naszywka CBA na ramieniu funkcjonariusza
Zatrzymanie paszportów zamiast aresztu. Kulisy akcji CBA wobec Anny Plakwicz i Piotra Matczuka Fot. CBA

Anna Plakwicz i Piotr Matczuk, dawni specjaliści PR od kampanii Prawa i Sprawiedliwości, zostali zatrzymani przez CBA w związku z wyprowadzeniem 8,5 mln zł z Polskiej Fundacji Narodowej. Po przesłuchaniu i postawieniu zarzutów śledczy nie wystąpili jednak o areszt. Podejrzani wracają do domów z zatrzymanymi paszportami i zakazem kontaktowania się ze sobą.

REKLAMA

Ich spółka zarobiła ponad milion złotych na brutalnej kampanii "Sprawiedliwe Sądy" uderzającej w sędziów. Teraz odpowiedzą za wyrządzenie gigantycznej szkody majątkowej. Anna Plakwicz (pracownica Kancelarii Prezydenta) i Piotr Matczuk (gwiazda Republiki) uniknęli tymczasowego aresztowania, ale ich problemy dopiero się zaczynają.

Poranna wizyta CBA i wyjazd do Rzeszowa

Kiedyś wymyślili hasło "500+" i kierowali mediami rządu Beaty Szydło. Dziś Anna Plakwicz i Piotr Matczuk mają zakaz opuszczania kraju. CBA przeszukało ich domy, a prokurator ogłosił zarzuty z zagrożeniem do 10 lat więzienia. Oboje – dyrektorka Biura Wydarzeń Prezydenta oraz radykalny publicysta – odpowiedzą za przekucie pieniędzy publicznych na propagandę.

To miała być jedna z najważniejszych akcji prokuratury rozliczającej mroczne finanse Polskiej Fundacji Narodowej. W środowy poranek, 23 września 2026 roku, do mieszkań Anny Plakwicz i Piotra Matczuka zapukali agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Dwoje najbardziej znanych i kontrowersyjnych specjalistów od politycznego PR, tworzących dawniej zaplecze premier Beaty Szydło, zostało przewiezionych z Warszawy bezpośrednio do Prokuratury Regionalnej w Rzeszowie.

Po przesłuchaniu stało się jednak jasne, że uderzenie służb nie zakończy się wnioskiem o tymczasowe aresztowanie. Jak poinformowało CBA, po przedstawieniu zarzutów prokurator zastosował wobec obojga podejrzanych środki zapobiegawcze o charakterze wolnościowym: zakaz opuszczania kraju, zatrzymanie paszportów, dozór policji oraz zakaz kontaktowania się ze sobą i z określonymi świadkami.

Taki obrót spraw oznacza, że Plakwicz i Matczuk będą odpowiadać z wolnej stopy, co jednak nie zmienia powagi zarzutów, które na nich ciążą – grozi im do 10 lat pozbawienia wolności.

Mechanizm "Sprawiedliwych Sądów". Pieniądze na partyjną propagandę

Sprawa ma swoje korzenie w głośnej, niezwykle brutalnej kampanii społecznej z 2017 roku. Kiedy na ulicach trwały protesty przeciwko zmianom w sądownictwie forsowanym przez PiS, Polskę zalały dziesiątki czarnych billboardów z hasłami o "sędziach kradnących kiełbasę" (choć jak wykazały późniejsze śledztwa dziennikarskie, opisywany sędzia zmarł na długo przed rozpoczęciem kampanii).

Z ustaleń śledztwa Prokuratury Regionalnej w Rzeszowie wynika, że Plakwicz i Matczuk doprowadzili do wykorzystania środków Polskiej Fundacji Narodowej (utrzymywanej ze zrzutek państwowych spółek energetycznych i paliwowych) niezgodnie z przeznaczeniem.

Zamiast edukacyjnej kampanii społecznej, zatrzymani wyprodukowali medialną machinę uderzającą w oponentów obozu rządzącego, a jej kształt był dostosowywany do wytycznych przesyłanych przez kierownictwo partii politycznej. Szkoda majątkowa PFN w tej sprawie została wyceniona przez śledczych na co najmniej 8,5 miliona złotych. Sama spółka Solvere (założona przez Plakwicz i Matczuka niezgodnie z ustawą antykorupcyjną, tuż po odejściu z KPRM) zainkasowała za tę realizację 1,2 miliona złotych.

Zmiany w sądownictwie, którym torowała drogę kampania "Sprawiedliwych Sądów", do dziś paraliżują państwo. Konstytucjonaliści analizują scenariusze, w których nastąpiłby koniec rządów Święczkowskiego, a Trybunał od miesięcy nie jest w stanie normalnie orzekać.

Rachunek za ten chaos płaci cała gospodarka. Chaos z Trybunałem kosztuje miliardy, politycy się kłócą, a gospodarka krwawi – niepewność prawna przekłada się na koszt obsługi długu i decyzje inwestorów.

Wzloty, upadki i posady w spółkach

Droga zawodowa Plakwicz i Matczuka to przykład funkcjonowania na politycznym zapleczu w dobie tzw. "Dobrej Zmiany". Kiedyś politycznie nierozłączni. To oni wymyślili nośne hasło "500+", kierowali obsługą medialną rządu, pracowali w biurze prasowym klubu PiS i robili wszystko, by dbać o wizerunek obozu władzy. W końcu ich drogi ze sztabowcami Morawieckiego i z samym PiS-em zaczęły się rozchodzić (rozstali się politycznie w 2022 roku).

Anna Plakwicz zaczęła pełnić lukratywne funkcje. Zasiadała na fotelach dyrektorskich m.in. w NBP, PZU, Pekao SA, a tuż przed oddaniem władzy przez PiS pracowała przy kampanii Karola Nawrockiego. Dziś jest zatrudniona bezpośrednio w Kancelarii Prezydenta RP jako Dyrektorka Biura Wydarzeń Prezydenta. Jak relacjonowali niedawno dziennikarze Newsweeka, to ona weryfikowała prezydenckie orędzia i "szukała w nich politycznych min".

Zarzuty wobec pracowniczki Pałacu to kolejny problem wizerunkowy dla prezydenta, którego notowania i tak wyraźnie się sypią. Wcześniej głośno było m.in. o tym, że zatrzymanie Romana Ż. nakręciło prawą rękę Nawrockiego, który natychmiast zwrócił się z pretensjami do premiera.

Piotr Matczuk odnalazł się w zupełnie nowej, mocno radykalnej roli. Został gwiazdą publicystyki Telewizji Republika pod wodzą Tomasza Sakiewicza, gdzie prowadzi program "13. piętro". Matczuk publicznie chłostał dawną partię za politykę "miękkiej prawicy", promował swobodny dostęp do broni (sam przyznawał się do posiadania m.in. pistoletu Sig Sauer), zachwalał środowiska zmilitaryzowane i namawiał do radykalnego buntu wobec struktur unijnych.

Sama stacja także znalazła się ostatnio w centrum uwagi śledczych i dziennikarzy. Media ujawniły, że Kral latał za Nawrockim po Waszyngtonie, a kulisy kontaktów szefa upadłej giełdy kryptowalut z kierownictwem Republiki opisano w ramach afery Zondacrypto.

Ostra reakcja ministra sprawiedliwości

Środowa akcja wywołała natychmiastowe komentarze po obu stronach politycznej barykady. Jacek Dobrzyński z biura Ministra Koordynatora podkreślał podczas briefingu, że nie ma mowy o żadnych czystkach politycznych, lecz o czysto kryminalnym śledztwie, bazującym na materiale dowodowym zabezpieczonym jeszcze podczas lipcowych przeszukań.

Z kolei minister sprawiedliwości Waldemar Żurek nie owijał w bawełnę, komentując wydarzenia w serwisie X: "Zatrzymanie kolejnych osób w śledztwie dotyczącym opłacanej ze środków Polskiej Fundacji Narodowej kampanii 'Sprawiedliwe Sądy' to jasny sygnał: mechanizmy wyprowadzania publicznych pieniędzy na partyjną propagandę są skrupulatnie rozliczane".

To kolejny front w szerokiej ofensywie resortu. Jak opisywaliśmy, Żurek się gotuje, aż kipi od śledztw prokuratury – od Funduszu Sprawiedliwości, przez wyjazd Zbigniewa Ziobry do USA, po manipulowanie składami orzekającymi w Trybunale Konstytucyjnym.