Paczka InPost utknęła w Hiszpanii na 20 dni
InPost miał dostarczyć im paczkę do Hiszpanii w 5 dni. Na jej odzyskanie potrzebowali aż 53 dni Fot. Grzegorz1234/Shutterstock

InPost zapowiedział rewolucję w przesyłaniu rzeczy za granicę. Miał zagrać na nosie Ryanairowi i jego limitom oraz opłatom. A jak to działa w praktyce? Ja miałam całkiem niezłe doświadczenia, ale para, która nadała sobie kajak na wakacje do Hiszpanii, nie będzie dobrze wspominać tego ruchu.

REKLAMA

Sara Stankiewicz, znana jako @sarenkova_sara, planowała na początku czerwca urlop na hiszpańskiej Minorce. 3-dniowy pobyt chciała sobie nieco urozmaicić, więc wraz z partnerem postanowili nadać tam w przesyłce kajak, namiot i trochę ciepłych ubrań. Chcieli upiec dwie pieczenie na jednym ogniu – dobrze bawić się na Minorce, ale i przetestować nową funkcję InPostu. Nie spodziewali się, że cała podróż ich paczki zmieni się w 53-dniową odyseję.

InPost w Hiszpanii poległ. Przesyłka wróciła do domu długo po urlopie

Całe zajście z paczką od InPostu Sara relacjonowała w mediach społecznościowych, a kolejne odsłony tej odysei miały po 200 tys. wyświetleń. Pierwotnie nic nie zapowiadało bowiem, że z paczką coś będzie nie tak. Udało im się bez problemu spakować rzeczy i nadać ją w Paczkomacie. Zrobili to 29 maja, a rzeczy miały być do odebrania na Minorce już 5 czerwca.

Para wylądowała na wyspie 7 czerwca – kilka dni przed protestami, które pokazały, że w Hiszpanii mają dość turystów – ale ich rzeczy jeszcze tam nie było. Byli jednak przekonani, że opóźnienia się zdarzają, więc przesyłka może dotrze na miejsce kolejnego dnia. Ale tak też się nie stało. Wówczas rozpoczęła się walka o ustalenie, co się z nią stało i jakie będą jej dalsze losy.

– Dostałam informację, że paczka jest w punkcie logistycznym w Hiszpanii i że zostaje wysłane ponaglenie do przesłania jej na wyspę – opowiedziała kobieta w rozmowie z Wyborcza.biz. Jednak to niczego nie dało. Jak się okazało, przesyłka utknęła w centrum logistycznym w Hiszpanii na całe 20 dni. Po tym terminie została wydana do doręczenia, ale na miejscu nie było już oczywiście komu jej odebrać, więc ruszyła w podróż powrotną. Ostatecznie do właścicieli wraz ze wszystkimi rzeczami wróciła po 53 dniach tułaczki przez całą Europę.

Kobieta złożyła reklamację 15 czerwca. 16 lipca otrzymała odpowiedź, że reklamacja została uznana za niewniesioną, ponieważ reklamować powinien nadawca, a nie odbiorca. – Skoro paczkę nadał mój chłopak do mnie, to on powinien zajmować się tymi procedurami. O czym, swoją drogą, nawet nie wiedziałam. Zresztą zapał do dalszego wyjaśniania sprawy nam opadł, bo paczkę mieliśmy już w domu – dodała Sara.

InPost ma na koncie wiele podobnych wpadek. Ja miałam więcej szczęścia

Pod materiałami kobiety pojawiło się wiele komentarzy zostawionych przez osoby, które miały podobne przejścia z InPostem. Jedni pisali, że przesyłki z Włoch szły do nich przez 16 dni, a czasami w ogóle nie docierały na miejsce. Inni wskazywali natomiast, że w trakcie transportu doszło do kradzieży, w wyniku których nadawcy stracili rzeczy warte setki złotych.

– Od początku wprowadzenia tej usługi dostarczyliśmy kilkadziesiąt tysięcy przesyłek z bagażami. Pojedyncze przypadki nie przesądzają o jakości tej usługi, która ma bardzo wysokie wskaźniki terminowości i jest dobrze oceniana przez klientów – przekazał w rozmowie z "Wyborczą" Wojciech Kądziołka, rzecznik prasowy Grupy InPost.

Sama nową funkcję InPostu przetestowałam w lutym. Na rejs po Wyspach Kanaryjskich i zwiedzanie Sewilli zabrałam rodziców. Na ten 2-tygodniowy urlop spakowaliśmy się tylko do plecaków, ale po zakupie pamiątek nie było już opcji na to, żeby na powrocie nie dokupować dodatkowego bagażu. Co prawda nie kupiliśmy walizki idealnej do paczkomatu InPost, ale i tak sobie poradziliśmy. Kiedy więc sprawdziliśmy ceny paczek z bagażem rejestrowanym Ryanaira, który regularnie zaostrza zasady bagażu podręcznego, zdecydowaliśmy się na InPost. Nie był on wiele tańszy (może 10-20 zł), ale punkt wysyłki mieliśmy zaraz obok mieszkania, a lot był późnym popołudniem, więc nie chciało nam się nosić wszystkich rzeczy po mieście ani zostawiać ich w przechowalni.

Wówczas jeszcze konieczne było założenie konta na hiszpańskiej stronie, teraz taką paczkę można nadać z naszej polskiej aplikacji dzięki nowej usłudze w InPost Mobile. Pamiętajcie też, że przesyłka do Polski jest generalnie droższa niż z Polski (wyjątkiem są tu Włochy).

Przesyłkę zostawiliśmy u pana w kiosku z pamiątkami w Sewilli, na miejscu wydrukował nam etykietę, a paczka po tygodniu była do odebrania w polskim Paczkomacie. Cała, bez żadnych zniszczeń. A w środku były słoiki z miodem, o które trochę się baliśmy, ale przetrwały – zasady pakowania precyzuje zresztą nowy regulamin InPost. Ostatecznie więc z przesyłki byliśmy zadowoleni, ale rewolucją bym tego nie nazwała.