
Pojawiły się wyniki nowego sondażu, w którym to Polacy wyrazili swoje poparcie dla obecnej koalicji rządzącej, gdyby wystartowała w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych ze wspólnej listy. Wynik 46,65 proc. powinien dać Donaldowi Tuskowi i jego koalicjantom do myślenia.
Do wyborów parlamentarnych zostało trochę ponad rok, jednak w przestrzeni publicznej już teraz pojawiają się polityczne spekulacje i przymiarki dotyczące tego, kto pójdzie do nich na wspólnych listach. Obecne zestawienia sondażowe nie dają bowiem żadnemu ugrupowaniu bezpiecznej przewagi – sytuacja nie wygląda stabilnie ani dla Koalicji Obywatelskiej, ani dla Prawa i Sprawiedliwości.
Chociaż Donald Tusk notuje wyższe poparcie, nie gwarantuje mu to obecnie samodzielnego objęcia władzy. Na notowaniach KO ciążą też głośne w ostatnim czasie sprawy, takie jak afera ze Szpitalem Południowym czy niedawna afera powodziowa. Premier próbuje ratować sytuację, zapowiadając m.in. rewolucję w podatkach lub przywracając rządowy program CPN. Może jednak wystarczyłoby, aby po prostu usiadł do rozmów ze swoimi obecnymi koalicjantami?
Wspólna lista koalicji i szansa na samodzielną większość
Przypomnijmy, że obecna koalicja rządowa opiera się na porozumieniu Koalicji Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego, Polski 2050 oraz Nowej Lewicy. Od wyborów z 15 października 2023 roku układ sił uległ jednak widocznym zmianom. Startujący wówczas komitet wyborczy Trzeciej Drogi oficjalnie się rozpadł, a tworzące go partie – PSL i Polska 2050 – notują obecnie w sondażach wyniki nierzadko oscylujące poniżej progu wyborczego.
W związku z tym Instytut Badań Pollster na zlecenie "Super Expressu" postanowił zapytać Polaków, na kogo oddaliby głos w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych, gdyby obecna władza znów połączyła siły. Badanym zaproponowano szeroką koalicję, w skład której weszłyby: Koalicja Obywatelska, PSL, Nowa Lewica, Polska 2050, Unia Centrum oraz Partia Razem. Okazuje się, że taki wspólny komitet mógłby liczyć na poparcie rzędu 46,65 proc. To z kolei wynik, który w przeliczeniu na mandaty wystarczyłby najprawdopodobniej do uzyskania samodzielnej większości w parlamencie. Politycy mają więc o czym myśleć.
Na kolejnych miejscach w tym badaniu znalazło się Prawo i Sprawiedliwość z wynikiem 23,57 proc., a za nimi uplasowała się Konfederacja Wolność i Niepodległość, na którą chęć oddania głosu zadeklarowało 13,81 proc. badanych. Stawkę zamykają Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna z poparciem rzędu 9,50 proc. oraz formacja Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego, która zebrała 5,46 proc. głosów. Odpowiedź "inna partia" wskazało w ankiecie zaledwie 1,01 proc. respondentów.
Zobacz także
Co ze zjednoczeniem po stronie dzisiejszej opozycji?
A jak prezentuje się podobny schemat po prawej stronie sceny politycznej? Prawo i Sprawiedliwość również nie znajduje się ostatnio w najlepszym położeniu sondażowym, a sama partia w ostatnich tygodniach mierzy się z kolejnymi poważnymi problemami. Szeregi ugrupowania opuścił jeden z kluczowych polityków, Mateusz Morawiecki, do którego zaczęli jeszcze dołączać inni działacze od lat związani z PiS. A jakby tego było mało dla Jarosława Kaczyńskiego, to PiS po rozłamie dostało kolejny cios w postaci odmowy otrzymania pieniędzy z państwowych dotacji i subwencji, ponieważ sąd ostatecznie oddalił złożoną w tej sprawie kasację.
Pracownia SW Research przeprowadziła badanie na zlecenie portalu Onet, zadając Polakom pytanie: "Czy zagłosował(a)byś na wspólną listę PiS, Konfederacji oraz Rozwoju Plus w najbliższych wyborach parlamentarnych?".
Uzyskane wyniki i w tym przypadku dają do myślenia, jednak tym razem Morawieckiemu i Kaczyńskiemu. Ponad połowa respondentów, bo aż 53,6 proc., zadeklarowała jednoznacznie, że nie oddałaby głosu na ewentualną wspólną listę PiS, Konfederacji i formacji Rozwój Plus. Przeciwnego zdania było 26 proc. badanych, którzy poparliby taki blok. Z kolei 20,5 proc. ankietowanych nie potrafiło udzielić na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi.
Choć Jarosław Kaczyński już kilkukrotnie podkreślał w wypowiedziach, że o jakiejkolwiek współpracy z partią Grzegorza Brauna nie ma mowy, to pozostałe prawicowe formacje – przynajmniej w teorii – także miałyby szanse na stworzenie rządu.






