
W piątek funkcjonariusze Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości wkroczyli do domu Artura Chodzińskiego. Przeszukania miały związek ze śledztwem w sprawie Zondacrypto. Sam zainteresowany informuje z kolei, że wizyta była już wcześniej zapowiedziana i trwała zaledwie 20 minut.
O przeszukaniach prowadzonych przez służby ws. afery Zondacrypto na terenie Wrocławia poinformował w piątek za pośrednictwem mediów społecznościowych minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek.
"W śledztwie dotyczącym ZondaCrypto funkcjonariusze CBZC, działając na polecenie prokuratora ze Śląskiego Wydziału PZ PK, przeprowadzili przeszukania na terenie Wrocławia" – napisał w serwisie X.
Następnie dodał jeszcze, że "w toku czynności zabezpieczono sprzęt elektroniczny, który mógł być użytkowany przez Artura Ch. i może zawierać dane istotne dla prowadzonego śledztwa".
Artur Chodziński odpiera zarzuty o przeszukaniach
Komunikat prokuratora generalnego to potwierdzenie piątkowych doniesień Onetu. Portal informował wcześniej, że doszło do przeszukania mieszkania Artura Chodzińskiego – byłego funkcjonariusza Centralnego Biura Antykorupcyjnego, którego nazwisko pojawiało się już kilkakrotnie w doniesieniach na temat afery związanej z upadłą giełdą Zondacrypto.
Do tych przekazów medialnych szybko odniósł się w mediach społecznościowych sam zainteresowany.
"Uwaga na dezinformację. Przekazałem dzisiaj policji przygotowane przeze mnie wcześniej dokumenty, nośniki danych i inne przedmioty, które mogą być istotne dla pełnego wyjaśnienia sprawy Przemysława K. Czynność trwała ok. 20 minut. Wszystkie medialne wrzutki o jakichś 'trwających przeszukaniach' to oczywiście kłamstwo" – napisał Artur Chodziński w serwisie X.
W rozmowie z Onetem były funkcjonariusz CBA zapewniał dodatkowo, że działania służb były już wcześniej z nim ustalone. – Nie zostałem zatrzymany, nie zostały mi też przedstawione żadne zarzuty. Wizyta funkcjonariuszy była wcześniej zapowiedziana. Dobrowolnie wydałem nośniki pamięci – wskazał Chodziński cytowany przez Onet.
Zobacz także
Kim jest Artur Chodziński i co łączy go z Zondacrypto?
W okresie sprawowania władzy przez Prawo i Sprawiedliwość Artur Chodziński należał do grona kluczowych agentów Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Uczestniczył między innymi w czynnościach śledczych dotyczących afery podsłuchowej. Tamten skandal polityczny odegrał ostatecznie znaczącą rolę w odsunięciu od władzy rządu tworzonego przez koalicję PO-PSL.
Temat byłego agenta powrócił w kontekście problemów giełdy kryptowalut. Z dziennikarskich śledztw wynika, że w latach 2025-2026 Artur Chodziński pracował dla Przemysława Krala, stojącego na czele Zondacrypto. Z tytułu tej współpracy na jego konto miało trafić 600 tysięcy złotych. To jednak nie jedyny wątek w tej sprawie. Według ustaleń prasy, to właśnie były funkcjonariusz CBA miał nakłonić posła PiS Michała Moskala do głośnego spotkania z Przemysławem Kralem na Ibizie.
Nazwisko Chodzińskiego pojawiało się również między innymi wtedy, kiedy Zbigniew Ziobro przerwał milczenie ws. Zondacrypto i poinformował o przyjęciu 450 tys. zł od Przemysława Krala przez jego fundacje, w czym miał pośredniczyć właśnie były funkcjonariusz CBA.






