
Upór Jarosława Kaczyńskiego w kwestii zatrzymania Zbigniewa Ziobry w szeregach PiS zderzył się z brutalną rzeczywistością. Wyniki najnowszego sondażu SW Research pokazują wprost: zdecydowana większość Polaków domaga się natychmiastowego wyrzucenia byłego ministra z partii w związku z aferą Zondacrypto.
Ponad 56 procent badanych nie ma wątpliwości – wiceprezes partii powinien ponieść konsekwencje za przyjęcie setek tysięcy złotych od szefa giełdy kryptowalut. Czy prezes PiS zaryzykuje utratę umiarkowanych wyborców, by chronić najtwardszy elektorat wierzący w "spisek Tuska"?
Afera Zondacrypto uderza w opozycję. Ten sondaż to jasne ostrzeżenie dla Jarosława Kaczyńskiego
Zeznania o "ukręcaniu łba" śledztwom za miliony złotych i 450 tysięcy przelane na fundację byłego szefa resortu sprawiedliwości. Sprawdzamy, jak Polacy oceniają postawę Zbigniewa Ziobry i dlaczego ochrona kompromitującego polityka staje się dla PiS obciążeniem nie do udźwignięcia.
Upór Jarosława Kaczyńskiego w sprawie niewyrzucania Zbigniewa Ziobry z Prawa i Sprawiedliwości może budzić spore zdziwienie. Choć lider Nowogrodzkiej konsekwentnie roztacza parasol ochronny nad byłym ministrem sprawiedliwości, najnowszy sondaż agencji SW Research dla rp.pl wykazuje, że Polacy nie kupują tłumaczeń o "błędach bez świadomości".
Większość społeczeństwa oczekuje jednoznacznego relegowania skompromitowanego polityka z szeregów największej partii opozycyjnej. Chyba że prezes PiS świadomie kalkuluje i gra na najtwardszy, oblężony elektorat – ten sam, który nie uwierzy w żadną aferę z udziałem poszukiwanych polityków Suwerennej Polski, a całą sprawę Zondacrypto uważa za kolejny "spisek Donalda Tuska".
Zobacz także
Wyniki sondażu. Polacy żądają głowy Zbigniewa Ziobry
Uczestników badania SW Research zapytano wprost, czy PiS powinien usunąć Zbigniewa Ziobrę z szeregów partii w związku z przyjęciem pieniędzy od szefa Zondacrypto. Aż 56,8 proc. respondentów odpowiedziało twierdząco, jedynie 12,8 proc. sprzeciwia się relegowaniu byłego ministra z szeregów partii. Spora grupa (19,5 proc.) nie ma na ten temat wyrobionego zdania, zaś 10,9 proc. o sprawie w ogóle nie słyszało.
Co ciekawe, odsetek osób domagających się usunięcia Ziobry rośnie proporcjonalnie do poziomu dochodów respondentów: od 52 proc. w grupie zarabiającej do 3000 zł, aż po 67 proc. wśród osób z dochodem powyżej 7000 zł.
Skalę zainteresowania widać po tym, jak wiele wątków wciąż czeka na wyjaśnienie. Wystarczy przypomnieć tajemnice skrywane przez Krala – od zaginięcia założyciela giełdy, przez politykę, po ukradzione miliony klientów.
450 tysięcy na fundację i pożyczka na prawników
Tłem dla fatalnych ocen społecznych są ujawnione kulisy finansowania Fundacji Instytut Polski Suwerennej, której patronuje Ziobro. Na przełomie października i listopada prezes giełdy Zondacrypto (dawniej BitBay), Przemysław Kral, przelał na konto fundacji 450 tysięcy złotych – co stanowiło jedyny przychód tej organizacji w całym roku.
Niedługo potem były minister wyciągnął z konta fundacji 57 tysięcy złotych pożyczki, przeznaczając je na sfinansowanie własnej obrony procesowej w związku ze śledztwem dotyczącym Funduszu Sprawiedliwości. Sam Ziobro tłumaczył w mediach, że darczyńcę zweryfikowano "zbyt pobieżnie", a gdyby wiedział o nim to, co dziś, pieniędzy by nie przyjął.
Kaczyński bronił go z kolei słowami, że Ziobro popełnił błąd "bez świadomości, że ma do czynienia z człowiekiem parającym się działalnością przestępczą". Szerokim echem odbiły się też słowa byłej ministry edukacji prezentującej niezwykle awangardową linię obrony byłego ministra. Posłanka PiS Anna Zalewska w Radiu ZET powiedziała, że "Zbigniew Ziobro został narażony na to, żeby brać pieniądze od złodziei", bo fakt, że wziął 450 tys. zł od szefa Zondacrypto, to oczywiście wina Tuska.
Komfort obrony byłego ministra ma jednak swoje granice. Jak wynika z ustaleń mediów, Zbigniew Ziobro w USA może długo nie zabawić, bo polscy śledczy skierowali wniosek o jego wydanie. Perspektywa powrotu polityka do kraju w asyście funkcjonariuszy zmienia polityczną kalkulację Nowogrodzkiej.
Zeznania o "ukręcaniu łba" i katastrofa Zondacrypto
Tłumaczenia polityków PiS wywrócił jednak premier Donald Tusk, ujawniając w Sejmie fragmenty zeznań głównego świadka w prokuratorskim śledztwie. Z protokołów wynika, że Ziobro miał osobiście zapoznać się z aktami spraw dotyczących giełdy kryptowalut i zadeklarować, że po ewentualnym powrocie do władzy "ukręci łeb wszystkim tym sprawom". Łączna kwota "ustalona" ze świadkiem miała opiewać na 2 miliony złotych, z czego wypłacono pół miliona.
W tym samym czasie sama giełda Zondacrypto weszła w stan likwidacji. Rezerwy bitcoinów spadły o 99 proc., firma przestała wypłacać środki, a prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie piramidy finansowej, w której poszkodowani klienci stracili co najmniej 350 milionów złotych.
Dla tych, którzy gubią się w kolejnych wątkach: o co chodzi w aferze Zondacrypto, wyjaśnia historia jednego z bohaterów sprawy, który rozmawiał z założycielem giełdy tuż przed jego zaginięciem. Śledztwo nabiera przy tym tempa. Afera Zondacrypto wepchnęła 3 osoby za kraty – sąd zastosował wobec nich najsurowszy środek zapobiegawczy, czyli tymczasowy areszt.
Sprawa ma też drugie dno, niewygodne dla obozu rządzącego. Jak ustalili dziennikarze śledczy, taśmy Zondacrypto rzeczywiście istnieją, tyle że materiały mają uderzać nie w PiS, lecz w polskie służby. To pokazuje, dlaczego część polityków obu stron woli, by ta afera rozwijała się powoli.
Utrzymując Zbigniewa Ziobrę na stanowisku wiceprezesa partii, Jarosław Kaczyński zyskuje spokój na skrajnie radykalnym skrzydle, ale w oczach umiarkowanego centrum legitymizuje wpłaty od biznesmena powiązanego z gigantyczną aferą finansową. Sondaż pokazuje wyraźnie: dla blisko 57 proc. Polaków ta polityczna ochrona jest nie do przyjęcia.






