żołnierze WOT
"Jestem w WOT, nie możesz mnie zwolnić”. Nowy patent polskich pracowników doprowadza szefów do szału Fot. WOT

Niska wydajność, oblane cele roczne, rozmowa dyscyplinująca – i nagle na stół trafia informacja o służbie w terytorialsach. Pracodawcy w Polsce zderzają się z nowym trendem, w którym przepis ustawy o obronie ojczyzny staje się nieprzebijalnym pancerzem chroniącym przed wypowiedzeniem.

REKLAMA

Przepisy miały chronić terytorialsów łączących służbę z pracą etatową, a dla części nieefektywnych pracowników stały się wygodną furtką prawną. Przełożony nie ma prawa pytać o służbę w terytorialsach na etapie rekrutacji. Gdy jednak próbuje pożegnać się ze słabym pracownikiem, dowiaduje się, że bez jego pisemnej zgody nie może zrobić niemal nic.

Żołnierski pancerz przed wypowiedzeniem. WOT tarczą na kłopoty w pracy

W wielu polskich firmach zaczyna powtarzać się pewien ciekawy scenariusz. Przełożony wzywa pracownika na rozmowę: wyniki poniżej oczekiwań, wypowiadamy umowę o pracę. W tym momencie ze strony podwładnego pada krótkie oświadczenie: "Służę w Wojskach Obrony Terytorialnej. Nie wyrażam zgody na zwolnienie".

Dla menedżerów i działów HR oznacza to nagłe zderzenie ze ścianą. Jak donosi serwis Prawo.pl, pracodawcy masowo dopytują prawników, czy pracownicy będący żołnierzami WOT faktycznie podlegają bezwzględnej ochronie przed utratą etatu. Odpowiedź brzmi: tak, a pole do manewru dla firmy jest drastycznie ograniczone.

Pułapka na etapie rekrutacji

Problem potęguje fakt, że pracodawca jest w tej relacji całkowicie pozbawiony możliwości weryfikacji kandydata przed podpisaniem umowy. Zgodnie z polskim prawem pracy, podczas rozmowy kwalifikacyjnej firma nie ma prawa pytać kandydata, czy jest żołnierzem WOT ani czy planuje wstąpić w szeregi terytorialsów. Kandydat nie musi też umieszczać takiej informacji w CV.

Mimo że po zawarciu umowy pracownik powinien niezwłocznie poinformować zakład pracy o powołaniu do służby, w praktyce wielu z nich zachowuje tę wiedzę "na czarną godzinę". Informacja ujawnia się dopiero w momencie, gdy nad pracownikiem zbierają się czarne chmury.

To kolejne wyzwanie dla działów HR, które i tak mierzą się dziś z problemami nieznanymi wcześniej. Rekruterzy coraz częściej zgłaszają zjawisko "sztucznych kandydatów", bo – jak pokazują dane rynkowe – walka o dobrego specjalistę bywa kosztowna.

Co mówi prawo? Żelazny artykuł 303

Ochronę terytorialsom gwarantuje art. 303 ust. 1 ustawy o obronie Ojczyzny. Przepis ten jednoznacznie stanowi, że stosunek pracy z osobą powołaną do terytorialnej służby wojskowej może zostać rozwiązany wyłącznie za zgodą samego pracownika.

Jak wyjaśnia w rozmowie z Prawo.pl mec. Joanna Bulira, zwolnienie terytorialsa bez jego zgody jest możliwe wyłącznie z przyczyn dyscyplinarnych (art. 52 Kodeksu pracy).

W praktyce oznacza to, że firma może pożegnać się z żołnierzem WOT tylko wtedy, gdy dopuścił się on rażącego naruszenia podstawowych obowiązków – np. całkowicie porzucił pracę czy przyszedł do firmy pod wpływem alkoholu.

Słabe wyniki to za mało

Zbyt wolne tempo pracy, brak realizacji celów sprzedażowych, popełnianie błędów czy po prostu niska jakość wykonywanych zadań nie stanowią podstawy do zwolnienia dyscyplinarnego. A to oznacza, że pracodawca musi tolerować nieefektywnego pracownika i wypłacać mu pensję.

"Są też i tacy, którzy stają się żołnierzami WOT ewidentnie w celu uzyskania ochrony przed wypowiedzeniem umowy o pracę po negatywnym zakończeniu planu naprawczego lub słabej ocenie rocznej. Jak w każdej grupie zawodowej, która ma szczególne przywileje, także w tej zdarzają się takie sytuacje" – przyznaje cytowana przez Prawo.pl dr Iwona Jaroszewska-Ignatowska.

Druga strona medalu. Ulgi podatkowe jako osłoda dla biznesu

Aby sprawiedliwości stało się zadość, należy pamiętać, że ustawodawca przewidział dla przedsiębiorców zatrudniających żołnierzy WOT lub aktywnej rezerwy konkretną rekompensatę finansową w postaci ulg podatkowych.

Wysokość rocznego odliczenia od dochodu z działalności gospodarczej rośnie wraz ze stażem służby pracownika-żołnierza:

  • 12 tys. zł – po pierwszym roku nieprzerwanej służby,
  • 15 tys. zł – po dwóch latach,
  • 18 tys. zł – po trzech latach,
  • 21 tys. zł – po czterech latach,
  • 24 tys. zł – po pięciu latach i więcej.
  • Co istotne, dla mikroprzedsiębiorców oraz małych firm ustawodawca wprowadził dodatkowy preferencyjny współczynnik 1,5, co pozwala na jeszcze wyższe odliczenia.

    Dlaczego państwo tak mocno chroni terytorialsów

    Kontekst tych przepisów jest oczywisty. Polska buduje odporność w warunkach realnego zagrożenia – w ostatnich tygodniach drony nad dwoma krajami NATO zmuszały władze do ogłaszania alarmów, a Tusk na odprawie w RCB bez ogródek stwierdził, że eskalacja ze strony Rosji stała się faktem.

    Wojsko przygotowuje też kolejne programy obronne. Zapowiadane rażenie na 1000 km to element szerszej rozbudowy zdolności sił zbrojnych, w której formacje terytorialne odgrywają istotną rolę.

    Państwo zachęca zresztą obywateli do służby również finansowo. Wprowadzone w tym roku szkolenia wojskowe dla cywilów obejmują programy przeszkolenia, za które uczestnicy otrzymują wynagrodzenie liczone za każdy dzień zajęć.

    Choć ulgi podatkowe mają zachęcać biznes do wspierania obronności kraju, dla wielu firm integracja przepisów wojskowych z prawem pracy staje się biznesowym ciężarem.

    Systemowa ochrona – zaprojektowana z myślą o patriotach łączących pracę zawodową z obroną ojczyzny – w rękach jednostek bywa wykorzystywana jako fortel na przetrwanie w firmie mimo braku wyników. A pracodawcom pozostaje jedynie liczyć na to, że pracownik w końcu sam zdecyduje się na zmianę barw firmowych.