
Jarosław Kaczyński już myśli o powrocie do władzy. Podczas kolejnej miesięcznicy smoleńskiej wskazał Karola Nawrockiego jako potencjalnego patrona szerokiego prawicowego porozumienia i zdradził, że rozmawiał z nim na ten temat. Pomysły lidera PiS studzą jednak potencjalni koalicjanci.
10 sierpnia, jak co miesiąc, powraca temat Smoleńska w ramach obchodów miesięcznicy katastrofy, w której zginął m.in. prezydent Lech Kaczyński. Tym razem również doszło do zakłóceń. Osoby, które brały udział w kontrdemonstracji, skandowały w trakcie przemówienia Jarosława Kaczyńskiego słowo "kłamca".
Na placu Piłsudskiego w Warszawie pojawił się również ironiczny transparent, upamiętniający "95 ofiar Lecha Kaczyńskiego, który ignorując wszelkie procedury, nakazał pilotom lądować w Smoleńsku w skrajnie trudnych warunkach". Kontrdemonstracja działała pod hasłem "stop kreowaniu fałszywych bohaterów".
Kaczyński określił protesty "wrzaskami lumpenproletariatu" i "putinadą". Prezes PiS zapowiedział, że po zmianie władzy w kolejnych wyborach osoby zakłócające przebieg obchodów zostaną "złapane i ukarane". Skąd przekonanie o zmianie władzy wyrażane przez prezesa największej opozycyjnej partii?
Jarosław Kaczyński za "frontem prezydenckim"
Poza protestami i próbami zakłócenia miesięcznicy szczególną uwagę zwraca pewna deklaracja Jarosława Kaczyńskiego, mająca duże znaczenie w przypadku potencjalnego zwycięstwa prawicy w wyborach w 2027 roku. Warto wspomnieć – ostatnie sondaże nie dają obecnej koalicji żadnych szans na stworzenie rządu. Co ważne, PiS samodzielnie również może nie mieć takiej zdolności, a zwłaszcza w dobie rozłamu i utraty ponad 40 parlamentarzystów na rzecz klubu Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego. Rozwiązaniem, które bierze pod uwagę skłócona prawica, jest stworzenie jednolitej koalicji, której najważniejszą postacią byłby Karol Nawrocki. I to właśnie o tym Jarosław Kaczyński postanowił wspomnieć w trakcie poniedziałkowej miesięcznicy smoleńskiej.
Prezes widzi możliwość nawiązania szerszej prawicowej współpracy, której patronem mógłby być Nawrocki. Kaczyński miał już nawet rozmawiać w tej sprawie z głównym zainteresowanym. – Ja prezydenta swego czasu o to prosiłem. I mam nadzieję, że to podejmie. Byłoby bardzo dobrze, gdyby prezydent się za to energicznie wziął – mówił Kaczyński, cytowany przez fakt.pl.
Rola prezydenta rośnie wraz ze wzrostem podziałów na prawicy. Karol Nawrocki systematycznie buduje silne zaplecze polityczne, powołując rady doradcze, w których zasiada wiele osób z tzw. środowisk patriotycznych, niekoniecznie jednak wywodzących się bezpośrednio z PiS. Pytanie tylko, czy taki "front prezydencki" mógłby rzeczywiście funkcjonować z premierem wybranym przez obecnie największą partię opozycyjną. Bo wątpliwości w tym zakresie ma największy potencjalny koalicjant.
"Front prezydencki" może wcale nie działać na korzyść PiS – Bosak gra twardo, a Nawrocki ma "asa" w rękawie
O woli wspierania potencjalnego nowego lidera prawicy wypowiada się większość konserwatywnych opcji politycznych, również tych, które regularnie atakują PiS.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Mateusz Morawiecki (który zresztą był obecny podczas obchodów rocznicy zaprzysiężenia Karola Nawrockiego) uznaje szacunek do głowy państwa za jeden z filarów działania Rozwój Plus. Jeszcze przed konfliktem z prezydium PiS były premier przyznawał jednak, że nie chciałby być w rządzie, którym kierowałby Przemysław Czarnek.
Z kolei według Krzysztofa Bosaka, choć Nawrocki w wielu sprawach myśli tak jak on i jego stronnictwo, perspektywa współpracy w ramach wspólnego prawicowego frontu ma pewien mankament. Współlider Konfederacji w niedawnej rozmowie z Radiem Wnet wyraźnie dał do zrozumienia, że następny premier nie powinien być z PiS.
Jeśli nie premier z PiS, nie wiadomo dokładnie, kto mógłby kierować zjednoczonym prawicowym frontem prezydenckim. W mediach od jakiegoś czasu mówi się nieoficjalnie o Zbigniewie Boguckim (wywodzącym się co prawda z PiS, ale określanego mianem "człowieka Nawrockiego", gdyż obecnie pełni on funkcję szefa Kancelarii Prezydenta). Rzecznik partii zdementował jednak te informacje w drugiej połowie lipca, podkreślając, że obecnym kandydatem na premiera PiS jest Przemysław Czarnek i nic się w tym zakresie nie zmienia.






