Tracę wiarę w przyzwoite państwo. Rząd Tuska w trybie jak z najgorszych momentów PiS
Tracę wiarę w przyzwoite państwo. Rząd Tuska w trybie jak z najgorszych momentów PiS Fot. Grafika wygenerowana przez ChatGPT

Nie wierzę już w przyzwoite, uczciwe państwo. Tak samo znikają z horyzontu hasła o praworządności, rozliczaniu i "uśmiechniętej" Polsce. Przyzwyczailiśmy się do metod żywcem wyjętym z najgorszych momentów władzy PiS. Żyjemy w schemacie idealnym dla aferzystów. I nieważne, czy pierwsze skrzypce gra Jarosław Kaczyński, Donald Tusk czy ktokolwiek inny.

REKLAMA

Nazwiska w ogóle nie grają roli, bo i tak od lat są rozdawane z jednej talii. Nowe twarze w polityce to postacie z drugiego czy trzeciego rzędu. Nieważne, czy mówimy o sejmowych ławach, czy kolejnych rządach. W 2026 roku mogę napisać już tylko jedno zdanie: Powtarza się ten sam cyrk i te same metody.

Dojrzała demokracja kontra państwo z "kartonu"

Mam 32 lata i chciałbym naiwnie myśleć, że standardy w polityce polegają na przyzwoitości. Że tam "na górze" podejmuje się transparentne decyzje. Że jeśli ktoś zostanie umoczony w aferze, poniesie konsekwencje. Że rządzący mają czujne oko na budżet państwa.

Ale w Polsce nawet hasło z patrzeniem politykom na ręce traci na znaczeniu. Bo te ręce są bezczynne albo schowane w kieszeni, kiedy powinny ratować wiarygodność rządów czy całej klasy politycznej.

Jasne, nie ma na świecie państw idealnych. Wszędzie trafiają się nieuczciwi urzędnicy, spóźnione decyzje, niekompetentni politycy czy afery finansowe. Różnica między dojrzałą demokracją a państwem z kartonu nie polega na braku błędów, ale na odpowiedniej reakcji na te błędy.

Dlatego przez osiem lat nie mogłem patrzeć na to, co robi PiS przy władzy. Teraz kolejny rok z rzędu łapię się na tym, że zgniły schemat się powtarza. Wszystko sprowadza się do smutnego wniosku, że bezkarność ma się dobrze, a "ciemny lud" kupi wszystko. A już na pewno szybko zapomni, bo aferę przykryje... nowa afera.

Nie trzeba daleko szukać, weźmy dwa przykłady z ostatnich miesięcy. Afera w Szpitalu Południowym pokazała kolejne dziury i patologie w systemie ochrony zdrowia. Wydawało się, że to problem "warszawski". Szybko stało się jasne, że to wizerunkowa klapa całego rządu Donalda Tuska. Spóźnione decyzje i udawanie, że system nie dogorywa pod respiratorem.

Dziś trudno powiedzieć, że to wyjaśniona afera. Tak samo trudno powiedzieć, że minister zdrowia próbowała skutecznie gasić pożar. Przepraszam, powiedziała, że "państwo zareagowało w sposób natychmiastowy". Serio? Rząd sprawiał wrażenie, jakby przespał sprawę na miękkiej poduszce. Polacy zostali z poczuciem, że w szpitalach skandal goni skandal, a każdy lekarz zarabia setki tysięcy złotych miesięcznie. Tylko pogratulować rządowi skuteczności w komunikacji.

Idźmy dalej, bo przecież wybuchła "afera powodziowa", którą ujawniła Wirtualna Polska. Chodzi o nieprawidłowości, do których miało dojść przy rozdzielaniu środków dla przedsiębiorców poszkodowanych we wrześniu 2024 roku. Tu też mówimy o milionach złotych. Według WP Karkonoska Agencja Rozwoju Regionalnego, której wiceprezeską była polityczka KO Anna Konieczyńska, rozdzieliła niemal 4,5 mln zł z programu pomocowego między zaledwie trzy firmy z tej samej wsi.

"Jedna należy do męża wiceprezeski (Anny Konieczyńskiej – red.) instytucji rozdzielającej wsparcie, druga do ich sąsiada, trzecia do właściciela lokalnej telewizji współpracującej z samorządem. Tyle że z danych straży pożarnej i systemów satelitarnych nie wynika, by te nieruchomości znalazły się pod wodą" – ustalił Szymon Jadczak.

Konieczyńska została zawieszona w partii, sprawę badają prokuratura i CBA, Tusk zaś zapowiedział, że nieprawidłowości przy udzielaniu pomocy po powodzi na Dolnym Śląsku będą wypalane gorącym żelazem. Chciałbym zobaczyć ten "piec", w którym premier będzie nagrzewał to żelazo.

Sprawa zamknięta? Nie, bo pojawiają się kolejne wątki. A sama Konieczyńska nie traci dobrego humoru i podkreśla, że nie ma sobie nic do zarzucenia, jednocześnie nie przedstawiając żadnych sensownych wyjaśnień na swoją obronę. Zresztą sami zobaczcie, jak odpowiada na pytania dziennikarzy:

Po takich "występach" wielu Polaków może zacząć wątpić w elementarną przyzwoitość. Ale mało tego, dorzućmy jeszcze jeden wątek w kompletnie innej sprawie. Donald Tusk ogłosił niedawno, że Maciej Berek odchodzi z rządu. Jak ustalił Onet, ma on zostać sędzią Trybunału Konstytucyjnego.

Ten pomysł nie mieści się w głowie. – Berek jest doskonałym prawnikiem, ale jest prawą ręką Donalda Tuska – alarmował w TVN24 prof. Marcin Matczak. – Ten gest jest symbolem ślepoty i głuchoty na potrzeby ludzkie, bo całe osiem lat ludzie walczyli, by TK był apolityczny, a tu nagle taki nieprzyjemny prezent – alarmował.

Rozumiecie to? Jeśli do tego dojdzie, premier zrobi dokładnie to samo, co PiS w latach swoich rządów. To jak plucie w twarz tysiącom Polaków, którzy razem z politykami wychodzili na ulice w proteście przeciwko upolitycznianiu Trybunału Konstytucyjnego.

Bezkarność po ośmiu latach rządów PiS. Próg wrażliwości poza skalą

Osiem lat rządów PiS wyrwało z nas bezpieczniki. Stworzono wówczas machinę, która uodporniła polskie społeczeństwo na afery. Doszliśmy do punktu, w którym przepalenie, lekką ręką, setek milionów złotych z państwowej kasy na cokolwiek – od respiratorów po fikcyjne fundacje – przestało na kimkolwiek robić wrażenie. Próg wrażliwości społecznej przesunął się poza skalę.

Kiedyś "afera taśmowa" potrafiła wysadzić rząd w powietrze. "Afera zegarkowa" ze Sławomirem Nowakiem w roli głównej ostatecznie była dla głównego bohatera bolesna. Mam wrażenie, że kiedyś odpowiedzialność za czyny była nieporównywalnie większa.

Jeśli krytykowaliśmy PiS za kolesiostwo i brak nadzoru nad publicznymi pieniędzmi, to tak samo powinniśmy brać pod lupę ekipę Tuska. I postawić pytanie, co się w tej kwestii zmieniło.

Nie łudzę się nawet, że można rozliczyć jakikolwiek rząd, niezależnie od tego, kto jest przy władzy. Czy udało nam się to w jakimś przypadku po 1989 roku? Odpowiedzcie sobie sami. Zawsze są szumne zapowiedzi, które rozchodzą się po kościach. Obietnica Donalda Tuska o rozliczaniu lat władzy PiS była pustym sloganem. Dzisiaj politycy KO sami przyznają, że to nie idzie.

Afera goni aferę, a Polacy przestali reagować. To najgorsze, co nam zrobiono

Partia Jarosława Kaczyńskiego potrafiła zrobić show z komisjami śledczymi i część wyborców mogła odnieść wrażenie, że sprzątają po latach ekipy Tuska. Ale oni mają więcej sprytu i często zwykłej bezczelności w komunikacji z Polakami. Dzisiejsza koalicja rządząca musiałaby się tego nauczyć.

Zamiast politycznej odwagi mamy klasyczny mechanizm obronny: uniki, przeczekiwanie mediów, rozmywanie odpowiedzialności i czekanie, aż społeczny gniew przygaśnie. Dzieje się dokładnie tak samo, jak przez osiem lat rządów Zjednoczonej Prawicy. Trudno nie tracić wiary w przyzwoite państwo, gdy widzi się, jak szybko nowi sternicy przejmują nawyki starych.

My w tym kraju już się nawet nie łudzimy, że politycy będą uczciwi.