
Węgierski parlament zatwierdził w poniedziałek poprawkę do konstytucji, która otwiera drogę do odsunięcia od władzy tamtejszego prezydenta Tamása Sulyoka. Decyzje te nie powinny dziwić, ponieważ były już zapowiadane od dawna przez nowego premiera Węgier Pétera Magyara.
Węgry przez ostatnie miesiące przechodzą największe zmiany ustrojowe od lat. Wszystko to za sprawą zmiany tamtejszego rządu i reform zapowiadanych przez nowego premiera kraju Pétera Magyara. Zaledwie w zeszłym tygodniu informowaliśmy w naTemat, że węgierskie media publiczne przestały nadawać w związku z gruntownymi zmianami w ich strukturze, czym zdecydowanie wzorowano się na działaniach w Polsce. W poniedziałek 13 lipca parlament węgierski ustalił natomiast kolejne zmiany.
Ultimatum dla prezydenta Tamása Sulyoka
Węgierski parlament zatwierdził w poniedziałek nowelizację konstytucji, której głównym celem jest usunięcie ze stanowiska prezydenta Tamása Sulyoka. – Byłoby zdradą węgierskiego narodu, gdybyśmy nie ruszyli tej konstytucji – podkreślał Péter Magyar przed parlamentarzystami tuż przed decydującym głosowaniem. Zmiany przeszły gładko. Poprawkę poparło 139 posłów w 199-osobowym parlamencie, a przeciwko zagłosowało jedynie sześciu polityków.
Zgodnie z przyjętym dokumentem, kadencja Sulyoka ma zostać zakończona w trybie natychmiastowym z powodu "poważnej utraty zaufania" ze strony społeczeństwa. W takich okolicznościach parlament wybierze nową głowę państwa, która będzie pełnić swój urząd do momentu wejścia w życie nowej konstytucji lub przez maksymalny okres pięciu lat. Premier Magyar zapowiedział jednocześnie, że już na jesieni wystartuje "wielki wspólny projekt" z obywatelami, który doprowadzi do stworzenia zupełnie nowej ustawy zasadniczej.
Szef rządu zaznaczył stanowczo, że jeśli Sulyok nie złoży podpisu pod poprawką konstytucyjną w ciągu najbliższych pięciu dni, parlament natychmiast uruchomi wobec niego procedurę impeachmentu, czyli pozbawienia urzędu.
Zobacz także
Długo zapowiadany krok Pétera Magyara
Péter Magyar otwarcie zapowiadał odsunięcie prezydenta Węgier od władzy jeszcze zanim oficjalnie stanął na czele rządu. W kwietniu, tuż po ogłoszeniu wyników wyborów parlamentarnych, polityk przed udaniem się na spotkanie z głową państwa opublikował w mediach społecznościowych wpis, który jednoznacznie wskazywał na jego stosunek do urzędującego prezydenta.
"Przybyłem do Pałacu Sándora, żeby spotkać się z prezydentem Węgier. Tamás Sulyok nie jest godny reprezentowania jedności narodu węgierskiego. Nie nadaje się na strażnika praworządności. Nie nadaje się na autorytet moralny ani wzór do naśladowania. Po utworzeniu nowego rządu Tamás Sulyok musi natychmiast ustąpić ze stanowiska" – napisał wówczas.
– Kiedy Viktor Orbán, upadły premier, nazwał pół narodu "robakami, których trzeba usunąć", kiedy grożono artystom i cywilom, nie udało się panu odezwać i mówić o praworządności. Nie udało się panu powstrzymać przepisów niszczących praworządność. W jaki sposób, po takim tchórzostwie i kłamstwach może pan reprezentować spójność i jedność narodu? Wydaje mi się, że w żaden. Panie prezydencie, jest czas, żeby odszedł pan z uniesioną głową – apelował. Dzisiejsza decyzja parlamentu o zmianie przepisów jest więc ruchem całkowicie spodziewanym i konsekwentnym.
Przypomnijmy, że polityczna siła Magyara jest bezdyskusyjna. Jego centroprawicowa Partia Szacunku i Wolności (TISZA) zdobyła w kwietniowych wyborach aż 141 mandatów w 199-osobowym parlamencie, co daje jej większość konstytucyjną. Dotychczasowy hegemon, czyli koalicja Fidesz-KDNP pod wodzą Viktora Orbána, wywalczyła jedynie 52 miejsca, a skrajnie prawicowe Mi Hazánk wprowadziło 6 posłów.






