
Wiszące szafki kuchenne od lat królują w polskich domach, ale ich popularność niekoniecznie oznacza, że są najlepszym rozwiązaniem. Zajmują przestrzeń, ograniczają dostęp do światła i potrafią zamienić niewielką kuchnię w klaustrofobiczne pomieszczenie. Co więcej, ich najwyższe półki często stają się magazynem rzeczy, których używamy raz na kilka lat. Współczesne trendy wnętrzarskie coraz wyraźniej pokazują, że w kuchni można przechowywać więcej i wygodniej – bez wieszania szafek pod sam sufit.
W polskich kuchniach wciąż doskonale ma się pewien przestarzały trend, który (choć zyskuje coraz więcej przeciwników) wciąż dominuje katalogi meblowe i inspiracje z mediów społecznościowych.
Mowa tu oczywiście o wiszących szafkach kuchennych, które zadomowiły się w polskich domach i mieszkaniach na dobre. Zabierają światło, pogarszają optykę pomieszczenia, wcale nie generują tyle przestrzeni do przechowywania, ile nam się wydaje, a co więcej, obciążają nas pytaniami pokroju: "czy moja ścianka działowa z karton-gipsu wytrzyma zakup kolejnych trzech kubków".
Klaustrofobiczne kuchnie straszą po polskich mieszkaniach
Zrozumiałe jest to, że przy niewielkim metrażu, na jakie skazują nas realia rynkowe, aranżacja kuchni ma kluczowe znaczenie, a szafki kuchenne wydają się naturalnym rozwiązaniem – stosowały je nasza babcie, prababcie i praprababcie. Nie jest to jednak rozwiązanie idealne.
Problemów jest jednak kilka – a zacząć można od uderzenia się w głowę w otwartą szafkę, co prawdopodobnie każdemu się choć raz przytrafiło. Głównym problemem jest jednak całkowity brak ergonomii, stworzenie efektu "pudełka" i nadanie wnętrzu charakteru raczej spiżarni, niż miejsca, w którym mają powstawać smakowite potrawy, a na talerzu mają lądować same zdrowe rzeczy.
W praktyce współczesna logistyka wnętrza skręca w zupełnie innym kierunku. Szafki są znacznie mniej praktyczne w konfrontacji z ergonomicznymi szufladami i szafami kuchennymi. Są też często reliktem, który pozwala nam na "chomikowanie" zbyt dużej ilości przedmiotów.
Szafki kuchenne nie są najlepszym sposobem przechowywania
W kuchni zachodzi dość prosta i naturalna organizacja – przedmioty, które wykorzystujemy na bieżąco, znajdują się w najbardziej dostępnych miejscach. Sztućce znajdują się w szufladzie tuż pod blatem, talerze ustawione są na najniższej półce szafki kuchennej, a cukier i sól zazwyczaj stawia się w miejscu, które jest w naszym zasięgu wzroku.
Odwróćmy na moment tę sytuację. W przeciętnej kuchni istnieje pokaźna przestrzeń, do której nikt nie zagląda. Często są to rzadziej (albo wcale) używane akcesoria AGD, zastawa sprzed 30 lat, która "kiedyś się przyda", a także garnki i patelnie, które są kompletnie niepotrzebne, ale nie wiadomo, do którego kosza je wyrzucić. Bardzo często zdarza się, że umieszczamy te przedmioty jak najdalej od siebie – w rozumieniu – na najwyższych półkach kuchennych szafek.
I to jest zrozumiałe, ale tworzy się nam z tego prawdziwe "cmentarzysko" przedmiotów, które pozbawione jest jakiegokolwiek ładu i składu, a co więcej – często sami nie wiemy, co w odmętach naszych szafek się znajduje. A potem znajdujemy kryształowy wazon, który jest w rodzinie od 5 pokoleń i nie możemy wyjść z zaskoczenia, jak to się tam w zasadzie znalazło. Bo nie widzieliśmy go od 15 lat, odkąd zniknął w kuchennej otchłani.
Ujmijmy to tak – jeśli do danej przestrzeni w kuchni ciężko się dostać albo wymaga to wykorzystania drabiny (lub – co gorsza – niestabilnego taboretu), przegrywamy z automatu walkę o funkcjonalność i ergonomię.
Wadliwej ergonomii czas powiedzieć dość
Warto więc zmienić nieco nastawienie i potraktować sprawę z należytą powagą – kuchnia to serce domu, tu każda pomyłka organizacyjna będzie uprzykrzać nam codzienność. Sentymenty proponuję więc wsadzić do gabloty w salonie. A rupiecie do kosza, ewentualnie do piwnicy. A jeśli nie ma takiej możliwości – domowy sposób, sprawdzona w boju rekomendacja – stara zastawa może być naprawdę wszędzie, tylko nie w kuchni. Nawet jeśli przez najbliższe 10 lat (bo w końcu się przyda!) będzie bić się o kurz ze starymi kocami.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Ergonomia jest ważna, ale nie zapominajmy o codziennej higienie. Spód szafek kuchennych to jedno z najbardziej brudnych miejsc w domu. Zbiera się tu kurz, ale także wilgoć, potencjalnie również zanieczyszczenia z kuchenki gazowej, coraz częściej także osad z ryżowaru, no i oczywiście skrapla się tu para wodna z czajnika.
Miejsce to wymaga regularnego czyszczenia i bardzo często narażone jest na pęcznienie, rozklejanie się i niewielkie uszkodzenia, które z czasem się akumulują i mogą być problematyczne.
Oldschoolowe kuchnie nie były projektowane pod kątem parady AGD na naszych blatach. Nasze plecy nie były "projektowane" z myślą o wyciąganiu ciężkich talerzy znad głowy. Systemy przechowywania mogą być znacznie lepsze i wygodniejsze.






