Wściekłość w policji po wpisie pracownika TV Republika. To może go zaboleć
Wściekłość w policji po wpisie pracownika TV Republika. To może go zaboleć Fot. Shutterstock

Marcin Dobski, pracownik TV Republika, zarzucił szefowi Komendy Stołecznej Policji posiadanie "Niebieskiej Karty". Stołeczny garnizon kategorycznie dementuje rewelacje opublikowane w sieci i zapowiada pozew. To nie jest dobry czas dla Dobskiego, który i tak ma mnóstwo kłopotów.

REKLAMA

Najpierw głośne nagrania ze szpitala i interwencja policji na Żoliborzu, potem ujawnienie współpracy z szefem giełdy kryptowalut, a teraz zarzuty pod adresem komendanta stołecznego. Pracownik TV Republika znowu znalazł się w samym centrum obyczajowego i prawnego cyklonu.

"Całkowite kłamstwo". Stołeczny garnizon nie zostawia suchej nitki na pracowniku Republiki

Napięcie na linii TV Republika – służby mundurowe osiągnęło punkt krytyczny. Wszystko za sprawą wpisu opublikowanego w mediach społecznościowych przez pracownika stacji, Marcina Dobskiego. Sam nazywa się dziennikarzem śledczym. Dobski zarzucił w nim szefowi Komendy Stołecznej Policji, że ten miał mieć założoną "Niebieską Kartę" – procedurę stosowaną w przypadkach podejrzenia przemocy w rodzinie.

Reakcja stołecznego garnizonu była dość gwałtowna i bezprecedensowa. W warszawskiej policji zawrzało, formacja wydała oświadczenie, w którym kategorycznie dementuje te doniesienia, nazywając je naruszeniem dóbr osobistych i zapowiadając kierowanie sprawy na drogę sądową.

Riposta policji. "Spotkamy się w sądzie"

Policja wskazuje, że opublikowane rewelacje są całkowicie zmyślone i mają na celu wyłącznie zdyskredytowanie kierownictwa stołecznej komendy.

"Przekroczono wszelkie granice rzetelności. Informacje podane przez Marcina Dobskiego dotyczące rzekomej 'Niebieskiej Karty' szefa KSP są całkowitym kłamstwem. Zostały podjęte kroki prawne, a autor tych oszczerczych wpisów odpowie za swoje słowa przed sądem" – poinformowała w oficjalnym komunikacie Komenda Stołeczna Policji.

Sam szef KSP potwierdził, że kieruje przeciwko pracownikowi TV Republika prywatny akt oskarżenia oraz pozew o ochronę dóbr osobistych.

Czarna seria pracownika Republiki

Ostatnie miesiące nie należą do udanych w wykonaniu Marcina Dobskiego. Nim doszło do ostrego starcia z kierownictwem policji, w sieci i mediach głośno było o niepokojących zdarzeniach z jego udziałem.

Kilka tygodni temu warszawska policja musiała podjąć interwencję wobec Dobskiego w dzielnicy Żoliborz. Jak informowały media, funkcjonariusze zostali wezwani do mężczyzny, który "zachowywał się irracjonalnie" i stwarzał zagrożenie dla samego siebie oraz otoczenia. Miał w dziwnym stanie i z nagim torsem znaleźć się w kościele.

Wcześniej na jego profilu pojawiło się nagranie, jak siedział na ławce i mówił dziwne rzeczy.

Potem w mediach społecznościowych pojawiło się nagranie pokazujące Dobskiego w placówce medycznej. Okoliczności jego hospitalizacji oraz stan, w jakim się znajdował, wywołały falę pytań i komentarzy w branży medialnej.

Cień afery Zondacrypto. Płatne konsultacje i nękanie śledczych?

Najpoważniejsze uderzenie w wiarygodność Dobskiego nadeszło jednak ze strony dziennikarzy śledczych Wirtualnej Polski oraz TVN24. Ujawnili oni kulisy jego współpracy z Przemysławem Kralem, szefem giełdy kryptowalutowej Zondacrypto.

Dla przypomnienia: o co chodzi w aferze Zondacrypto, wyjaśnia splot wątków kryminalnych, politycznych i biznesowych wokół upadłej platformy, na której klienci stracili setki milionów złotych.

Z materiałów dziennikarskich wynikało, że Marcin Dobski (wraz ze Sławomirem Jastrzębowskim) konsultował teksty z biznesmenem. Artykuły mające ukazywać się w mediach miały być przed publikacją uzgadniane z Przemysławem Kralem i dostosowywane do jego bieżących potrzeb biznesowo-procesowych.

Co więcej, Dobski miał wysyłać pytania i wywierać presję na prokuratorach i funkcjonariuszach prowadzących postępowania dotyczące Zondacrypto. W opublikowanych materiałach pojawiły się wątki finansowe wskazujące na oczekiwanie gratyfikacji za załatwianie spraw i publikowanie przychylnych materiałów.

Media jako narzędzie w rękach szefa giełdy

Opisywany mechanizm nie ograniczał się do pojedynczych publicystów. Zondacrypto i tajemnice Krala to dziś wątki obejmujące ukradzione miliony, wielką politykę, a nawet zaginięcie jednego ze współzałożycieli firmy.

Szef giełdy szukał przy tym dojść nie tylko w mediach prawicowych. Media opisywały, jak Kral z Zondacrypto dogadywał się z ludźmi Żurka, starając się wpłynąć na własną sytuację procesową.

Dziennikarze ustalili również, że taśmy Zondacrypto rzeczywiście istnieją, choć według ich informacji zarejestrowane materiały uderzają przede wszystkim w służby.

Prokuratura nie zwalnia tempa. Afera Zondacrypto wepchnęła już 3 osoby za kraty – sąd zastosował wobec nich najsurowszy środek zapobiegawczy, czyli tymczasowy areszt. Kolejne wątki dotyczące otoczenia medialnego giełdy wciąż pozostają w fazie weryfikacji.