
Za nami wiele dni niepewności, co do oficjalnego statusu posłów PiS, którzy weszli w skład klubu parlamentarnego Rozwój Plus z Mateuszem Morawieckim na czele. W końcu jednak w czwartek poznaliśmy decyzję władz partii, której w sumie każdy się spodziewał, ale wymagała długiego wyczekiwania.
Kiedy upłynął termin ultimatum Jarosława Kaczyńskiego wobec członków stowarzyszenia Rozwój Plus, którzy nie zdecydowali się na podpisanie tak zwanych lojalek, mieli oni zostać oficjalnie wyrzuceni z partii. Tak się jednak nie stało. Po obradach Komitetu Politycznego, który miał tylko przyjąć tę informację, dopełnić formalności i usunąć polityków z partii, sprawę skierowano do rzecznika dyscyplinarnego Karola Karskiego.
Wcześniej Kaczyński zmienił ton wobec Morawieckiego, a późniejsze tłumaczenia rzecznika PiS, który przekonywał, że teraz to "rozłamowcy" sami powinni złożyć rezygnację z członkostwa, obserwatorzy sceny politycznej nazwali farsą. Mateusz Morawiecki w tym czasie postanowił nie czekać na oficjalne potwierdzenia i uruchomił swój klub parlamentarny Rozwój Plus, przez co PiS traci status hegemona po 11 latach. Do dzisiaj status posłów PiS, którzy zdecydowali się wstąpić do Rozwój Plus, był więc wciąż niejasny, jednak teraz w końcu dostaliśmy jasną odpowiedź.
Pisma już rozesłane. Kogo dokładnie wyrzucił partyjny sąd?
Informację o formalnym skreśleniu z list Prawa i Sprawiedliwości zdecydowanej większości polityków Rozwoju Plus jako pierwsi przekazali dziennikarze Wirtualnej Polski. Z ustaleń serwisu wynika, że do parlamentarzystów zaczęły spływać dokumenty z orzeczeniem sądu dyscyplinarnego PiS.
W pismach datowanych na 13 sierpnia władze ugrupowania jasno stwierdzają, że transfer do nowej formacji pod szyldem Rozwoju Plus był poważnym złamaniem regulaminu. W uzasadnieniu powołano się na rażące naruszenie artykułu 39 w zw. z artykułem 36 (ustępy 1 i 2) partyjnego statutu. To wokół tych samych zapisów Morawiecki ładnie podsumował zachowanie PiS jeszcze przed dzisiejszymi doniesieniami. W konsekwencji, bazując na punkcie 4 artykułu 40 wspomnianego statutu, podjęto decyzję o wykluczeniu "niepokornych" działaczy ze struktur ugrupowania.
Jak dowiedziała się WP, sankcje nie dotknęły jednak od razu wszystkich. Z postępowania na ten moment wyłączeni zostali reprezentanci w Parlamencie Europejskim wybrani z list PiS, którzy również poszli za Morawieckim. Chodzi o trzy osoby: Michała Dworczyka, Waldemara Budę i Piotra Müllera.
Niedługo po pierwszych doniesieniach, informacje te potwierdził także Polsat News. Stacja doprecyzowała, że z partii usunięto dokładnie 38 posłów, w tym Mateusza Morawieckiego, oraz dwóch senatorów, którzy do parlamentu dostali się z list PiS. Decyzja miała zapaść w czwartek podczas posiedzenia sądu dyscyplinarnego. A te straty nie kończą się zresztą jedynie w parlamencie, ponieważ ostatnio PiS chudnie w oczach także w samorządach.
W rozmowie z Polską Agencją Prasową rzecznik dyscyplinarny PiS Karol Karski, cytowany później przez TVN24, potwierdził, że Koleżeński Sąd Dyscyplinarny PiS zdecydował o wykluczeniu z partii łącznie 40 parlamentarzystów (38 posłów i dwóch senatorów) wchodzących w skład klubu Rozwój Plus, w tym byłego premiera Mateusza Morawieckiego. Karski zaznaczył przy tym, że sąd nie rozpoznawał w czwartek przypadków trzech europosłów.
Rzecznik dodał również, że politycy mają siedem dni na odwołanie się od tej decyzji. W przypadku braku odwołania, po tym czasie oficjalnie przestaną być członkami PiS. Przed nimi budowa struktur od zera, a jak wyliczał INNPoland, Morawiecki ma miliony, ale nie kupi sobie partii bez wielomilionowych nakładów.
Zobacz także
Reakcje wyrzuconych. "Przestałem telefon odbierać"
Na najnowsze kroki władz z Nowogrodzkiej szybko zareagowali sami zainteresowani. Wirtualna Polska otrzymała w tej sprawie komentarz od posła Szymona Szynkowskiego vel Sęka. – To tylko potwierdza wcześniejsze deklaracje prezesa i rzecznika dyscyplinarnego partii. Żałuję, że Prawo i Sprawiedliwość upatruje źródeł swojego szybkiego sukcesu w wyrzuceniu byłego premiera oraz kilkudziesięciu posłów i posłanek. Niemniej jednak nie obrażam się i życzę Prawu i Sprawiedliwości, mimo wszystko, jak najlepiej – zaznaczył.
Z kolei w programie "Punkt widzenia Szubartowicza" na antenie Polsat News do sprawy odniósł się europoseł Waldemar Buda. – Ja nie chcę w tym uczestniczyć, ponieważ decyzja polityczna o naszym wykluczeniu zapadła dwa i pół tygodnia temu. Ja się wsłuchuję w głos pana prezesa Kaczyńskiego, który powiedział, że niezłożenie lojalek to jest wykluczenie. Ja traktuję to jako dobrą monetę, jestem przekonany, że taki był ich cel – wskazywał polityk. Buda ujawnił ponadto w trakcie telewizyjnej rozmowy, że: "Szczerze to nawet od pana profesora Karskiego przestałem telefon odbierać".






