
Zatrzymanie Radosława Piesiewicza przez prokuraturę i osadzenie go w trzymiesięcznym aresztowaniu w związku z aferą Zondacrypto uruchomiło lawinę w Polskim Komitecie Olimpijskim. W poniedziałkowe popołudnie zarząd zbiera się, by wybrać tymczasowego szefa, ale w środowisku zamiast ulgi króluje strach przed tym, co jeszcze wypadnie z opustoszałych szaf.
Zrujnowane finanse, odrzucone sprawozdanie finansowe i osiem nazwisk na giełdzie sukcesji. Po upadku Radosława Piesiewicza władze PKOl stoją przed dylematem powierzenia sterów jednemu z wiceprezesów lub zwołania nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia. Oto scenariusze, które zadecydują o odbudowie wiarygodności polskiego sportu.
"PKOl wygląda jak Warszawa w 1945 roku". Sądny dzień we władzach polskiego sportu
Zatrzymanie Radosława Piesiewicza pod zarzutami płatnej protekcji oraz zaspokajania wybranych wierzycieli Zondacrypto z pokrzywdzeniem innych przyniosło moment, na który środowisko sportowe czekało od dawna – definitywny koniec jego ery w Polskim Komitecie Olimpijskim. Decyzja sądu o trzymiesięcznym areszcie przypieczętowała jego los.
Przypomnijmy: Radosław Piesiewicz został zatrzymany 27 sierpnia przez funkcjonariuszy CBZC w swoim warszawskim domu, na polecenie katowickiego wydziału Prokuratury Krajowej. Dzień później okazało się, że prokuratura chce aresztu dla Piesiewicza na trzy miesiące – działacz nie przyznał się do zarzutów, ale złożył obszerne wyjaśnienia.
Jednak zamiast strzelających korków od szampana, w korytarzach gmachu przy ul. Wybrzeże Gdyńskie w Warszawie panuje gęsta atmosfera niepewności i paraliżującego strachu. Pytanie nie brzmi już tylko "kto go zastąpi", ale "jak wielkie trupy wypadną z szafy, gdy wreszcie ktoś zacznie tam sprzątać". Jedno z anonimowych podań z wnętrza zarządu podsumowuje sytuację bez ogródek: PKOl po rządach Piesiewicza przypomina Warszawę w 1945 roku – jest po prostu zniszczony i zrujnowany.
Paragraf 21, czyli statutowy wariant ratunkowy
W poniedziałek o godzinie 13:00 zarząd PKOl zbiera się na kluczowym posiedzeniu. Zgodnie z prawniczą interpretacją artykułu 21. statutu, wobec "niemożności pełnienia funkcji przez prezesa", zarząd na mocy uchwały ma powierzyć obowiązki szefa jednemu z obecnych wiceprezesów aż do końca kadencji, czyli do kwietnia 2027 roku.
Kandydatów jest sporo:
Zobacz także
Finansowa czkawka i odrzucone sprawozdanie
Wybór nowego lidera to dopiero początek gaszenia pożaru. PKOl zmaga się z ogromną płynnościową czkawką – zarząd w przeszłości odrzucił już sprawozdanie finansowe przygotowane przez Piesiewicza za 2025 rok, a kran z pieniędzmi od głównego sponsora (Zondacrypto) zakręcił się w cieniu prokuratorskiego śledztwa. Płatności spinane były z miesiąca na miesiąc, a płynność ratować ma dopiero dotacja przewidziana na koniec grudnia.
Przed nowym kierownictwem stoją nie tylko pilne zadania operacyjne – takie jak wysłanie reprezentacji na Młodzieżowe Igrzyska Olimpijskie w Dakarze – ale przede wszystkim przeprowadzenie niezależnego audytu finansowego.
Warto pamiętać, że komitet olimpijski nie był pierwszym wyborem giełdy. Jak ujawnił Onet, co odrzucił Kulesza, to przejął Piesiewicz – Przemysław Kral najpierw kusił milionami piłkarską centralę, a dopiero po fiasku poufnych negocjacji na włoskim stadionie skierował się w stronę PKOl.
Śledztwo w tej sprawie ma zresztą wiele dna. Jak ustalili dziennikarze, taśmy Zondacrypto rzeczywiście istnieją, a materiały mają dotyczyć nie tylko polityków, ale i służb.
Czy PKOl stać na prawdziwe oczyszczenie?
Największym wyzwaniem pozostaje jednak system. Część działaczy, m.in. Sławomir Szmal czy Rafał Tataruch, zwraca uwagę na ułomność obecnego statutu, który pozostawia pole do dowolnych interpretacji i sprzyjał skupieniu jednoosobowej, autorytarnej władzy w rękach Piesiewicza.
Skala zaniedbań wykracza daleko poza wątek kryptowalutowy. 5 niewygodnych spraw, które wiszą nad Piesiewiczem, obejmuje m.in. zegarek Patek Philippe, nagrody wypłacane w tokenach, faktury na 9,3 mln zł oraz rekordową pensję prezesa – pierwszego w historii komitetu, który za tę funkcję w ogóle brał wynagrodzenie.
Wskazanie wiceprezesa do kwietnia 2027 roku ma dać czas na spłatę długów i uspokojenie nastrojów, jednak w kuluarach wciąż żywy jest lęk, że bez głębokich reform strukturalnych i zwołania wcześniejszego Walnego Zgromadzenia zardzewiały aparat wyborczy PKOl może za kilkanaście miesięcy wyłonić... kolejną postać pokroju Radosława Piesiewicza. Polskiego sportu na taki scenariusz po prostu już nie stać.






