
Tegoroczny długi weekend sierpniowy zachwyca pogodą, ale nie terminem. Wysokie temperatury zachęcają do odpoczynku nad morzem czy w górach. Równocześnie jednak ceny noclegów na ostatnią chwilę przyprawiały o zawrót głowy. Przekonali się o tym turyści, którzy postanowili spędzić ten weekend w Zakopanem i Kołobrzegu.
Sierpień przyniósł lato w kluczowym momencie. Nie od dziś wiadomo, że to właśnie tydzień z 15 sierpnia jest kulminacyjnym punktem każdego sezonu wakacyjnego. Od tego momentu turystów będzie już raczej mniej, bo pogoda bywa wtedy kapryśna, a co najważniejsze – rodziny zaczynają przygotowania do rozpoczęcia roku szkolnego. Nic więc dziwnego, że ceny noclegów na ostatnią chwilę wystrzeliły jak szalone. Trudno było także o bilety na pociąg z Zakopanego do Warszawy.
Szalone ceny noclegów nad Bałtykiem. W Kołobrzegu drożej nawet o 100 proc.
Tegoroczny długi weekend sierpniowy nie jest idealny pod względem terminu. 15 sierpnia, czyli ustawowy dzień wolny od pracy, przypada w sobotę, więc tylko część pracowników dostała dodatkowy dzień wolny. Na szczęście większość firm zdecydowała o jego odbiorze w piątek 14 sierpnia lub w poniedziałek 17 sierpnia, więc pracownicy i tak dostali 3 dni wolnego z rzędu.
A ponieważ za oknem temperatury sięgają 30 st. C, wiele osób postanowiło wykorzystać ten czas na zwiedzanie i odpoczynek. Dziennikarze serwisu "Fakt" spędzają długi weekend w Kołobrzegu, gdzie szeroka plaża zapełniła się parawanami, parasolami i wczasowiczami. Ci nie ukrywali jednak, że ceny noclegów na ostatnią chwilę były czystym szaleństwem.
– Tydzień przed wyjazdem ceny były jeszcze normalne. Ale od połowy tygodnia, gdy wszyscy przypomnieli sobie o długim weekendzie, ceny poszybowały nawet o 100 proc. – opowiedziała dziennikarzom Ania, która wraz z mężem i dwoma synami odpoczywa w Kołobrzegu. Wynajęli domek nieco dalej od plaży, aby obniżyć koszty wyjazdu.
– Wczasy nad Bałtykiem nie muszą być drogie. Wszystko zależy od wyborów. Czasami idziemy na obiad, który kosztuje 250 zł dla całej rodziny, ale też korzystamy z barów mlecznych, gdzie za dwudaniowy obiad z kompotem płacimy 30 zł od osoby – dodała turystka.
Zobacz także
Długi weekend w Zakopanem bardzo tłoczny. O bilecie na Pendolino trzeba było zapomnieć
Bardzo podobnie wygląda sytuacja w Zakopanem. Stolica polskich Tatr zyskuje na rosnącym zainteresowaniu górskimi wędrówkami. A ponieważ warunki na szlakach są wręcz idealne, i tam nie zabrakło chętnych na noclegi.
Michał na wyjazd w góry zdecydował się spontanicznie. Chciał wykorzystać pogodę, a przy okazji zobaczyć też częściowe zaćmienie słońca. Noclegu w Zakopanem zaczął szukać 9 sierpnia. Efekt? Za pobyt w terminie 12-15 sierpnia musiał zapłacić ok. 2 tys. zł. Poniżej tej kwoty dostępnych było dosłownie kilka opcji.

Na rozmówca ostatecznie zrezygnował więc ze słynnego kurortu i postawił na Kościelisko. – Udało mi się znaleźć nocleg w Kościelisku za 459 zł. Pokój mały, jednoosobowy, łazienka wspólna, ale nie wiem, czy ktoś poza mną w ogóle z niej korzystał, bo wszystkie pozostałe pokoje miały własną. Więc nie było tragedii, biorąc pod uwagę, że rezerwowałem na ostatnią chwilę – dodał.
Problemem okazał się natomiast powrót. Michał po długich wędrówkach chciał dostać się do Warszawy szybko i wygodnie, więc wybrał Pendolino. Jednak żeby móc się nim cieszyć, musiał wrócić do Warszawy w sobotę, a nie w niedzielę. Powód? Brak biletów. – Nawet dzisiaj podstawili dwa składy Pendolino, żeby pomieścić wszystkich turystów – relacjonował w sobotę.
To pokazuje, że dla polskich turystów cena nie gra już tak dużej roli. Jeżeli chcą ruszyć na zwiedzanie, po prostu to zrobią. A hotelarze i restauratorzy szybko wykorzystują tę okazję, żeby zarobić więcej. Zwłaszcza że tegoroczny sezon był dla nich finansowym rollercoasterem.






