
Gdyby wybory prezydenckie w Ukrainie odbyły się teraz, Wołodymyr Zełenski minimalnie wygrałby I turę, ale po dogrywce musiałby oddać władzę w inne ręce. Obecny prezydent zostałby pokonany w II turze przez każdego z trzech głównych rywali. Tak wynika z sondażu ukraińskiego Centrum Badań Socjologicznych Socis.
Wybory parlamentarne w Ukrainie powinny odbyć się w 2023 roku, a prezydenckie rok później. Wszystko zmieniła jednak pełnoskalowa inwazja Rosji. Zgodnie z konstytucją naszego wschodniego sąsiada wybory mogą odbyć się najwcześniej 90 dni po zakończeniu stanu wojennego, a ten obowiązuje od lutego 2022.
Mimo że organizacja głosowania nie jest obecnie możliwa, ukraińskie Centrum Badań Socjologicznych Socis przeprowadziło sondaż, który przynosi zaskakujące wyniki dla Wołodymyra Zełenskiego i jego potencjalnych rywali. Obecny prezydent wszedłby do drugiej tury, ale przegrałby w głosowaniu z kilkoma kluczowymi politykami, którzy otwarcie mówią o starcie w kolejnych wyborach. Nie bez powodu Zełenski wezwał na dywanik swego głównego rywala, by zapytać go wprost o plany wyborcze.
Nowy sondaż: Wołodymyr Zełenski bez szans na reelekcję?
W sondażu Zełenski zdobył 22,3 proc. głosów w I turze. To zaledwie o 0,9 punktu procentowego więcej niż wynik byłego naczelnego dowódcy ukraińskiej armii Wałerija Załużnego, który zdobył 21,4 proc. wskazań. Na trzecim miejscu uplasował się były minister obrony Mychajło Fedorow z wynikiem 13,1 proc.
W badaniu sprawdzono też, jaki wynik Zełenski osiągnąłby w II turze z głównymi przeciwnikami. Są nimi wspomniani wcześniej Załużny i Fedorow, a także Kyryło Budanow, obecnie szef Biura Prezydenckiego. Każdy z nich dysponuje potężnym kapitałem społecznym i każdy z nich w starciu z Zełenskim wygrywa potencjalną II turę wyborów prezydenckich z ogromną przewagą.
Zobacz także
Wałerij Załużny, były naczelny dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy, a obecnie ambasador Ukrainy w Wielkiej Brytanii – w 2024 roku Zełenski znalazł dla niego nową rolę i odesłał go z frontu do Londynu – zdobyłby w dogrywce 66,2 proc. głosów, a Wołodymyr Zełenski uzyskałby 33,8 proc. W drugim scenariuszu Kyryło Budanow, były szef wywiadu wojskowego HUR, w II turze miałby 60,3 proc. poparcia, a Zełenski – 39,7 proc. Obecny prezydent Ukrainy przegrałby też w trzecim wariancie – Mychajło Fedorow zdobyłby 63,8 proc. głosów, a Zełenski mógłby liczyć na 36,2 proc.
Sondaż pokazał również, że 60 proc. zapytanych Ukraińców oczekuje przeprowadzenia wyborów od razu po ogłoszeniu czasowego wstrzymania działań zbrojnych i po zakończeniu stanu wojennego. Ponad jedna czwarta respondentów uważa, że z wyborami prezydenckimi należy się jeszcze wstrzymać. Dodajmy, że w badaniu nie wzięli udziału mieszkańcy okupowanego Krymu, zajętych przez Rosjan części obwodów ługańskiego i donieckiego, a także terenów, na których trwają bezpośrednie działania wojenne.
Wołodymyr Zełenski jest prezydentem Ukrainy od 7 lat
Zełenski jest prezydentem Ukrainy od maja 2019 roku. W tym czasie przeprowadził kraj przez pandemię koronawirusa, a także zarządzał nim w obliczu agresji ze strony Rosji. W tym czasie nie brakowało też burzliwych afer w jego rządzie – choćby afera korupcyjna, w którą uwikłany został Andrij Jermak, ale o przeprowadzeniu wyborów nie ma mowy z powodu stanu wojennego.
Na początku lutego 2026 "Financial Times" informował jednak, że w Ukrainie trwają przygotowania do przeprowadzenia wyborów i referendum. Z doniesień wynikało, że Zełenski miałby to ogłosić 24 lutego, czyli w czwartą rocznicę wybuchu wojny. Pisaliśmy wtedy w naTemat.pl, że referendum i wybory w Ukrainie w pierwszej połowie roku stawiają prezydenta pod ścianą.
Tak się jednak nie stało, a prezydent zdementował te doniesienia. Jak stwierdził w rozmowie z dziennikarzami, o takich planach "słyszy po raz pierwszy" właśnie z mediów. I podkreślił, że ogłaszanie wyborów 24 lutego – w tak symboliczną i bolesną rocznicę dla broniącego się kraju – byłoby "absolutnie głupim pomysłem". Powtórzył też oficjalne stanowisko Kijowa: najpierw zawieszenie broni i twarde gwarancje bezpieczeństwa, a dopiero potem polityka i wybory. Na rozejm czekają zresztą nie tylko Ukraińcy – polskie firmy już dziś przygotowują się do udziału w powojennej odbudowie kraju.






