
Maciej Berek, wybrany przez Sejm na sędziego TK, złożył oficjalne pismo do Karola Nawrockiego, żądając niezwłocznego wyznaczenia terminu ślubowania. Były minister wyciąga paragrafy. Przypomina prezydentowi, że brak możliwości złożenia przysięgi według ustawy może zostać uznany za zrzeczenie się urzędu.
Po wyborze z 4 września i formalnym rozpoczęciu kadencji Maciej Berek wciąż czeka na zaproszenie do Pałacu Prezydenckiego. Brak reakcji ze strony głowy państwa zmusił nowego sędziego do wystosowania stanowczego listu. "To nie jest dobra wola, to obowiązek" – były minister w rządzie Donalda Tuska przypomina głowie państwa przepisy ustawy o statusie sędziów TK.
Berek pogania Nawrockiego. Błyskawiczny ruch nowego sędziego Trybunału Konstytucyjnego
W relacjach między rządem a Pałacem Prezydenckim wybuchł kolejny spór o praworządność i procedury. Maciej Berek, wybrany przez Sejm 4 września 2026 roku na sędziego Trybunału Konstytucyjnego, skierował oficjalne pismo do prezydenta Karola Nawrockiego. Powód? Kompletnie głuchy telefon ze strony Kancelarii Prezydenta RP w sprawie wyznaczenia terminu złożenia ślubowania.
Przypomnijmy: Maciej Berek został oficjalnie wybrany przez Sejm głosami 226 posłów, a jeszcze w dniu głosowania opublikował zaświadczenie z samorządu radcowskiego, mające rozwiać wątpliwości co do spełniania wymogów formalnych.
Problem w tym, że kadencja, na którą Sejm wybrał byłego ministra w rządzie Donalda Tuska, oficjalnie rozpoczęła się 16 września 2026 roku. Od tego momentu w świetle prawa zegar bije na niekorzyść nowego sędziego.
Paragraf na biurku prezydenta
Maciej Berek nie zamierzał bezczynnie czekać na ruch Pałacu i opublikował treść pisma w mediach społecznościowych. Powołał się w nim bezpośrednio na art. 4 ust. 2 ustawy o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego.
"Złożenie ślubowania przez sędziego Trybunału Konstytucyjnego jest jego obowiązkiem. Co więcej, zgodnie z art. 4 ust. 2 ustawy o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego, niezłożenie ślubowania, potraktowane jako odmowa jego złożenia, prowadziłoby do skutku w postaci zrzeczenia się stanowiska sędziego Trybunału Konstytucyjnego" – przypomniał Maciej Berek.
Tym samym były szef Stałego Komitetu Rady Ministrów wyraźnie zaznacza: brak możliwości złożenia ślubowania bez uzasadnionego powodu może zostać zinterpretowany jako prawny unik i próba zmuszenia go do zrzeczenia się mandatu. Dlatego w piśmie poprosił głowę państwa o "niezwłoczne wskazanie miejsca i czasu umożliwienia złożenia ślubowania".
Gra na zwłokę i odmowa z Sejmu
Postawa Pałacu Prezydenckiego wpisuje się w znany z przeszłości scenariusz walki o instytucje sądownicze. Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz oświadczył w ubiegłym tygodniu, że Karol Nawrocki odbierze ślubowanie dopiero wtedy, gdy Berek dostarczy dokumenty potwierdzające spełnienie wymogów formalnych.
Obóz rządzący zapowiada jednak, że nie zamierza czekać bez końca. Jak opisywaliśmy, Nawrocki w sprawie Berka w TK wiele nie zdziała, bo ekipa Tuska już ma plan – minister Marcin Kierwiński sugerował, że w razie dalszej blokady Berek mógłby zostać zaprzysiężony w ten sam sposób co czwórka sędziów z wiosny.
Zobacz także
Pismo w trybie, którego nie ma
Wcześniej Pałac Prezydencki wysłał do marszałka Sejmu pismo z żądaniem rozwiania wątpliwości dotyczących stażu pracy Berka. Marszałek Czarzasty (jak wynika z nieoficjalnych doniesień) nie chce na nie odpowiedzieć, zirytowany jego tonem. A nawet gdyby chciał, to i tak nie może, bo pismo z Pałacu zostało wystosowane w trybie nieznanym w polskim systemie prawnym.
Sejm musiałby odpowiedzieć na pismo skierowane w trybie dostępu do informacji publicznej, ale nie zna trybu "nadzoru prezydenckiego nad działalnością Sejmu". Czegoś takiego po prostu nie ma, zgodnie z Konstytucją prezydent (władza wykonawcza) nie sprawuje żadnego nadzoru nad władzą ustawodawczą.
W odpowiedzi na te spory pojawiły się spekulacje, czy ślubowanie mogłoby zostać odebrane w Sejmie, by ominąć blokadę prezydencką. Szef Kancelarii Sejmu Marek Siwiec jednoznacznie jednak uciął te dywagacje w rozmowie z TVN24. Jego zdaniem takiej możliwości nie ma.
Warto pamiętać, że prezydent potrafi działać szybko, gdy kandydat mu odpowiada. W lipcu Nawrocki nagle podjął decyzję ws. TK i w ciągu kilku dni przyjął ślubowanie od prof. Sławomira Patyry – mimo że czworo sędziów wybranych w marcu wciąż czekało na swoją kolej.
Upiory z 2015 roku wracają do Pałacu
Sytuacja wokół Macieja Berka nieuchronnie budzi skojarzenia z kryzysem wokół Trybunału Konstytucyjnego z końca 2015 roku. Wówczas prezydent Andrzej Duda odmówił odebrania ślubowania od trzech prawidłowo wybranych przez Sejm sędziów (tzw. sędziów grudniowych), co dało początek wieloletniemu paraliżowi i demontażowi sądownictwa konstytucyjnego w Polsce.
Ten scenariusz powtórzył się już w tym roku. W kwietniu Nawrocki zbojkotował ślubowanie sędziów TK, przyjmując przysięgę tylko od dwojga z sześciorga wybranych, a pozostała czwórka ślubowała w Sejmie – i do dziś nie została dopuszczona do orzekania.
Koszty tego sporu nie są przy tym wyłącznie polityczne. Chaos z Trybunałem kosztuje miliardy, politycy się kłócą, a gospodarka krwawi – niepewność prawna przekłada się bezpośrednio na koszty obsługi długu i decyzje inwestorów.
Karol Nawrocki, stosując wobec byłego ministra Tuska taktykę wyczekiwania i piętrzenia wymagań papierkowych (nieuprawnionych zresztą), podejmuje niebezpieczną grę. Berek, jako doświadczony legislator i państwowiec, postanowił jednak nie dawać pretekstu do zarzutów o bierność i formalnie przycisnął głowę państwa do ściany. Teraz ruch należy do Pałacu Prezydenckiego.






