
Choć oficjalnym powodem spotkania były kwestie związane z relacjami ukraińsko-brytyjskimi, za zamkniętymi drzwiami miały paść pytania wykraczające daleko poza bieżącą dyplomację. Kulisy rozmowy Wołodymyra Zełenskiego z byłym dowódcą armii sugerują, że ukraińską scenę polityczną mogą wkrótce czekać poważne turbulencje.
W środę rano ukraińska "Pravda" poinformowała o dość nietypowym geście ze strony Wołodymyra Zełenskiego. Polityk, który w ostatnim czasie stał się ważną postacią polskiej debaty publicznej, m.in. za sprawą nadania imienia "bohaterów UPA" jednostce wojskowej, a także powołania Panteonu Narodowego, w którym niewykluczone, że uhonorowany zostanie Stepan Bandera, wezwał do swojego biura największego politycznego rywala.
Wizyta Wałerija Załużnego, bo to o byłym dowódcy ukraińskich wojsk mowa, miała być spowodowana chęcią dowiedzenia się, czy polityczny rywal Zełenskiego będzie chciał kandydować w nadchodzących wyborach prezydenckich.
"Zełenski powiedział, że sytuacja na froncie rozwija się ostatnio pozytywnie, społeczeństwo pozostaje w miarę skonsolidowane, a zatem otworzyła się szansa na przeprowadzenie wyborów" – przekazały źródła związane z ukraińską "Pravdą". Wołodymyr Zełenski miał obawiać się wewnętrznego rozłamu, który powstanie w sytuacji, gdy do wyścigu o prezydenturę stanie on i cieszący się sporym poparciem społecznym generał. Generał, którego obecny prezydent odwołał z frontu w 2024 roku i wysłał na specjalną misję dyplomatyczną, tj. powołał go na ambasadora Ukrainy w Londynie.
Zresztą Załużny został wezwany do Zełenskiego właśnie pod pretekstem rezygnacji Keira Starmera. Wielka Brytania to niezwykle ważny partner Ukrainy, którego wsparcie militarne regularnie trafia na front. W dobie rezygnacji premiera konieczne więc było przeprowadzenie rozmów na temat dalszej strategii wobec stosunków ukraińsko-brytyjskich i konsekwencji odejścia z czołowego stanowiska polityka, który miał bardzo pozytywne nastawienie wobec Kijowa.
Wałerij Załużny przygotował dla Zełenskiego dość gorzką odpowiedź
Wygląda na to, że były dowódca wojsk niespecjalnie chce współpracować z obecnym prezydentem. Wałerij Załużny ma być przywiązany do mandatu społecznego i zaufania, jakim darzą go obywatele Ukrainy. Ani myśli więc o rezygnacji ze startu w nadchodzących wyborach.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Wygląda też na to, że generałowi miały zostać zaoferowane stanowiska dyplomatyczne i niemal każde stanowisko państwowe, nawet stanowisko szefa rządu, byle tylko odwieść go od wizji prezydentury.
Według informacji "Pravdy" w trakcie spotkania padło nawet bezpośrednie pytanie: "Jeśli wybory odbędą się jesienią, czy wystartuje pan?". Odpowiedź na nie jest krótka i precyzyjna: "Tak, wystartuję". Negocjatorzy prezydenta pod koniec spotkania mieli dodać jedynie: "Bracie, ale przemyśl to jeszcze".
Załużny nie cieszy się w Polsce nadmierną estymą
Warto odnotować, że choć Załużny cieszy się sporym poparciem społecznym na Ukrainie, w Polsce stosunek do niego nie jest aż tak pozytywny. Trzy lata temu generał stał się bohaterem skandalu dyplomatycznego, który spotkał się z bardzo negatywnym odbiorem nad Wisłą. Profil ukraińskiego parlamentu opublikował zdjęcie Załużnego (wówczas jeszcze dowódcy wojsk) na tle portretu Stepana Bandery, lidera OUN-B, które brało udział w rzezi wołyńskiej.
Ostatecznie zdjęcie zostało usunięte z oficjalnego profilu Rady Najwyższej. Warto dodać, że ani moment publikacji, ani znajdujący się w tle Załużnego portret nie był przypadkowy. Post pojawił się w internecie w 114. urodziny Stepana Bandery, 1 stycznia 2023 roku.






