
Po wakacjach w urokliwych miejscach wracamy do domu, zamykamy okna i nagle odkrywamy, jak jest tu głośno. Stukot talerzy i bębna pralki, kroki na podłodze, telewizor i rozmowa, która odbija się echem od ścian. Wszystko słychać. Zanim zrzucimy winę na sąsiada czy, rozejrzyjmy się po salonie, bo często to on sam robi najwięcej hałasu. Nowoczesne trendy w architekturze rozwiązują wiele problemów.
Modne wnętrza kochają twarde powierzchnie i minimalizm: płytki na podłodze, gładkie ściany, szkła, lustra i ukrywanie rzeczy w meblach. Do tego dochodzi otwarta strefa dzienna. Polacy masowo rezygnują z wiszących szafek, a ściankę działową między kuchnią a salonem, typową dla bloków z wielkiej płyty, coraz częściej się wyburza.
"Obecnie największym problemem w pomieszczeniach jest niedostatek materiałów miękkich, pochłaniających dźwięk" – pisała w "Muratorze" Magda Szubert ze Stowarzyszenia "Komfort Ciszy".
Pogłos w mieszkaniu. Dlaczego pusty salon brzmi jak studnia?
Winny jest pogłos. To dźwięk, który po wypowiedzeniu słowa jeszcze chwilę krąży po pokoju, bo odbija się od podłogi, ścian i sufitu. Jak w pustej klatce schodowej (lub Stadionie Narodowym). Akustycy mierzą go w sekundach, do momentu, aż dźwięk wygaśnie.
Skalę zjawiska pokazały pomiary Césara Díaza i Antonii Pedrero, akustyków z Politechniki Madryckiej. W latach 2000–2003 zbadali 11 687 pomieszczeń w mieszkaniach w regionie Madrytu.
W pokoju o kubaturze 20–30 m3 (ok. 8–12 m2 podłogi) pogłos przy średnich częstotliwościach trwał 0,36 s z meblami i aż 1,46 s bez nich, czyli mniej więcej cztery razy dłużej. "Pochłanianie dźwięku zapewniają głównie meble i wystrój" – podsumowali autorzy badania.
Każdy dywan czy zasłona, z których rezygnujemy dla minimalistycznego efektu, to mniej materiału wyciszającego wnętrze. Długi pogłos męczy też słuch. Badacze z Vanderbilt University Medical Center sprawdzili, że w pomieszczeniu z echem trzeba się bardziej skupiać, żeby zrozumieć rozmówcę. Uczestnicy czuli ten wysiłek nawet wtedy, gdy słyszeli wszystkie słowa tak samo dobrze jak w cichszym pokoju.
Zobacz także
Jak wygłuszyć salon, żeby nie wyglądał jak studio nagrań?
Najprostsza metoda to powrót miękkich rzeczy. Stowarzyszenie "Komfort Ciszy" radzi położyć miękki dywan, a zamiast rolet powiesić gęsto marszczone zasłony z grubej tkaniny. Poleca też otwarte regały z książkami, bo przeszklone biblioteczki po prostu odbijają dźwięk.
Według stowarzyszenia w pomieszczeniach do ok. 100 m3 (np. pokój ok. 40 m2 o wysokości 2,5 m) taki zestaw z tapicerowanymi meblami zwykle wystarcza. Pojedyncze rośliny doniczkowe, wbrew obiegowej opinii, prawie nie tłumią dźwięku.
Gdy tkaniny to za mało, wchodzą panele akustyczne – i coraz rzadziej przypominają szarą piankę z sali prób. Producenci mają w ofertach filcowe panele ścienne w szerokiej palecie kolorów i z nadrukiem, a obok nich lampy i obrazy akustyczne, chmury podwieszane pod sufitem czy fronty mebli z materiału pochłaniającego dźwięk.
W naTemat pisaliśmy, że lamele miały dodać wnętrzu klasy, ale w małym mieszkaniu robią dokładnie odwrotnie. Stąd coraz więcej osób odsyła lamele do lamusa. Można w ich miejsce powiesić eleganckie panele.
Liczy się też miejsce. Naukowcy z Politechniki Śląskiej w symulacjach komputerowych sprawdzili, że ten sam kawałek materiału pochłaniającego działa inaczej w poziomie (sufit), a inaczej w pionie (ściana). Nie miało za to znaczenia, na której ze ścian go umieszczono, a różnice były najwyraźniejsze w słabo wytłumionych, "gołych" pomieszczeniach.
W otwartej strefie dziennej "Komfort Ciszy" poleca akustyczne wyspy na suficie nad stołem lub kanapą. Uzupełnia je panel na ścianie, którego środek wypada na wysokości głów siedzących osób.
Z wygłuszaniem nie trzeba przesadzać. Szwajcarscy badacze z instytutu Empa sprawdzali w laboratorium, jak ludzie odbierają dźwięki na podwórkach między blokami. Najlepiej wypadało umiarkowane pochłanianie, a gorzej zarówno twarde, jak i przesadnie wytłumione elewacje. Choć chodziło o podwórka, a nie salony, to dobra wskazówka, by nie oklejać każdej ściany i zachować umiar.
Które pokoje wygłuszyć i ile to kosztuje?
Nie trzeba wygłuszać całego domu. "Komfort Ciszy" wskazuje przede wszystkim otwartą strefę dzienną z kuchnią, wysokie hole otwarte na piętro oraz pokój do pracy. Przy biurku pod ścianą wystarczy tam panel akustyczny, a przy biurku w narożniku panele na obu ścianach (na wysokości głosu). W sypialni sprawdzi się tapicerowany zagłówek łóżka.
Ceny paneli akustycznych mają ogromny rozstrzał. W ofertach sklepów internetowych (stan na 10 września 2026 r.) najtańsze są piankowe "piramidki" i płytki Trapez 50 × 50 po 16,55 zł i 19,10 zł za sztukę, ale z wyglądu przypominają raczej salę prób niż salon. Za drewniany Akupanel WoodUpp zapłacimy 399 zł, za absorber t.akustik Stripe 759 zł, a za panele POLY od 1445,25 zł do 2028,27 zł za sztukę.
Porównując oferty, trzeba patrzeć na wymiary, bo ceny zwykle podawane są za sztukę (bo najczęściej wystarczy nam właśnie jedna czy dwie sztuki). Panel ścienny Denios 25 × 200 cm kosztuje 1414,50 zł, czyli ok. 2830 zł za m2. Felthe podaje cenę katalogową od 285 zł netto za m2 filcu PET, a autorzy poradnika w serwisie skarnews.pl szacują filcowe panele na 80–220 zł za m2.
Według tego samego poradnika wyciszenie gabinetu 12 m2 to ok. 1500 zł za materiał, a salonu 25 m2 z problemem niskich tonów – 2500–5000 zł. Do rachunku trzeba doliczyć dostawę, ale ale za to nie musimy zatrudniać do tego fachowców.
Lekkie panele filcowe można przykleić taśmą montażową i zdjąć bez remontu (to spora zaleta również dla najemców). Wady? Filc może się uszkodzić, a przede wszystkim panele nie zatrzymają hałasu zza ściany.
W nowym budownictwie działówki bywają z kolei coraz cieńsze. Jak opisywał INNPoland, deweloper pokazał, jak oszczędza, zastępując 18-centymetrowe pustaki 8-centymetrowymi. Na sąsiada potrzebna jest porządna izolacja ścian i stropów (nowe wymogi mają to zaostrzyć), a z pogłosem we własnym salonie poradzą sobie nawet gruby dywan i ciężkie zasłony.






