tramwaj linii numer 20 na Podwalu
W Krakowie taniej jeździć Uberem niż tramwajem. Fot. Shutterstock

Kraków dokonał rzeczy niemożliwej. Po mieście taniej można poruszać się Uberem niż komunikacją miejską. I nie chodzi o jeden szczęśliwy przejazd za promocyjną stawkę. Przejrzałem historię swoich podróży i zacząłem liczyć. Wynik jest dla MPK wyjątkowo niewygodny.

REKLAMA

W 2026 roku Kraków wprowadził jedną z najbardziej dotkliwych podwyżek cen biletów MPK w historii miasta. Bilet jednorazowy 15-minutowy kosztuje obecnie 4 zł, a jednoprzejazdowy 30-minutowy – 6 zł. W przypadku biletu 60-minutowego stawka rośnie aż do 8 zł.

Legendy głoszą, że to właśnie ta zmiana przelała czarę goryczy i to właśnie dlatego Aleksander Miszalski został wygnany z urzędu miasta w wyniku referendum. W legendy można wierzyć lub nie, w liczby już bardziej. Ziarnkiem prawdy niech będzie mój własny przykład – ostatnio złapałem się na tym, że bardzo często, zamiast tramwaju lub autobusu Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego, korzystam z usług amerykańskiej aplikacji z przejazdami.

Dodam, że mieszkam w mieście na stałe, ale przez większość roku nie korzystam z biletów długookresowych, gdyż przy liczbie moich przejazdów wychodziłbym mniej więcej na zero przy takim zabiegu.

Ceny przejazdów Uberem niższe niż zbiorkomem. Clickbait? Wcale nie!

Inspiracją do tych przemyśleń były moje własne doświadczenia po zapłaceniu 7,50 zł za przejazd na trasie około 4,7 km. Po przejrzeniu panelu "Aktywność" w aplikacji okazuje się, że nie był to odosobniony przypadek. Na podobnej trasie wielokrotnie płaciłem około 10 zł.

Z racji tego, że Uberem najczęściej nie jeżdżę sam, a stawka za bilet na identycznej trasie wynosi 4 zł, zdecydowanie bardziej opłacało mi się wybrać przejazd na aplikację od zbiorkomu. W tym wypadku zaoszczędziłem na tym 25 groszy (50 groszy łącznie).

Sytuacja wygląda inaczej w przypadku dłuższych tras. Na liście są dwa przejazdy przez całe miasto z północy na południe w godzinach szczytu, po 16:00. Cena? 19,93 zł i 21,05 zł. Tu akurat przejazd wypada wyraźnie gorzej od zbiorkomu, choć już przy trzech osobach byłoby to dyskusyjne.

Uber w Krakowie jest tańszy niż tramwaj. Miasto samo wpycha do taksówki
Ostatnie przejazdy Uberem Źródło: naTemat.pl

*Czerwone wykreślenie dotyczy przejazdu na terenie GZM, więc nie biorę go pod uwagę.

To dopiero jest "Uberyzacja"

I teraz tak – jest tu kilka haczyków. Po pierwsze – Uber nieustannie oferuje mi zniżki od 10 proc., do nawet 30 proc. Na tym się nie kończy – aplikacja za darmo przypisuje też co jakiś czas płatną subskrypcję Uber One. Ten przejazd odbywał się z aktywną usługą Uber One, ale za nią nie zapłaciłem, więc nie "dodaję" tego do kosztów przejazdów. Jednocześnie w ostatnim czasie zdarzyło mi się nie skorzystać z Ubera na rzecz zbiorkomu, bo w jednej sytuacji algorytm pokazywał kwotę 100 zł za przejazd z południowej do północnej części Krakowa. Czasem przejazd na aplikacji skrajnie się nie opłaca.

Problem jest jednak w tym, jak często Uber stał się dla mnie substytutem transportu zbiorowego. Bo zdecydowanie zbyt często. Szczególnie biorąc pod uwagę to, jak po Krakowie jeździ się komunikacją miejską. No i Kraków nie oferuje mi za darmo subskrypcji Kraków One.

Kto był w tramwaju w Krakowie, ten w cyrku się nie śmieje

Polecam zapiąć pasy (niestety w zbiorkomie ich nie ma, kolejny punkt dla Ubera), bo opiszę dwie sytuacje z tego lata, które zdecydowanie mnie "kupiły". Pierwsza dotyczy tego, że tramwaj "szybkiej" linii 50, którym się przemieszczałem, postanowił nagle zmienić kurs. Odbywało się to w trakcie fali upałów, MPK nie przekazało żadnych informacji na temat tego, co się stało i jaki jest powód zmiany. Ostatecznie skończyło się na 15-minutowym spacerze do kolejnego przystanku i przesiadce na... tramwaj tej samej linii, który jechał zgodnie z rozkładem przystanków. Dodam, że w tym czasie bilet stracił ważność. Ciekawe, co by się stało w przypadku kontroli. Na szczęście się nie dowiem.

No ale dobrze – takie przypadki się zdarzają. Oczywiście, można lepiej informować pasażerów o tym, co się dzieje i, nie wiem, zapewnić im pojazd zastępczy. Spokojnie. Wsiadając w Krakowie do autobusu, zawsze trzeba liczyć się z magią tego miasta. Druga sytuacja wyglądała tak – popularna aplikacja z rozkładami jazdy pokazywała, że przejazd będzie trwał około 10 minut. Nie było korków. Środek lata, zero ruchu, późna pora. Wydawać się może, że zakup biletu 15-minutowego to idealne rozwiązanie, a pokaźny zapas 5 minut w zupełności wystarczy.

Otóż nie w Krakowie. Ruchu faktycznie nie było, ale droga była w tak tragicznym stanie, że autobus ostatecznie pokonał trasę kilka minut później, niż wynikało z rozkładu. Biorąc pod uwagę, jak działa komunikacja miejska w tym mieście, w takiej sytuacji należy nabyć kolejny bilet – jego ważność nie jest uzależniona od rozkładowego czasu przejazdu, lecz od faktycznego upływu czasu.

Dodam, że w tej sytuacji zdecydowałem się na komunikację miejską, choć Uber kosztowałby niewiele więcej. W przypadku zakupu dwóch 30-minutowych biletów (na 10-minutową trasę) zapłaciłbym więcej za autobus niż za przejazd. Głupi ja! Trzeba było od razu wsiadać do taksówki i się nie przejmować. To poziom absurdu, w który bym nie uwierzył, gdyby nie to, że doświadczyłem go na własnej skórze.

Wina nie leży tylko po stronie podwyżek. Uber też ma tu swoje dwa grosze

Pewne informacje na temat tego, dlaczego ceny Ubera są tak niskie względem stawek za przejazdy zbiorkomem, ujawnił mi jeden z kierowców, z którym miałem przyjemność niedawno jechać.

Dalsza część artykułu poniżej.

Mówił, że wynika to przede wszystkim z liczby kierowców i bonusów startowych, które mają zachęcić nowych rekrutów, by korzystać właśnie z tej aplikacji (choć wspomniał, że konkurencyjny Bolt ma podobne mechanizmy). Chodzi tu o serię "questów", które po wykonaniu gwarantują otrzymanie dość sporej nagrody finansowej.

Podsumowując: Uber prowadzi szeroką ekspansję, na której ja – jako konsument – korzystam. Jednocześnie traci miasto – bo w wielu przypadkach jego oferta przestaje być konkurencyjna. Cały czas mówię o sytuacji, w której traktuję przejazdy tramwajem i taksówką jako porównywalne usługi. To jednak nie jest prawda – Uber na niektórych trasach jest zdecydowanie szybszy i daje komfort, który pozwala na wygodną pracę.

Wróćmy jednak do samych biletów – system w Krakowie jest po prostu niesprawiedliwy. Oczywiste jest, że do podwyżek cen biletów musiało dojść, biorąc pod uwagę gigantyczny dług miasta, ale pytanie, czy jeśli mieszkańcy przesiądą się na taksówki, miasto osiągnie zamierzane efekty. Największe wątpliwości budzi jednak coś innego – kompletna nieuczciwość i zrzucanie na klienta odpowiedzialności za problemy logistyczne związane z zarządzaniem miastem. Płacenie wyższych stawek za to, że nawierzchnia jest w złym stanie lub za czas spędzony w korku jest czymś, co woła o pomstę do nieba. W Uberze przynajmniej wiem, ile zapłacę, a sam pojazd nie zmieni nagle przystanku docelowego (mam nadzieję).