
Marcin Dobski, pracownik TV Republika, zarzucił szefowi Komendy Stołecznej Policji posiadanie "Niebieskiej Karty". Stołeczny garnizon kategorycznie dementuje rewelacje opublikowane w sieci i zapowiada pozew. To nie jest dobry czas dla Dobskiego, który i tak ma mnóstwo kłopotów.
Najpierw głośne nagrania ze szpitala i interwencja policji na Żoliborzu, potem ujawnienie współpracy z szefem giełdy kryptowalut, a teraz zarzuty pod adresem komendanta stołecznego. Pracownik TV Republika znowu znalazł się w samym centrum obyczajowego i prawnego cyklonu.
"Całkowite kłamstwo". Stołeczny garnizon nie zostawia suchej nitki na pracowniku Republiki
Napięcie na linii TV Republika – służby mundurowe osiągnęło punkt krytyczny. Wszystko za sprawą wpisu opublikowanego w mediach społecznościowych przez pracownika stacji, Marcina Dobskiego. Sam nazywa się dziennikarzem śledczym. Dobski zarzucił w nim szefowi Komendy Stołecznej Policji, że ten miał mieć założoną "Niebieską Kartę" – procedurę stosowaną w przypadkach podejrzenia przemocy w rodzinie.
Reakcja stołecznego garnizonu była dość gwałtowna i bezprecedensowa. W warszawskiej policji zawrzało, formacja wydała oświadczenie, w którym kategorycznie dementuje te doniesienia, nazywając je naruszeniem dóbr osobistych i zapowiadając kierowanie sprawy na drogę sądową.
Riposta policji. "Spotkamy się w sądzie"
Policja wskazuje, że opublikowane rewelacje są całkowicie zmyślone i mają na celu wyłącznie zdyskredytowanie kierownictwa stołecznej komendy.
"Przekroczono wszelkie granice rzetelności. Informacje podane przez Marcina Dobskiego dotyczące rzekomej 'Niebieskiej Karty' szefa KSP są całkowitym kłamstwem. Zostały podjęte kroki prawne, a autor tych oszczerczych wpisów odpowie za swoje słowa przed sądem" – poinformowała w oficjalnym komunikacie Komenda Stołeczna Policji.
Sam szef KSP potwierdził, że kieruje przeciwko pracownikowi TV Republika prywatny akt oskarżenia oraz pozew o ochronę dóbr osobistych.
Czarna seria pracownika Republiki
Ostatnie miesiące nie należą do udanych w wykonaniu Marcina Dobskiego. Nim doszło do ostrego starcia z kierownictwem policji, w sieci i mediach głośno było o niepokojących zdarzeniach z jego udziałem.
Kilka tygodni temu warszawska policja musiała podjąć interwencję wobec Dobskiego w dzielnicy Żoliborz. Jak informowały media, funkcjonariusze zostali wezwani do mężczyzny, który "zachowywał się irracjonalnie" i stwarzał zagrożenie dla samego siebie oraz otoczenia. Miał w dziwnym stanie i z nagim torsem znaleźć się w kościele.
Wcześniej na jego profilu pojawiło się nagranie, jak siedział na ławce i mówił dziwne rzeczy.
Potem w mediach społecznościowych pojawiło się nagranie pokazujące Dobskiego w placówce medycznej. Okoliczności jego hospitalizacji oraz stan, w jakim się znajdował, wywołały falę pytań i komentarzy w branży medialnej.
Zobacz także
Cień afery Zondacrypto. Płatne konsultacje i nękanie śledczych?
Najpoważniejsze uderzenie w wiarygodność Dobskiego nadeszło jednak ze strony dziennikarzy śledczych Wirtualnej Polski oraz TVN24. Ujawnili oni kulisy jego współpracy z Przemysławem Kralem, szefem giełdy kryptowalutowej Zondacrypto.
Dla przypomnienia: o co chodzi w aferze Zondacrypto, wyjaśnia splot wątków kryminalnych, politycznych i biznesowych wokół upadłej platformy, na której klienci stracili setki milionów złotych.
Z materiałów dziennikarskich wynikało, że Marcin Dobski (wraz ze Sławomirem Jastrzębowskim) konsultował teksty z biznesmenem. Artykuły mające ukazywać się w mediach miały być przed publikacją uzgadniane z Przemysławem Kralem i dostosowywane do jego bieżących potrzeb biznesowo-procesowych.
Co więcej, Dobski miał wysyłać pytania i wywierać presję na prokuratorach i funkcjonariuszach prowadzących postępowania dotyczące Zondacrypto. W opublikowanych materiałach pojawiły się wątki finansowe wskazujące na oczekiwanie gratyfikacji za załatwianie spraw i publikowanie przychylnych materiałów.
Media jako narzędzie w rękach szefa giełdy
Opisywany mechanizm nie ograniczał się do pojedynczych publicystów. Zondacrypto i tajemnice Krala to dziś wątki obejmujące ukradzione miliony, wielką politykę, a nawet zaginięcie jednego ze współzałożycieli firmy.
Szef giełdy szukał przy tym dojść nie tylko w mediach prawicowych. Media opisywały, jak Kral z Zondacrypto dogadywał się z ludźmi Żurka, starając się wpłynąć na własną sytuację procesową.
Dziennikarze ustalili również, że taśmy Zondacrypto rzeczywiście istnieją, choć według ich informacji zarejestrowane materiały uderzają przede wszystkim w służby.
Prokuratura nie zwalnia tempa. Afera Zondacrypto wepchnęła już 3 osoby za kraty – sąd zastosował wobec nich najsurowszy środek zapobiegawczy, czyli tymczasowy areszt. Kolejne wątki dotyczące otoczenia medialnego giełdy wciąż pozostają w fazie weryfikacji.






