy boją się zareagować, żeby nie podpaść, kogoś nie urazić, bo to jest kolega, czy osoba, od której będzie zależało miejsce na listach – mówi Patryk Wawrzyński. W PiS jest podobnie z Jarosławem Kaczyńskim.
– Ale w KO wyborcy oczekują więcej pluralizmu. Wyborca PiS może akceptować to, że ma partię, która jest od góry do dołu modelowana w taki sposób, że najpierw jest decyzja prezesa, a później jej wykonanie na każdym szczeblu. W przypadku Koalicji Obywatelskiej ludzie oczywiście doceniają Donalda Tuska, ale jednak chcieliby więcej różnych głosów i liderów, którzy potrafią wziąć odpowiedzialność i szybko zareagować. Tymczasem, czy w przypadku referendum w Krakowie, czy Szpitala Południowego, wszyscy czekali na ruch premiera – mówi politolog.
Dr Wawrzyński: Efektem może być wzrost poparcia dla innych partii
Jakie mogą być konsekwencje ostatnich wydarzeń i obecnej akcji PiS? Według politologów działa to na korzyść partii radykalnych.
Dr Patryk Wawrzyński o dzisiejszej akcji PiS "100 afer KO": – Moim zdaniem to bardzo ryzykowna gra. Niezaplanowanym efektem paradoksalnie może być wzrost poparcia dla innych partii. Konfederacja powie: "Zobaczcie, za PiS były afery, za KO są afery. Potrzebujecie kogoś nowego, za kim nie ciągną się afery. Czyli Konfederacji".
Prof. Wawrzyniec Konarski uważa, że dziś mamy sytuację, że obie partie mainstreamowe PiS i KO stają się do siebie podobne – przez to, że KO nie może pociągnąć PiS do odpowiedzialności za afery z ich udziałem, i sama ma dziś problem ze swoimi. Dlatego, jeśli ostatnią akcją PiS wydaje się, że ma szansę na odebranie KO części zwolenników, to efekt może być zupełnie odwrotny. Bo te osoby albo zostaną w domu. Albo skierują się w inną stronę.
prof. Wawrzyniec Konarski
politolog
– Niestety, jestem pewien, że będą rosły wpływy partii radykalnych, co oczywiście nie jest dobre. Po pierwsze, z powodu haseł pełnych radykalizmu. Po drugie, są to partie, które są kompletnie niedoświadczone w sprawowaniu rządów na jakimkolwiek szczeblu. Uważam, że nadmierna radykalizacja polskiej sceny politycznej w dużym stopniu może mieć wpływ na pomniejszenie rangi naszych wspólnych osiągnięć w okresie ostatnich ponad 30 lat – komentuje prof. Konarski.





