
Polska jest jednym z ciekawszych, bo bardzo zróżnicowanych regionów Europy pod względem turystycznym. Piękne lasy, wysokie góry, rzeki, jeziora, morze, architektura, kultura i historia – mamy wszystko, by przyciągać podróżnych. A perełką w tym wszystkim jest Dolny Śląsk, który właśnie stawia na nową grupę turystów. Z 5 tys. chcą zwiększyć tę liczbę do 40 tys.
Zwiedzanie Polski bywa czystą przyjemnością. Polacy doskonale to wiedzą, bo turystyka krajowa niezmiennie trzyma się u nas na wysokim poziomie mimo regularnych utyskiwań hotelarzy i spadającej liczby wyszukiwań w Google. Regularnie rośnie u nas natomiast turystyka zagraniczna. Obcokrajowcy przyjeżdżają i zakochują się w Polsce. Doskonale wie o tym Dolny Śląsk, który jest trzecim najchętniej odwiedzanym regionem w naszym kraju. I to właśnie tam stawiają teraz na podróżnych z Bliskiego Wschodu.
– Dotychczasowe relacje z touroperatorami z tego rynku wyraźnie pokazują, że największym zainteresowaniem cieszą się Karkonosze. Oferta regionu nie ogranicza się jednak wyłącznie do gór. Bardzo entuzjastycznie przyjmowany jest Wrocław, a duży potencjał dostrzegamy również w ofercie Ziemi Kłodzkiej – choć ten obszar jest stosunkowo najdalej od pozyskania masowego ruchu z tego kierunku – zaznacza w rozmowie z naTemat Jakub Feiga, dyrektor Biura Zarządu Dolnośląskiej Organizacji Turystycznej. W rozmowie z nami wyjaśnił także, dlaczego woj. dolnośląskie nie chce być drugim Zakopanem.
Dolny Śląsk stawia na Bliski Wschód. Mają na to bardzo jasny plan
Dolny Śląsk to bez wątpienia jeden z bardziej zróżnicowanych regionów Polski. Zamki, kopalnie, szlaki rowerowe i wreszcie oferta wędrówek po Karkonoszach w połączeniu z kulturowym dobytkiem Wrocławia stanowią świetną propozycję na weekendowy wypad, ale i zdecydowanie dłuższe wakacje na łonie natury.
Jak przyznaje Jakub Feiga, najważniejszymi turystami ze względu na liczbę odwiedzających pozostają tam Polacy, Niemcy i Czesi. Jednak dalszy rozwój (a w 2025 roku było tam 20 mln odwiedzających) wymaga ciągłego działania. Stąd plan większego zainteresowania Bliskim Wschodem.
– Wśród naszych priorytetów na pierwszym miejscu niezmiennie pozostają goście z Polski, Niemiec i Czech. W dalszej kolejności są to kraje, z którymi już teraz mamy bardzo dobre połączenia lotnicze – jak Włochy czy kraje skandynawskie. Nie zapominamy jednak o rynkach perspektywicznych, w tym zamorskich. A nie da się ukryć, że jednym z najbardziej dynamicznych i obiecujących kierunków są właśnie kraje Bliskiego Wschodu – mówi Feiga w rozmowie z naTemat. O które dokładnie kraje chodzi? Na celowniku są przede wszystkim Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie.
Pomysł zwiększenia liczby podróżnych z Zatoki Perskiej może zaniepokoić wielu polskich turystów. Wystarczy bowiem zwrócić uwagę, jak zmieniła się oferta turystyczna w Zakopanem właśnie pod naporem tej grupy podróżnych. Rosnące ceny, ale i zbytnia koncentracja na jednym rynku są sporym zagrożeniem, zwłaszcza z powodu niepewnej sytuacji geopolitycznej w tej części świata.
– Śledzimy doświadczenia innych polskich regionów i wyciągamy z nich wnioski. W przypadku Dolnego Śląska celem działań jest przede wszystkim szeroka dywersyfikacja, a nie zastępowanie jednych rynków drugimi. Bliski Wschód to dla nas ważny, wysoce rentowny filar, którego potencjał jest obecnie jedynie chwilowo mitygowany przez sytuację polityczną – zaznacza Feiga.
Zobacz także
Bliski Wschód może urosnąć z 5 tys. odwiedzających do 40 tys. Ich turyści pokochali jedno miejsce
Plany Dolnego Śląska są bardzo ambitne. Aktualnie m.in. dzięki współpracy z Poznańską Organizacją Turystyczną, ale i biurami podróży łączącymi wyjazdy do czeskiej Pragi z Karkonoszami, region odwiedza ok. 5 tys. podróżnych z Półwyspu Arabskiego rocznie. Dyrektor DOT nie ukrywa, że celem jest 40 tys. w ciągu najbliższych 5 lat.
– Realnym punktem odniesienia i jednoznacznym sukcesem byłoby dla nas przekroczenie poziomu ruchu z rynku amerykańskiego, skąd w 2025 roku przyjęliśmy około 40 tys. gości. Pamiętajmy jednak, że dynamiczna sytuacja geopolityczna wymusza dużą elastyczność w planowaniu – zaznacza Feiga.

Wynik ten jest realny, bo podróżni z Bliskiego Wschodu już teraz są bardzo zadowoleni z pobytów na Dolnym Śląsku.
– Kluczowy okazuje się tzw. efekt wow związany z naszą przyrodą i krajobrazem. Turyści z Zatoki Perskiej są zachwyceni dolnośląską zielenią, mikroklimatem, wodospadami i górskimi przestrzeniami Karkonoszy. Ogromne wrażenie robi na nich zestawienie natury z architekturą miast. Dlatego współpraca zapoczątkowana przez Poznań jest tak ważna. Dzięki dobrej infrastrukturze możliwe było utworzenie pakietów Poznań+Karkonosze. Z kolei czeski kierunek pokazał, że łączenie Pragi z wypoczynkiem w Karkonoszach to bardzo naturalny i pożądany przez zagranicznych touroperatorów produkt. Klient otrzymuje w jednym pakiecie tętniącą życiem metropolię oraz ekskluzywny, zielony reset w karkonoskich kurortach – zaznacza Feiga.
Pierwsze małe i dość zabawne sukcesy Dolny Śląsk ma już za sobą. – Jako ciekawostkę dodam historię z Karpacza, gdzie w niskim sezonie pojawiły się pierwsze grupy z ZEA. Jedyny otwarty wówczas lokal z kuchnią hinduską kompletnie nie spodziewał się takiego obłożenia. Gdy restauratorzy dowiedzieli się o naszej współpracy z touroperatorem, sami zwrócili się do nas z pytaniem o harmonogram kolejnych grup, aby móc się odpowiednio zatowarować. Potraktowaliśmy to jako doskonały komplement dla skuteczności naszych działań – opowiada szef DOT.
Turyści z Bliskiego Wschodu chcą nie tylko wysokiego standardu. W hotelach chodzi o coś więcej
W celu pozyskania kontaktów z biurami podróży i wspólnikami na Półwyspie Arabskim DOT prowadzi szereg działań. Są spotkania w Polsce i na Bliskim Wschodzie, czy udziały w największych targach turystycznych, jak ITB Berlin czy WTM Londyn.

Aktualnie w przygotowaniu jest nawet strona internetowa Dolnośląskiej Organizacji Turystycznej w języku arabskim. Prace są już na bardzo zaawansowanym etapie, a premiera nowej odsłony planowana jest pod koniec wakacji. To na pewno pomoże w lepszej prezentacji regionu, ale ten musi być też gotowy na przyjęcie nowych podróżnych. Bo jak się okazuje, kuchnia halal (z odpowiednimi certyfikatami), wysoki poziom infrastruktury noclegowej czy komfortowe środki transportu to nie wszystko.
– Kluczem do sukcesu nie jest jednak wyłącznie infrastruktura, ale czynnik ludzki – bezpośredni kontakt z gościem. Turyści z Bliskiego Wschodu bardzo cenią sobie przestrzeń i prywatność (często podróżują wielopokoleniowymi rodzinami), wysoką kulturę osobistą obsługi oraz elastyczność i dyskrecję – zaznacza Feiga. I między innymi tego dotyczą organizowane przez DOT szkolenia, w których udział biorą menedżerowie hoteli, ale i recepcjoniści, kelnerzy, kierowcy czy przewodnicy.
Poważną barierą i utrudnieniem w pozyskiwaniu turystów z Bliskiego Wschodu dla Dolnego Śląska jest jednak brak bezpośrednich lotów. Najbliższe lotniska, na których mogą lądować arabscy goście, znajdują się w Poznaniu, Krakowie i Pradze, skąd na Dolny Śląsk (głównie w Karkonosze i do Wrocławia) trzeba jednak dojechać kilkaset kilometrów. A to zawsze jest poważną przeszkodą.
– Równolegle Port Lotniczy Wrocław wraz z samorządem miasta i regionu prowadzą intensywny lobbing na rzecz uruchomienia bezpośredniego połączenia lotniczego. To właśnie brak takiego połączenia jest dziś naszą największą barierą. Dotychczas ruch zorganizowany opieraliśmy na bardzo dobrej współpracy z Poznańską Lokalną Organizacją Turystyczną i tamtejszym lotniskiem, ale to rozwiązanie ma swoje naturalne ograniczenia – zaznacza Feiga, podkreślając, że najważniejsze są loty bezpośrednie. Kiedy takie się pojawią, o realizację ambitnych celów będzie znacznie łatwiej, a turystyka na Dolnym Śląsku zyska potężny impuls, przyciągając turystów z Bliskiego Wschodu.






