zielone tło z pytajnikami, od prawej: animowany saksofon, karta "joker", klaun, crying-laughing emoji
"Psychotesty" podburzają wizerunek nauki. Montaż: naTemat.pl

Internetowi szamani wiedzą o tobie wszystko. Wystarczy, że spojrzysz na obrazek, wskażesz zwierzę, kolor albo przedmiot, który zauważyłeś jako pierwszy, a po chwili dowiesz się , jaki masz charakter, czego pragniesz i jakie tajemnice skrywa twoja podświadomość. Psychotesty to prawdziwa internetowa plaga, która nie jest ani estetyczna, ani użyteczna.

REKLAMA

W internecie popularne są psychotesty. To proste artykuły, na których przedstawiane są iluzje optyczne, ale także bardzo proste grafiki z różnymi obiektami, których wybór ma zdradzać jakąś specyficzną prawdę o nas samych. Grafiki te bardzo często generowane są w AI, czego ich twórcy nie próbują ukryć.

Mnie osobiście w tej zabawie boli w oczy słowo "psychotest", które może sugerować związek z psychologią. W psychologii jest coś takiego jak psychometria – w skrócie tworzy się i waliduje pewne narzędzia, które mają nam dostarczać wysokiej jakości danych na temat danej jednostki, które potem ułatwiają pracę specjaliście. Psychotest naturalnie kojarzy się z testem psychologicznym, czyli czymś podpadającym pod naukową domenę. To skojarzenie nie oznacza pełnej tożsamości znaczeniowej, to jest jasne. Ale skoro slop zatytułowany "psychotesty" nic z psychologią wspólnego nie ma, dlaczego w ogóle do niej nawiązuje.

Wiemy, że taśmowo produkujemy bzdury za pomocą AI, ale nas nie bijcie

Sprawa jest o tyle niepokojąca, że Google ma pewne wytyczne co do publikowania treści, które związane są z psychologią. Mowa tu o polityce YMYL, Your Money Your Life. Tworzenie tekstów na tematy medyczne i psychologiczne zawsze wiąże się z pewnym algorytmicznym ryzkiem – powinny to być teksty opierające się o wartościowe źródła, pochodzące ze sprawdzonych, tematycznych domen, z jasno opisanym autorstwem i najlepiej z dodatkową weryfikacją ze strony praktyka.

Tu jest jednak inaczej. Wystarczy zamieścić pod danym wpisem "ten tekst ma charakter rozrywkowy" i podkreślić to na tyle często słowami pokroju "zabawa", by algorytm przymknął oko i pozwolił lecieć w świat czemukolwiek, cokolwiek w takich artykułach się znajduje.

A znajdują się tam klasyczne bzdury, które korzystają z mechanizmu luki poznawczej, a także z błędu poznawczego, efektu horoskopowego, czyli zjawisku polegającego na tym, że ludzie oceniają ogólne, wieloznaczne i uniwersalne opisy osobowości jako wysoce trafne i dopasowane bezpośrednio do nich. Efekt znany jest od lat 40 XX wieku.

"Psychotesty" z internetu nie mają żadnej wartości merytorycznej. Proponuję więc zmianę nazewnictwa. Od "psycho-testu" lepiej przejść do "pseudo-testu".

"Psychotesty" są gorsze od znaków zodiaku i horoskopów

Dobrym argumentem przeciwko temu wywodowi jest to, że nikt przecież nie będzie wierzył w grafikę AI do weryfikowania faktów na temat swojej osobowości, wieku mentalnego, sposobu postrzegania świata i innych "trywialnych" kwestii.

I to argumentacja do pewnego stopnia słuszna, przecież są osoby, które dla zabawy odwiedzają codziennie horoskopy, mając zresztą nie lada ubaw z pisanych tam przez prominentnych wróżbitów treści. Podobnie jest też w przypadku tekstów dotyczących znaków zodiaku. Bezpośredni zwrot do adresata i mocna teza: Jesteś skorpionem? Przykro mi, to już pewne, z tymi osobami nie będziesz "vibe-ować". Aż żal w coś takiego nie kliknąć. To gigantyczna luka poznawcza, której zasklepienie jest jedną z podstawowych funkcji umysłu.

Istnieje jednak pewna różnica pomiędzy likwidowaniem tej luki poznawczej "for fun" w źródle, które łatwo możemy wrzucić do kosza pt. "astrologia". Bo na tym etapie dokonujemy pewnej oceny, pewnej atrybucji – dla sporej części osób astrologia jest po prostu pseudonauką, dla innych nie – ich wybór, ale osoby te nie mają kluczowego wpływu na debatę medyczną.

Zachęcam jednak do unikania tworzenia takiej samej atrybucji (tylko, że w drugą stronę), nawet pozornej, w przypadku rzeczy pozornie związanych z psychologią, tj. oznaczonych jako "psychotest" lub czymkolwiek co wykorzystuje frazę "psyche". Bo to zwykła pauperyzacja psychologii, na której raczej nie skorzystamy jako społeczeństwo. A marketingowo-CTRowa zabawa wyssana z palca, choć prężnie podbija algorytmy Google Discover (pomimo wytycznych Google w tym zakresie), z pewnością nie sprzyja wizerunkowi tej nauki. Tworzenie treści pseudonaukowych, pomimo oznaczania ich w taki sposób, ale reklamowania ich pod cząstką "psycho", "psyche" jest niczym innym niż (moim zdaniem) dezinformacją.

Ująłbym to nawet bardziej precyzyjnie – w przypadku nomenklatury sięgającej po "psycho", "psyche" lepiej by było, żeby użytkownik internetu nie musiał zastanawiać się (podejmować wysiłku) w kierunku tego, czy dany tekst jest dezinformacją, czy nie. Nawet jeśli zajmuje to ułamek sekundy.

Następnym razem, gdy widzicie pseudo-test zastanówcie się, jak trudne zadanie stoi przed jego twórcą

Może warto zdradzić też nieco kulisów tworzenia tego typu treści. Być może taka świadomość powinna przydać się nie tylko publice, ale także osobom, które płacą za ich wykonywanie na rzecz swoich portali.

Czas wykonania grafiki do takiego pseudotestu to około 2 minuty za pośrednictwem narzędzia Canva i nieznacznie dłużej za pośrednictwem dowolnego AI. Potem wystarczy wrzucić to wspaniałe dzieło do ulubionego chatbota i poprosić go o stworzenie adekwatnego opisu. W około 5 minut mamy gotową do publikacji treść, o zerowej wartości merytorycznej, ale za to z wysokim potencjałem na kliki. Wystarczy dokonać pewnej humanizacji, ale wiele osób się takimi głupotami nie kłopocze. Bardzo często w tego typu tekstach mamy rażące kalki AI, pseudocoachingowy ton, "wyrównania" i bezpieczniki. A dodam, że zapoznałem się z ponad 20 takimi tekstami przy przygotowaniu się do tego artykułu.

W tego typu treściach nie ma zresztą żadnego researchu ani weryfikacji faktów. Nawet jeśli nie powstaje za pomocą AI, czas wyprodukowania takiego materiału przez content-writera jest skrajnie niski. Dla niektórych to może być zaleta, dla innych wada, nie mnie to oceniać.

Przejdźmy jednak do działania. Ja do grafik AI czuję nieco wstrętu, więc zadecydowałem się na skorzystanie z Canvy i przesłanie rezultatu do modelu Gemini.

logo
Pseudo-psychotest, montaż: naTemat.pl

Treścią całego zwrotu z Gemini nie będę się dzielił, bo to nieco uwłaczające. Ale chatbot stanął na wysokości zadania. Jego lead nie różni się nijak od "standardów branżowych", nawet bez żadnej korekty lub humanizacji.

"Podświadomość często podpowiada nam więcej, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Czasami jeden prosty wybór wizualny potrafi ujawnić nasze ukryte priorytety, pragnienia oraz to, jak reagujemy na codzienne wyzwania" – zauważa Gemini.

Dalsza część artykułu poniżej.

W każdej z odpowiedzi zasugerowanej przez chata zawarte było bardzo szerokie spektrum cech. Wygląda to tak, jakby AI doskonale zdawało sobie sprawę z tego, jaką rolę obrać i w jaki sposób powinien wyglądać dany tekst, pomimo tego, że w prompcie nie było takiej informacji. Zapytałem więc go, czy kierował się czymś konkretnym przy opracowaniu tekstu i dowiedziałem się, że "konstrukcja tego wpisu opiera się na efekcie Forera (efekcie Barnuma) oraz klasycznych technikach zimnego odczytu (cold reading), a celem było zmapowanie czterech zupełnie odmiennych archetype'ów, by pokryć jak najszersze spektrum ludzkich osobowości i potrzeb".

Mało? Według chatbota "każda rola została zbudowana według precyzyjnego wzorca psychologicznego" – pochlebstwo w opakowaniu wady, konstrukcja komplementarna (polaryzacja, użycie uogólnień, które pasują do większości ludzi w określonych sytuacjach), bezpieczna radka na koniec (wskazówka).

Wniosek? AI precyzyjnie wie, jak tworzyć tego typu treści. Każdy z opisywanych archetypów stworzony został z maksymalną rozpiętością cech, w sposób ogólnikowy, spójny i walidujący, ale też bezpieczny. Dla farm contentu to jest złoty standard – możliwość publikowania masowego slopu kosztem wizerunku dziedziny, do której nawiązują, wspierając się jednocześnie jej autorytetem.