
Paweł Płuska zarzuca lekarzowi ze szpitala MSWiA szereg nieprawidłowości podczas opieki nad jego żoną po operacji guza mózgu. Według dziennikarza lekarz przebywający w Wiedniu dokonywał wpisów w dokumentacji w Warszawie. Sprawą zainteresowała się już Naczelna Izba Lekarska, która zapowiada analizę dokumentacji medycznej, a rodzina kobiety kieruje sprawę do prokuratury.
Paweł Płuska, dziennikarz polityczny i szef programu informacyjnego "19:30" w TVP przekazał Onetowi informacje na temat przebiegu leczenia swojej żony w szpitalu MSWiA w Warszawie. Kobieta przebyła operację usunięcia oponiaka (nowotworu mózgu, w tym wypadku niezłośliwego). Pacjentką opiekować się miał uznany neurochirurg, dr Maciej Bujko. Według rodziny pacjentki dopuścił się on jednak poważnych naruszeń.
U kobiety kilka miesięcy wcześniej zdiagnozowano trzy oponiaki, dwa wycięto od razu, usunięcie ostatniego zaplanowano na późniejszy termin. Po pierwszej operacji nie wystąpiły komplikacje, rodzina nie spodziewała się problemów w związku z kolejnym zabiegiem. Paweł Płuska twierdzi, że dr Bujko nie informował o ryzyku związanym z zabiegami.
Operacja trzeciego guza miała odbyć się 2 lutego, jednak zabieg został przerwany przed rozpoczęciem, a pacjentka została wybudzona. Zespół medyczny poinformował o możliwości wystąpienia zakrzepicy. Według relacji dziennikarza jego żona została wielokrotnie skłuta w szyję.
– W czasie tego wkłuwania była pani anestezjolog i chyba stażysta i pewnie on miał się uczyć na mojej żonie. Potem, według mojej wiedzy, miał przyjść trzeci anestezjolog i miał powiedzieć, że trzeba przestać, bo pacjentka jest tak skłuta, że może być jakiś zakrzep. Dr Bujko po wszystkim powiedział, że następnym razem zmieni anestezjologa – mówi Płuska w rozmowie z Onetem.
Ostatecznie zabieg odbył się później, 9 lutego. Po wybudzeniu pani Elżbieta nie nawiązywała kontaktu i nie ruszała prawą nogą i ręką. Żona dziennikarza podpisała zgodę na operację, ale według niego rodzina nie została w odpowiedni sposób poinformowana o tym, co może się z zabiegiem wiązać, np. diametralne pogorszenie komfortu życia.
Leczenie wycofane, stan pacjentki bez poprawy
W kolejnych dniach stan kobiety zaczął się poprawiać, jednak było to chwilowe. Paweł Płuska opowiada, że zaczął zauważać, że żona ponownie słabnie. Łączy to z odstawieniem leków dożylnych.
Dziennikarz miał zostać poinformowany przez pielęgniarkę, że dr Bujko zadecydował o odstawieniu leków przeciwobrzękowych. Lekarz dokonał też wpisu, w którym stwierdził, że stan chorej jest stabilny, poprawia się neurologicznie, a dysfazja ustępuje. Na czym polega więc problem?
Jak wynika z SMS-ów upublicznionych w artykule Onetu, lekarz Maciej Bujko przebywał w trakcie opieki nad panią Elżbietą w Wiedniu. Według dziennikarza nie miał więc możliwości kontrolowania stanu pacjentki (a co więcej, jak twierdzi Płuska, gdy stan żony się pogarszał, żaden lekarz nie sprawował nad nią nadzoru). Dziennikarz nazywa to "bilokacją".
Onet poprosił o komentarz dr. Macieja Bujko, ten jednak odmówił rozmowy. Ostatecznie portal skontaktował się z dr. Konstantym Szułdrzyńskim, zastępcą dyrektora medycznego szpitala MSWiA. Według Onetu treść jego odpowiedzi stanowiła "głównie zasłanianie się tajemnicą lekarską i poszanowaniem praw pacjenta".
Rodzina pacjentki zapowiedziała złożenie zawiadomienia do prokuratury. Postępowanie wyjaśniające prowadzi również samorząd lekarski.
NIL reaguje na doniesienia męża pacjentki
Medonet poprosił o komentarz Naczelną Izbę Lekarską (NIL). Jak wynika z komentarza rzecznika samorządu zawodowego Jakuba Kosikowskiego, sprawa została skierowana do Pionu Odpowiedzialności Zawodowej. NIL zapozna się z pełną dokumentacją medyczną i przebiegiem leczenia. "Treść artykułu budzi podejrzenia dotyczące licznych nieprawidłowości" – zauważa reprezentant izby.
NIL nie wyklucza współpracy z Rzecznikiem Praw Pacjenta i prokuraturą, o ile zostanie wszczęte postępowanie. Zanim kwestia podejrzeń dotyczących blokowania leczenia lub przedwczesnego odstawienia leków zostanie poruszona, samorząd musi uzyskać odpowiednie dowody.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Pion Odpowiedzialności Zawodowej zajmie się analizą dokumentacji medycznej. Rodzina pacjentki będzie mogła przedstawić wiadomości SMS, które sugerują nieobecność lekarza w Warszawie w trakcie leczenia. "Następnie będzie można zestawić ich treść z dokumentacją, w tym między innymi z grafikami obecności i dyżurów personelu, aby zweryfikować, czy opisane zdarzenia rzeczywiście miały miejsce" – przekazał Jakub Kosikowski Onetowi.
Kolejne trzęsienie ziemi w polskiej służbie zdrowia
Jak deklaruje Paweł Płuska, przekazanie sprawy do mediów wynika z chęci "otwierania oczu na to, co się dzieje w szpitalach, jak zachowują się lekarze". Dziennikarz zauważa, że mówienie o problemach systemu opieki zdrowotnej może uratować inne osoby.
Ujawnienie sprawy jego żony nastąpiło kilka tygodni po aferze w Szpitalu Południowym. W ostatnim czasie wokół państwowej opieki medycznej jest niezwykle głośno. Szpitale informują o braku środków, lekarze odchodzą z publicznego systemu, a ministerstwo zdrowia próbuje gasić pożar, proponując limity stawek godzinowych, ograniczenia w kontraktach, a także rozszerzenie centralnej e-rejestracji.






