
Sezon wakacyjny trwa, więc i plażowiczów nad Bałtykiem nie brakuje, o ile oczywiście pogoda temu sprzyja. W ciepłe i słoneczne dni nieodłącznym elementem wypoczynku jest oczywiście parawan. Szkoda tylko, że mimo zamiłowania do grodzenia plaży nadal nie nauczyliśmy się, że nie wszędzie można je rozbijać.
Do widoku parawanów na polskich plażach chyba trzeba się po prostu przyzwyczaić. Zresztą parawany to nie tylko polska specjalność. Choć wiele osób publicznie na nie narzeka, twierdząc, że powinny być zakazane, to ostatecznie zdecydowana większość podróżnych i tak postawi tę zagrodę, aby ochronić się przed wiatrem i piaskiem albo zapewnić sobie odrobinę prywatności. Problem w tym, że parawany bywają realnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa plażowiczów. Wszystko dlatego, że nie umiemy ich rozbijać w bezpieczny i legalny sposób.
Bezmyślność parawaniarzy nad Bałtykiem. Napis nie dał do myślenia
Podczas weekendu na profilu @naMierzeje.pl na TikToku pojawiło się nagranie z jednej z bałtyckich plaż. Materiał pokazuje wyraźnie, że ratownicy rozbili dwa długie parawany, aby wyznaczyć drogę ratunkową. Ta znajdowała się idealnie naprzeciwko wejścia na plażę, żeby służby mogły jak najszybciej przebić się do osoby potrzebującej pomocy.
Tak długo, jak ciągnęły się parawany z napisami, teren pozostawał wolny od plażowiczów. Jednak kiedy tylko materiał się skończył, od razu zaczęły pojawiać się parawany, koce, namioty i tłumy plażowiczów, którzy wykazali się dużą ignorancją i bezmyślnością. Droga ratunkowa nie powinna się bowiem kończyć w miejscu, gdzie kończą się czerwone parawany, ale prowadzić dalej aż do wody, żeby ułatwić przejazd służbom. Zamiast tego ratownicy i tak utknęliby w drodze do potrzebującego, bo ludzie zdążyli zastawić im przejście.
Ignorancja i bezmyślność turystów w tej sytuacji są naprawdę bolesne. Nagranie pokazuje wyraźnie, że co najmniej kilkadziesiąt osób zignorowało obowiązujące na plaży zasady dotyczące rozbijania parawanów i w ogóle plażowania. Ta lekkomyślność mogła się dla nich skończyć mandatem, a dla osoby potrzebującej pomocy – niestety nawet śmiercią.
Zobacz także
Parawany nad Bałtykiem mogą być pułapką. Mandaty są bardzo wysokie
Na polskich plażach tzw. korytarze życia są coraz powszechniejsze. Czasami wyglądają one jak na nagraniu z TikToka, gdzie ratownicy wyznaczają korytarz, którym można szybko dostać się do brzegu morza i dalej ruszyć w kierunku osoby potrzebującej. W innych przypadkach jest to szeroki na ok. 5 metrów pas wiodący górną częścią plaży. W obu przypadkach chodzi jednak o zachowanie wolnego terenu, aby umożliwić ratownikom dotarcie do poszkodowanego. W przypadku utonięć i zawałów znaczenie ma każda minuta, a parawany po prostu spowalniają nadejście pomocy. Pokazała to śmierć na plaży w Stegnie. Dostęp do poszkodowanego blokowały tam właśnie parawany.
Osoby, które nie stosują się do obowiązujących na plaży zasad, mogą zostać ukarane mandatem. Kara może zostać nałożona na podstawie art. 54 Kodeksu wykroczeń. Czytamy w nim, że "kto wykracza przeciwko wydanym z upoważnienia ustawy przepisom porządkowym o zachowaniu się w miejscach publicznych, podlega karze grzywny do 500 zł albo karze nagany". I właśnie dlatego, zanim wbijecie w ziemię pierwszy palik parawanu, upewnijcie się, że nie zagradzacie służbom drogi ewakuacyjnej i nie utrudniacie dostępu do brzegu morza. Inaczej z plaży możecie wrócić z bolesnym mandatem.






