Zbigniew Ziobro na tle napisu "Sprawiedliwości"
Wyrok sądu okręgowego w Krakowie nie jest po myśli Zbigniewa Ziobry. Fot. zrzut ekranu, Youtube.com / Ministerstwo Sprawiedliwości

Po niemal dwóch dekadach od śmierci Jerzego Ziobry zapadło ostateczne rozstrzygnięcie w jednej z najgłośniejszych spraw medyczno-sądowych w Polsce. Sąd prawomocnie zakończył proces lekarzy oskarżonych o błędy w leczeniu ojca byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, zamykając wieloletni spór, który kilkukrotnie wracał na wokandę.

REKLAMA

Sąd okręgowy wydał prawomocny wyrok ws. lekarzy, którzy zostali oskarżeni o przyczynienie się do śmierci i błędów w leczeniu Jerzego Ziobro. Podtrzymana została decyzja sądu niższej instancji, który uniewinnił trzech medyków, a sprawa czwartego z nich została umorzona.

Jak podaje TVN24, prokuratura umarzała śledztwo w tej sprawie dwukrotnie. Od 2016 roku proces toczył się z oskarżenia publicznego. W 2018 roku rozpoczął się proces odwoławczy od decyzji podjętej przez system sprawiedliwości w 2017 roku, kiedy lekarze zostali uniewinnieni, a sąd uznał, że nie było bezpośredniego związku między działaniami lekarzy a śmiercią pacjenta.

Sprawa dotyczy śmierci Jerzego Ziobro, która miała miejsce 2 lipca 2006 roku. W 2011 roku w związku ze sprawą rodzina zmarłego złożyła akt oskarżenia. Dotyczył on prof. Jacka D., kierownika II. Oddziału Kliniki Kardiologii, Dariusza D., ówcześnie lekarza na oddziale Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, lekarki dyżurnej Katarzyny S. i ordynatora sali monitorowanej – Andrzeja K.

Jerzy Ziobro został przyjęty do Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie z objawami zaawansowanej choroby wieńcowej 22 czerwca 2006 roku. Zespół medyczny wdrożył plan leczenia. Stan pacjenta ustabilizował się 1 lipca, natomiast 2 lipca 2006 r. Jerzy Ziobro zmarł wskutek zawału serca.

Zachowanie byłego prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości budziło wątpliwości mediów

Na przestrzeni 20 lat, w trakcie których sprawa była analizowana przez system sprawiedliwości i media, wobec lekarzy ze Szpitala Uniwersyteckiego kierowane były liczne krzywdzące zarzuty ze strony rodziny Zbigniewa Ziobry i jego zwolenników.

– To nie brzmiało jak oskarżenie o błąd lekarski; nam się wydawało, że zostaliśmy oskarżeni o zabójstwo – przekazał Dariusz Dudek, jeden z oskarżonych lekarzy, w rozmowie z "Newsweek Polska" w 2017 roku. Mężczyzna jeszcze w 2011 roku mówił, że spór z rodziną Zbigniewa Ziobro doprowadził do stanu, w którym jego życie zamieniło się w "koszmarny film".

Byłemu ministrowi sprawiedliwości zarzucane było także prowadzenie prywatnej kampanii wobec żony jednego z lekarzy. Mowa tu o prof. Dominice Dudek, której gabinet, pokój na uniwersytecie i dom przeszukało CBA na zlecenie Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach. Sytuacja miała miejsce w 2015 roku. Lekarce zarzucano wypisywanie fałszywych recept na refundowane leki. Wątpliwości budzi fakt, iż podobną kontrolę przeprowadzono także w 2011 roku na zlecenie NFZ. Wówczas nie wykazano żadnych większych nieprawidłowości.

Sprawa śmierci Jerzego Ziobry została skierowana przez Krystynę Kornicką-Ziobro do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Została ona oddalona, gdyż instytucja nie widziała podstaw, by zająć się wieloletnim postępowaniem.

Sprawa śmierci ojca Zbigniewa Ziobry – na celowniku była również sędzia Agnieszka Pilarczyk

Jeszcze do niedawna śledczy przyglądali się nie tylko działaniom czwórki lekarzy, ale także sędzi Agnieszki Pilarczyk, wobec której przez ponad 7 lat toczyło się postępowanie śledcze. Podejrzenia prokuratury dotyczyły kosztu zamówionej przez sąd w sprawie śmierci Jerzego Ziobro ekspertyzy. Kosztowała ona 372 tys. złotych i to na jej podstawie doszło do pierwotnego uniewinnienia lekarzy w 2017 roku.

Dalsza część artykułu poniżej.

Zawiadomienie zostało złożone przez Krystynę Kornicką-Ziobro, matkę byłego ministra sprawiedliwości i wdowę po Jerzym Ziobrze. Kwota 372 tys. złotych wydała się prokuraturze zawyżona, a wątpliwości budziły także okoliczności skompletowania składu osobowego biegłych.

Ostatecznie sprawa Agnieszki Pilarczyk została umorzona. Przedstawicielka wymiaru sprawiedliwości nie popełniła żadnego przestępstwa. Sędzia podkreślała jednak w wywiadach, że działanie prokuratury miało charakter represyjny. "To było celowe działanie, by trzymać mnie w niepewności, forma ukarania mnie i szukania czegokolwiek na mnie" – tak sprawę upolitycznionego śledztwa komentowała w "Gazecie Wyborczej".