
Nowy premier Wielkiej Brytanii, Andy Burnham, obiecuje największe reformy gospodarcze od czterech dekad. Inwestorzy zadają jednak jedno kluczowe pytanie: kto sfinansuje ambitne programy społeczne i rosnące wydatki na obronność? Odpowiedź może przesądzić nie tylko o kondycji brytyjskich finansów publicznych, ale także o przyszłości funta.
Objęcie funkcji premiera Zjednoczonego Królestwa przez Andiego Burnhama budzi pewne wątpliwości po stronie inwestorów. Polityk swoim zachowaniem i światopoglądem ucieleśnia społeczne zaangażowanie laburzystów. Jego działanie u podstaw niekoniecznie spotyka się jednak z przychylnymi opiniami osób, które oceniają perspektywy brytyjskiej gospodarki.
Podstawowym problemem jest kwestia wydatków publicznych. Andy Burnham, zwany też "Królem Północy", ma jasną wizję dla gospodarki Wielkiej Brytanii na nadchodzące lata. Sam nazywa je "największymi zmianami w ciągu 40 lat". Polityk pragnie przeprowadzić Zjednoczone Królestwo przez proces decentralizacji władzy i zbudować silniejsze mechanizmy wsparcia społecznego. Wśród społecznych postulatów warto wyróżnić:
Jednym z problemów jest także objęcie stanowiska sekretarza skarbu przez Johna Healeya. Jest on zwolennikiem zwiększania finansowania sił zbrojnych, co może nieść za sobą kolejne wydatki publiczne.
Podstawowy problem brzmi: kto za to zapłaci?
Długofalowy wzrost kosztów stałych i realizowanie zobowiązań obronnościowych (wobec wymogów NATO) to potężne wyzwanie dla brytyjskiego budżetu. Choć oczywiście możemy mieć tu do czynienia ze scenariuszem keynesowskim, gdzie liczne inwestycje publiczne mogą pozytywnie wpłynąć na popyt wewnętrzny i przełożyć się na bilansujący wydatki wzrost gospodarczy, ryzykiem może być spadek zaufania do planu fiskalnego ze strony rynków.
W negatywnym scenariuszu pragmatyczno-interwencjonistyczna polityka Burnhama prowadzi do wzrostu inflacji, wzrostu kosztów obsługi długu i konieczności poczynienia cięć niezgodnych z wizją nowego premiera.
Oczywiście Burnham doskonale zdaje sobie sprawę z tego ryzyka. Jak czytamy w analizie firmy "Morningstar", część wydatków zostanie pokryta z anulowania programu cyfrowych dowodów tożsamości, przekierowania środków z międzynarodowych funduszy klimatycznych na pożyczki, oszczędności w realizacji budżetu Departamentu Bezpieczeństwa Energetycznego i Zerowej Emisji i ograniczenia planów rozwoju infrastruktury drogowej. Cięciami koniecznymi do utrzymania prospołecznej polityki mają być objęte również inne resorty.
Sceptyczna wobec takiej polityki jest Kemi Bandenoch, liderka opozycji, która szacuje dziurę w finansach Wielkiej Brytanii na 5 miliardów funtów. Polityczka zauważa, że bilans może być uzależniony od cięć w świadczeniach socjalnych, podniesienia podatków lub zwiększenia zadłużenia.
Co więc z funtem?
5-miliardowy deficyt budzi uzasadnione obawy inwestorów. Pozycja funta w tym momencie jest w ciekawym miejscu. Względem euro jego kurs od 22 czerwca (dymisji Keira Starmera) umocnił się o 1,7 proc. To jeden z najlepszych wyników wśród państw G10. – W tym samym okresie w grupie walut G10 lepiej radził sobie jedynie dolar nowozelandzki, wspierany przez podwyżkę stóp procentowych i jastrzębią retorykę oficjeli RBNZ – zauważa Michał Jóźwiak, analityk rynków finansowych XTB.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Jak wskazuje ekspert, "dymisja Starmera wisiała w powietrzu od miesięcy, ciążąc brytyjskiej walucie". – Inwestorów cieszyć może przede wszystkim usunięcie premii za ryzyko polityczne. Pomimo obaw dotyczących wewnątrzpartyjnych przepychanek, zmiana na stanowisku premiera nastąpiła niezwykle sprawnie. Co więcej, mandat nowego premiera, Andy'ego Burnhama, wydaje się silny – dodaje Michał Jóźwiak.
Burnham zdecydowanie nie jest w brytyjskiej polityce postacią anonimową. Do Partii Pracy dołączył już w roku 1984, w wieku zaledwie 14 lat. W latach 2007-2010 pełnił kluczowe funkcje w rządzie Gordona Browna – opiekował się wówczas ministerstwem kultury, mediów i sportu, później zaś sprawował zwierzchnictwo nad ministerstwem zdrowia. Pełnił także funkcję naczelnego sekretarza skarbu, czyli drugiej po kanclerzu skarbu najważniejszej osoby w resorcie finansów.
– Jako, że Burnham jest znany z pragmatycznego interwencjonizmu, główną obawą inwestorów jest zwiększenie wydatków publicznych bez odpowiedniego zadbania o stronę przychodów. Owe kwestie nowy premier akcentował już w swoim pierwszym przemówieniu – budowa mieszkań komunalnych, wsparcie rynku pracy, etc. – doprowadzając do skromnej wyprzedaży waluty – podkreśla Michał Jóźwiak.
I dodaje, że "dodatkowe wątpliwości budzi to, że stanowisko sekretarza skarbu objął John Healey, który jako minister obrony w gabinecie Starmera domagał się zwiększenia finansowania sił zbrojnych". – Zakładając chęć zachowania dyscypliny fiskalnej, znalezienie środków na budżet obronny może być wymagające. Deficyt budżetowy od 6 lat przekracza 4 proc. PKB, a stosunek wpływów podatkowych do PKB pozostaje blisko najwyższego od II wojny światowej poziomu – ponad 34 proc. PKB. Warto jednak w tym miejscu zaznaczyć, że w porównaniu do innych krajów wcale nie jest to poziom przesadnie wysoki. OECD szacuje, że w Polsce stosunek ów wynosi blisko 37 proc., w Austrii ponad 43 proc., w Danii zaś przeszło 45 proc. – podsumowuje ekspert XTB.






