Zmartwiony Donald Tusk w czasie posiedzenia rządu
Sondaż: dwa bloki zamiast siedmiu list. Koalicja Donalda Tuska z 55,4 proc. i 12 punktami przewagi Fot. KPRM / Flickr

Gdyby największe partie poszły do wyborów w dwóch wielkich blokach, to lista skupiona wokół Koalicji Obywatelskiej mogłaby liczyć na 55,4 proc. głosów. Zjednoczona prawica z PiS-em dostałaby 43,1 proc. Różnica to ponad 12 punktów procentowych. Najpierw jednak trzeba by było się dogadać, a tym, jak wszyscy wiemy, często jest problem.

REKLAMA

O łączeniu sił przed wyborami mówi się w polskiej polityce od miesięcy, a po nowym sondażu Tusk musi usiąść z koalicjantami. Nie ma po prostu innej opcji. Przy osobnym starcie ani obóz rządzący, ani opozycja nie zbierają większości. Dwie sondażownie policzyły oba warianty i wyszły z tego dwa zupełnie różne Sejmy.

Dwa bloki wyborcze i 12 punktów przewagi. Sondaż Pollster dla "Super Expressu"

Instytut Badań Pollster zapytał Polaków, jak głosowaliby, gdyby duże partie wystawiły wspólne listy. Blok wyborczy to jedna lista, na której kandydaci kilku ugrupowań startują razem, pod wspólnym szyldem.

  • Blok wokół KO – Koalicja Obywatelska, Nowa Lewica, Polska 2050, Unia Centrum, PSL i Partia Razem: 55,4 proc.
  • Blok prawicy – PiS, obie Konfederacje i środowisko Mateusza Morawieckiego: 43,1 proc.
  • Inne ugrupowania – 1,5 proc.
  • Badanie na zlecenie "Super Expressu" przeprowadzono 19 i 20 sierpnia na próbie 1001 dorosłych Polaków.

    Przy osobnym starcie sześć partii w Sejmie. Sondaż IBRiS dla "Rzeczpospolitej"

    Inaczej wygląda scenariusz, w którym każda partia startuje solo. Opublikowany we wtorek sondaż IBRiS dla "Rzeczpospolitej" daje taki podział:

  • Koalicja Obywatelska – 28,1 proc.
  • Prawo i Sprawiedliwość – 18,1 proc.
  • Konfederacja – 13,2 proc.
  • Konfederacja Korony Polskiej – 8,8 proc.
  • Lewica – 6,6 proc.
  • Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego – 6,4 proc.
  • Partia Razem może liczyć na 4,6 proc. głosów, czyli tuż pod progiem wyborczym, który wynosi 5 proc. To wynik bez odjęcia osób niezdecydowanych. Wśród partii, które weszłyby do Sejmu, nie ma ani Polski 2050, ani PSL, czyli właśnie dwóch obecnych koalicjantów KO.

    Klincz w Sejmie. Dlaczego rozdrobnienie kosztuje mandaty

    "W Sejmie powstałby klincz" – podsumowuje "Rzeczpospolita". Może więc dojść do sytuacji, w której nikt nie ma większości i rządu nie da się zbudować bez pójścia na ustępstwa. O tym, ile mandatów daje dany wynik procentowy, decyduje metoda d'Hondta.

    KO wygrywa wybory, ale z dzisiejszymi partnerami rządzić już nie może. Nawet doliczenie Lewicy i Razem daje jej w sumie około 39 proc. głosów. To za mało, by rządzić bez patrzenia się na innych.

    Prawica ma matematyczne szanse, ale musiałaby posadzić przy jednym stole PiS, Konfederację, Grzegorza Brauna i Mateusza Morawieckiego. A ten ostatnio przecież toczy wojnę o wpływy ze swoją poprzednią partią. i sam potrzebuje sojuszników. To cztery środowiska, które publicznie się ze sobą spierają.

    W wariancie z dwiema listami ten problem znika, bo blok KO ma wygodną większość, a prawica konkretne straty do nadrobienia. Wspólny start przestaje więc być dla obu stron kwestią wyboru i staje się warunkiem koniecznym, by zdobyć władzę w Polsce.