
We wtorek Donald Tusk poinformował o odejściu Macieja Berka z dotychczasowego stanowiska ministra ds. wdrażania polityki rządu. Wkrótce potem w mediach pojawiły się spekulacje, jakoby polityk miał teraz zostać kandydatem na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. W czwartek do tych doniesień odniósł się szef Kancelarii Prezydenta, Zbigniew Bogucki, a wkrótce potem zostały one już potwierdzone przez premiera.
Donald Tusk przekazał we wtorek 11 sierpnia, że wspólnie z dotychczasowym ministrem do spraw nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu Maciejem Berkiem ustalili, iż ten "przejdzie do innych zadań". – Zwrócił się do mnie w związku z tym o zwolnienie go z obowiązków, jakie pełnił do tej pory – powiedział premier. W swojej wypowiedzi szef rządu podkreślał, że Berek był jego "prawą ręką" oraz dziękował mu za dotychczasową pracę.
Donald Tusk potwierdza kandydaturę Macieja Berka w TK
– Pan minister Berek nie jest osobą, która jest mistrzem w chwaleniu się publicznie. Jest mistrzem w wielu innych sprawach i bardzo to wszyscy doceniamy – mówił Donald Tusk. Zapowiedział również, że obowiązki ustępującego ministra przejmie teraz Joanna Knapińska, szefowa Rządowego Centrum Legislacji. Czym natomiast zajmie się sam Maciej Berek? Premier uchylił jedynie rąbka tajemnicy, wskazując: "Niedługo się dowiecie, w jakich państwowych, publicznych rolach pan minister być może wystąpi".
Wkrótce w mediach zaczął krążyć prawdopodobny scenariusz. Jak informowały nieoficjalnie TVN24 oraz serwis Polityka Insight, Maciej Berek miałby zostać nowym kandydatem na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. W ubiegłym tygodniu minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zapowiedział zresztą, że na wrześniowym posiedzeniu Sejmu prawdopodobnie odbędzie się wybór nowego sędziego TK, ósmego wskazanego przez Sejm obecnej kadencji. O te doniesienia zapytano szefa Kancelarii Prezydenta, Zbigniewa Boguckiego.
Z kolei w czwartek 13 sierpnia Donald Tusk podczas konferencji potwierdził już oficjalnie, że Maciej Berek zostanie kandydatem na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Premier wskazał, że dotychczasowy minister ds. wdrażania polityki rządu to "jeden z najwybitniejszych polskich prawników praktyków, który ze swojej apolityczności i niepartyjności uczynił taki znak rozpoznawczy". – Więc wyraziłem taką warunkową zgodę na rezygnację z rządu i na kandydowanie – wskazał Donald Tusk i dodał, że Berek jest "państwowcem z krwi i kości". – Ja to wiem, obserwuję go od wielu, wielu lat. Potrafił się ze mną spierać o kwestie na przykład konstytucyjne – zaznaczał szef rządu.
Zobacz także
Bogucki o pracy Berka i stanowisku prezydenta
W czwartek 13 sierpnia w rozmowie na antenie Radia ZET Zbigniew Bogucki odpowiadał na pytanie, co stałoby się, gdyby Maciej Berek oficjalnie został kandydatem do Trybunału Konstytucyjnego – co teraz jest już potwierdzone. Szef prezydenckiej kancelarii zaczął od oceny dotychczasowej roli polityka w strukturach rządowych.
– Minister Berek, w przeciwieństwie do premiera Tuska, miał taką funkcję chyba koordynatora polityki rządu. Generalnie to chyba powinien robić premier, tak mi się przynajmniej skromnie wydaje. Ale w związku z tym, że pana premiera nie ma bardzo często albo znany jest z tego, że nie lubi się przepracowywać, więc do tej roboty był minister Berek – zaznaczył Bogucki. Dodał przy tym, że "Pan Berek miał zastępować w tej pracy (Donalda Tuska – red.) i dlatego mówię pozytywnie, że zastępował w tej pracy premiera, w ramach koordynacji polityki rządu i legislacji rządowej".
Pytany bezpośrednio o to, czy prezydent Karol Nawrocki odebrałby ślubowanie od Macieja Berka, gdyby ten rzeczywiście został wyznaczony do TK, Bogucki przedstawił jasną deklarację. – Prezydent Karol Nawrocki ma jeden wektor decyzji, jeżeli chodzi o przyjęcie ślubowania sędziów TK. Jeżeli zachowane są procedury, to pan prezydent przyjmuje to ślubowanie – zaznaczył szef Kancelarii Prezydenta.
Trwający spór wokół sędziów Trybunału Konstytucyjnego
Ewentualne zgłoszenie nowej kandydatury wpisuje się w szerszy spór wokół sędziów TK. Przypomnijmy, że sytuacja ta trwa od marca, kiedy to Sejm dokonał wyboru sześciorga nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Karol Nawrocki zdecydował się wówczas zaprzysiąc jedynie dwoje z nich – Magdalenę Bentkowską oraz Dariusza Szostka. Pozostała czwórka, czyli Krystian Markiewicz, Anna Korwin-Piotrowska, Maciej Taborowski i Marcin Dziurda, nie otrzymała zaproszenia do Pałacu Prezydenckiego.
Następnie sędziowie ci złożyli przysięgę bezpośrednio w budynku Sejmu, m.in. przed wicemarszałkiem Włodzimierzem Czarzastym, jednak na uroczystości zabrakło prezydenta. Prezes TK Bogdan Święczkowski stanowczo zakwestionował ważność tej procedury i w efekcie zablokował wspomnianej czwórce możliwość orzekania.
Spór nabrał nawet wymiaru międzynarodowego i trafił do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPC), który nakazał umożliwienie sędziom wykonywania ich obowiązków. Samo kierownictwo Trybunału Konstytucyjnego stoi jednak na stanowisku, że ETPC nie posiada w ogóle uprawnień do podejmowania takich działań w polskim porządku prawnym, w związku z czym instytucjonalny spór trwa do dziś. Warto dodać, że w czerwcu tego roku Sejm wybrał siódmą osobę na sędziego TK, Sławomira Patyrę, który 28 lipca złożył ślubowanie w obecności prezydenta.






