Oszust sfabrykował starożytne ruiny
"Starożytne" ruiny we Włoszech Fot.Google Earth

Wyobraź sobie, że płacisz 40 euro, by zobaczyć teatr, w którym przebywał Juliusz Cezar z Kleopatrą, a na miejscu nieświadomie oglądasz instalację z betonu zbudowaną zaledwie kilkanaście lat temu. Przez lata włoski oszust oszukiwał turystów, sprzedając im bilety na starożytną atrakcję, która tak naprawdę była sfabrykowana.

REKLAMA

Ta absurdalna historia rozegrała się w północnych Włoszech, gdzie 69-latek przez całe lata wodził za nos nie tylko turystów. Udało mu się oszukać także władze i unijnych urzędników. Przez lata biznes kręcił się znakomicie, aż do chwili kilka lat temu, gdy postanowiono zweryfikować opowieści przedsiębiorcy. A co ciekawe, nie jest to pierwsze wielkie oszustwo odkryte we Włoszech. W popularnych turystycznych miastach przekręty na mniejszą skalę to część codzienności.

Bajka o rzymskim teatrze. Włoch miał odnaleźć go w swoim ogrodzie

Jak podaje "The Daily Telegraph", wszystko zaczęło się w miejscowości Arcugnano niedaleko Vicenzy. To tam Franco Malosso von Rosenfranz postanowił zamienić swój prywatny ogród w "najstarszy i największy amfiteatr świata". Żeby uwiarygodnić całą mistyfikację, stworzył nawet legendę: w 2005 roku woda podeszła pod jego dom, a następnie ziemia miała odsłonić zaginione przez wieki ruiny.

Oszustwo zaplanowano z dużą wyobraźnią. W skład rzekomego budynku z antyku wchodziły sztucznie postarzane bloki kamienne imitujące widownię, kolumny stylizowane na antyk i sztuczne jeziorko.

Przez lata biznes rozwijał się wyśmienicie. Zwiedzający chętnie płacili stawkę 40 euro za bilet (niemal 180 zł), a to poważny wydatek nawet dla tych, którzy dobrze wiedzą, ile kosztują wakacje we Włoszech. W scenerii rodem z antyku organizowano koncerty i prelekcje. Co najciekawsze, fałszywa atrakcja zyskała aprobatę władz. Trafiła do przewodnika, a nawet do aplikacji turystycznej, której powstanie sfinansowano ze środków Unii Europejskiej.

Oszustwo wyszło jednak na jaw. Satelity i ekspertyzy kontra Włoch

Sielanka ta trwała do 2016 roku, gdy sprawą zainteresowała się prokuratura z Vicenzy. Śledczy przeanalizowali zdjęcia satelitarne i zlecili ekspertyzy. Wnioski powalały z nóg: budowla nie pochodziła wcale z IV wieku n.e., lecz powstała na początku XXI wieku. Aby stworzyć tę mistyfikację, właściciel nielegalnie wyrównał całe wzgórze, a wszystkie "zabytki" zrobiono z betonu, włókna szklanego i papier-mâché.

Dla 69-letniego "biznesmena" cała ta afera zakończyła się mało optymistycznie. Malosso został skazany na ponad dwa lata więzienia za fałszowanie dzieł sztuki i samowolę budowlaną. To jednak nie koniec jego kłopotów. Sąd zobowiązał go do wyburzenia wszystkich sztucznych konstrukcji i przywrócenia wzgórza do stanu naturalnego. Dodatkowo gmina Arcugnano domaga się od niego kwoty 560 tysięcy euro.

No cóż, mistyfikacja w końcu musiała wyjść na jaw. Na szczęście Włochom nie brakuje autentycznych, historycznych atrakcji, które co roku przyciągają miliony turystów. Chociaż czasami przyjezdni działają lokalnej społeczności na nerwy.