Donald Tusk
Donald Tusk ma plan na zwycięstwo w kolejnych wyborach. Fot. Flickr.com / KPRM

Nadchodzący polityczny bój może wyglądać zupełnie inaczej, niż jeszcze niedawno zakładano. Za kulisami zaczynają się układać plany, które mogą mocno namieszać zarówno po prawej, jak i lewej stronie sceny politycznej. W reakcji na najnowszy pomysł Jarosława Kaczyńskiego Donald Tusk już kalkuluje swoje możliwości. Te kalkulacje dla części jego sojuszników mogą okazać się bardzo brutalne.

REKLAMA

Jarosław Kaczyński snuje wizję o prawicowym froncie prezydenckim, który połączy skłócone ze sobą stronnictwa i zapewni możliwość ponownego rządzenia Polską konserwatywnym środowiskom. Miał nawet poprosić Karola Nawrockiego o patronat nad tego typu projektem.

Plan lidera PiS nie umyka uwadze rządzącej koalicji. Szczególnie że może być dla niej niezwykle niekorzystny. Sondaże są bezlitosne, a KO, choć cieszy się najwyższym poparciem, nie może liczyć na łatwe utrzymanie rządów w przyszłym roku. Wręcz odwrotnie.

Cóż czynić, gdy widmo porażki w wyborach 2027 coraz bliżej?

Jak podaje Onet, powołując się na ważnego polityka obozu władzy, "Komunikat Tuska był jasny – jeśli prawica zbierze się do kupy, trzeba będzie zareagować". W trakcie spotkania liderów koalicji szef rządu wskazał potencjalne rozwiązanie politycznego kryzysu. Mowa tu o wspólnym starcie w wyborach – w ramach jednego komitetu rządzącej koalicji.

Z czego wynika potencjalny krok premiera? To czysta i brutalna matematyka wyborcza spowodowana stosowaniem metody D'Hondta w trakcie wyborów parlamentarnych. Upraszczając, to, jak liczony jest rozkład mandatów, sprzyja większym ugrupowaniom. Niskie wyniki lokalne mogą przełożyć się na spadek reprezentacji w Sejmie posłów z list wyborczych o niższym poparciu. Strategiczne połączenie się w jeden blok było zresztą rozważane także w poprzednich wyborach, ale ostatecznie odrębny start okazał się dla koalicji 15 października wystarczająco korzystny, by zdobyć władzę.

Rozwiązanie ma też pewne oczywiste wady, co również jest przedmiotem debaty obozu rządzącego. Jak podaje Onet, przeciwny pomysłowi wspólnej listy jest marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty, który miał wręcz określić to przepisem na całkowite zniszczenie Nowej Lewicy. Warto dodać, że Lewica w większości sondaży wyborczych przekracza próg, w przeciwieństwie do PSL i Polski 2050.

Jednocześnie Nowa Lewica ma konkurencję, która z łatwością będzie atakować ją z perspektywy wspólnego startu z Donaldem Tuskiem. Mowa tu o partii Razem, której przedstawiciele regularnie i ostro krytykują decyzje władzy.

Trzecia droga niezgody i mariaż PSL z KO

Dużym sukcesem wyborczym w ubiegłych wyborach był wynik Trzeciej Drogi. Ugrupowanie, którego twarzami byli Władysław Kosiniak-Kamysz i Szymon Hołownia, uzyskało niebagatelny wynik 14,40 proc. Obecne sondaże wyborcze na partiach składających się na to ugrupowanie nie zostawiają suchej nitki. Polska 2050 szoruje po dnie, a PSL radzi sobie niewiele lepiej.

Dalsza część artykułu poniżej.

Badania, w których partie te uzyskują próg wyborczy, praktycznie się nie zdarzają, a ich średnie poparcie sondażowe według ewybory.eu to w tym momencie odpowiednio – 1,3 proc. i 2,7 proc. (stan na 14 sierpnia 2026 roku). Jak widać, nawet łącznie poparcie (gdyby podjęto decyzję o starcie w ramach koalicji) nie przełoży się na sukces wyborczy, bo do progu (w tym wypadku) 8 proc. sporo brakuje.

Zresztą takie decyzje są czysto hipotetyczne w sytuacji, gdy sam Władysław Kosiniak-Kamysz twierdzi, że liderce Polski 2050, Katarzynie Pełczyńskiej-Nałęcz bliżej jest do partii Razem niż do rządzącej koalicji.

Jednocześnie kwestia "frontu prezydenckiego" wciąż pozostaje niepewna. Bo choć Konfederacja WiN, Prawo i Sprawiedliwość i Rozwój Plus deklarują chęć udziału w takim projekcie (ale z pewnymi ograniczeniami – np. Krzysztof Bosak nie chce premiera z ramienia PiS), Konfederacja Korony Polskiej nie jest tak aż tak entuzjastycznie nastawiona do tego pomysłu.