Radosław Piesiewicz.
Witold Bańka atakuje PIesiewicza. Fot. Shutterstock

Wokół Radosława Piesiewicza z każdym dniem robi się coraz ciekawiej. Oliwy do ognia zdecydował się dolać Witold Bańka, który nie ukrywa, co sądzi o prezesie PKOl.

REKLAMA

Radosław Piesiewicz został niedawno zatrzymany przez prokuraturę. Informację potwierdził Waldemar Żurek na X. Do sprawy odnosi się coraz więcej osób, w tym prawicowi politycy.

– Od wielu lat byłem mniej lub bardziej subtelnie atakowany przez pana Piesiewicza, między innymi za moją krytykę tego, jak funkcjonują związki sportowe w Polsce – stwierdził Witold Bańka, były minister sportu, a obecnie szef Światowej Agencji Antydopingowej (WADA), w rozmowie z "Interią Sport".

Polityk w 2019 roku udzielił wywiadu, w którym stwierdził, że "spora część związków sportowych jest nowotworem polskiego sportu". Według Bańki jego słowa szczególnie nie spodobały się właśnie Radosławowi Piesiewiczowi. Konflikt obu panów miał być dość głęboki.

Witold Bańka ma dla polskiego sportu gorzką diagnozę

Powiedzieć, że nigdy nie byłem fanem pana Piesiewicza, to bardzo subtelne określenie. Niestety polski sport i wizerunek PKOl jest rujnowany – zauważył polityk.

Według byłego ministra reputacja polskiego sportu jest obecnie niszczona na poziomie międzynarodowym. – Sprawy wokół PKOl-u mają nie tylko wymiar krajowy, ale też międzynarodowy. Polski Komitet Olimpijski jest strukturą, która jest zauważalna w świecie. Więc to, co dzieje się wokół prezesa, na pewno jest odnotowywane w środowisku międzynarodowym i to nie pomaga – stwierdził Witold Bańka.

Polityk miał być pytany przez przedstawicieli MKOl i międzynarodowego środowiska sportowego o to, co się dzieje w Polsce i jak obecnie wygląda sytuacja związana z Piesiewiczem. Były minister sportu zauważył, że w obecnej sytuacji wizerunek PKOl "trzeba odbudować od podstaw", podkreślając jednocześnie, że wymaga to ciężkiej pracy i gruntownej reformy.

Jednocześnie Witold Bańka nie ma aspiracji do wyznaczania kolejnych prezesów PKOl. – Mnie trochę też nie wypada, z punktu widzenia mojej pozycji, mówić polskim działaczom, co mają robić i narzucać rozwiązania. Muszę zachować pewnego rodzaju neutralność – mówił polityk.

Kumulacja kontrowersji wokół Piesiewicza

Warto zauważyć, że wokół Radosława Piesiewicza pojawiają się kontrowersje związane nie tylko z rzekomym podarunkiem w postaci zegarka Patek Philippe za 40 tys. euro, ale także z nagradzaniem olimpijczyków tokenami krypto zamiast gotówki czy podejrzanymi fakturami na kwotę około 9,3 miliona złotych (śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Regionalna w Gdańsku od 2025 roku).

Dalsza część artykułu poniżej.

Działaczowi wypominana jest również gigantyczna pensja, która według wyliczeń Onetu sięga 61 808 złotych brutto miesięcznie. Jego poprzednicy nie mogli liczyć na tak korzystne zarobki. Prezesi PKOl nie brali do tej pory żadnych pensji. Zresztą skoro o pieniądzach mowa, Piesiewicz (według jego deklaracji) samodzielnie opłacał odprawy VIP na Lotnisku Chopina.

Łącznie działacz miał odbyć 35 takich wizyt, zresztą niesamotnie, bo z członkami swojej rodziny. Warto dodać, że taka odprawa to koszt 1600 złotych plus 1000 złotych za każdą kolejną osobę. Prezes na biedę zdecydowanie narzekać nie mógł.

O dymisję Piesiewicza działacze zabiegają od kwietnia 2026 roku. Prezes PKOl zapewnia jednak, że "prędzej umrze, niż sam odejdzie". Biorąc jednak pod uwagę coraz gęstszą atmosferę wokół afery Zondacrypto, być może niedługo na jaw wyjdą tzw. nagrania Krala. A tam mogą pojawić się odpowiedzi na część medialnych domysłów, również w kwestii Radosława Piesiewicza.