Przemysław Czarnek na tle ćwiczeń na strzelnicy
Czarnek zapowiada zbrojenie Polaków. Fot. Shutterstock, X / Przemysław Czarnek, montaż: naTemat.pl

Broń wraca do politycznej debaty. Karol Nawrocki otworzył temat, a PiS już zapowiada "racjonalizację" przepisów i szerokie konsultacje. Tyle że zanim zacznie się wielkie usuwanie barier, warto sprawdzić jedną rzecz: co właściwie jest dziś w polskim prawie aż tak nieracjonalne?

REKLAMA

"Chciałbym zaapelować do opinii publicznej, pana ministra i wszystkich państwa o podjęcie ogólnonarodowej dyskusji na temat dostępu do broni" – z takim apelem zwrócił się Karol Nawrocki w trakcie uroczystego otwarcia strzelnicy sportowej w Bogutach-Piankach.

Prezydent wskazuje, że funkcjonujemy w "szeroko pojętej kulturze transatlantyckiej", w której występują dwa różne podejścia do tej kwestii. W USA prawo do broni reguluje druga poprawka do konstytucji. Z kolei w UE w większości krajów uzyskanie broni uzależnione jest od spełnienia restrykcyjnych wymogów. Jednocześnie "na tle Europy" Polska ma pozostawać na szarym końcu, gdyż tylko 1 proc. obywateli posiada broń i potrafi się nią posługiwać.

Pomysł prezydenta wylądował na stole Przemysława Czarnka

Głos w tej palącej (dosłownie) kwestii zajął Przemysław Czarnek, kandydat PiS na premiera. Polityk w nagraniu udostępnionym w mediach społecznościowych zapewnił, że jego partia popiera ten kierunek. Ten, to znaczy "racjonalizacji dostępu Polaków do broni". Nie jest do końca jasne, co tak naprawdę oznacza "racjonalizacja". Kwestia będzie ustalana w ramach "szerokich konsultacji".

I to naprawdę "szerokich", bo zaproszeni zostaną do nich m.in. żołnierze, funkcjonariusze służb, instruktorzy, myśliwi, strzelcy sportowi i... grupy rekonstrukcyjne. Celem tych konsultacji ma być ustalenie, które "bariery" są rzeczywiście potrzebne dla bezpieczeństwa wewnętrznego Polski, a które są ledwie biurokracją. Pomysł PiS jest znakomity w swojej prostocie i można go podsumować jako: stworzenie systemu zwiększającego potencjał obronny państwa, nie zwiększając jednocześnie zagrożeń związanych z bronią dla obywateli. Ciekawe, dlaczego nikt jeszcze na coś podobnego nie wpadł.

Broń to fantastyczny pomysł. Szczególnie dla lobbistów

W Polsce kwestia broni jest dość skomplikowana. Po II wojnie światowej władze prowadziły silnie rozbrojeniową politykę, która walnie przyczyniła się do jednego z najniższych w Europie wskaźników liczby sztuk broni przypadających na 100 mieszkańców. Obecnie istnieje szereg wymogów formalnych, które należy spełnić, by móc ubiegać się o uzyskanie pozwolenia na broń. Wcale nie jest to trudne, a mitologicznej niedostępności broni przeczy wzrost zarejestrowanych sztuk oręża – w 2025 roku padł w tej materii rekord – zarejestrowanych legalnych egzemplarzy nad Wisłą było ponad milion.

Oczywiście, nie przekłada się to na liczebność strzelców – ta raczej jest zbliżona do estymacji Karola Nawrockiego, który ocenia, że zaledwie 1 proc. Polaków ma legalny dostęp do broni. Tak naprawdę nikt nie wie, ile osób ma pozwolenie i ile osób faktycznie posiada broń w Polsce. NIK w raporcie z 29 maja 2026 roku wprost wskazuje, że dane nic nie mówią o rzeczywistej liczbie posiadaczy broni, ponieważ każdy z nich może mieć więcej niż jedno pozwolenie.

Zastanówmy się jednak, gdzie jest miejsce na "racjonalizację" w procedurach. Pozwolenie na broń wydawane jest przez policję, "jeżeli wnioskodawca nie stanowi zagrożenia dla samego siebie, porządku lub bezpieczeństwa publicznego oraz przedstawi ważną przyczynę posiadania broni". Brzmi całkiem racjonalnie.

Wymagania dla posiadania broni w Polsce nie są przesadnie drakońskie

Tak naprawdę broń (zgodnie z założeniami ustawy o broni i amunicji) nie powinna trafić do osób:

  1. niemających ukończonych 21 lat (z wyjątkami),
  2. z określonymi zaburzeniami psychicznymi,
  3. z ograniczoną sprawnością psychofizyczną,
  4. wykazujących zaburzenia funkcjonowania psychologicznego,
  5. uzależnionych od alkoholu lub substancji psychoaktywnych,
  6. nieposiadających miejsca stałego pobytu na terytorium Polski,
  7. skazanych prawomocnym orzeczeniem sądu za umyślne przestępstwo lub umyślne przestępstwo skarbowe,
  8. skazanych prawomocnym orzeczeniem sądu za nieumyślne przestępstwo przeciwko życiu i zdrowiu lub przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji (działając pod wpływem lub w przypadku, gdy sprawca zbiegł z miejsca zdarzenia).

Naprawdę nie brzmi to "nieracjonalnie". A co do "ważnej przyczyny", pozwolenie na broń wydawane jest w celach: ochrony osobistej, osób i mienia, łowieckich, sportowych, rekonstrukcji historycznych, kolekcjonerskich, pamiątkowych i szkoleniowych. Ważną przyczyną jest więc stałe, realne i ponadprzeciętne zagrożenie życia, zdrowia lub mienia, posiadanie uprawnień do wykonywania polowań, prowadzenie szkoleń strzeleckich, działalność sportowa, uczestnictwo w stowarzyszeniu organizującym rekonstrukcje historyczne, ale także nabycie broni w drodze spadku, darowizny lub wyróżnienia.

Dalsza część artykułu poniżej.

Czyli w Polsce broń mają te osoby, które – dokładnie tak jak w propozycji PiS – nie stanowią zagrożenia dla bezpieczeństwa wewnętrznego. W założeniu, bo nawet ten względnie restrykcyjny system jest pełen luk. Przykładowo, tu ponownie warto przytoczyć stanowisko NIK, okresowymi badaniami medycznymi i psychologicznymi nie są objęci m.in. myśliwi oraz posiadacze pozwoleń do celów sportowych i kolekcjonerskich. Jednocześnie państwo nie dysponuje spójnym systemem okresowego monitorowania posiadaczy, w tym takim, który weryfikuje, czy dalej spełniają warunki, na których podstawie wydano im pozwolenie.

Sama procedura jest kosztowna (wydatki obejmują m.in. egzamin, licencję, badania, promesy, szkolenie, zakup sejfu na broń palną) i czasochłonna (około kilku miesięcy), a także zależy od "ważnej przyczyny", dla której chcemy posiadać broń.

Ciekawe więc, co wyjdzie z pomysłu "racjonalizacji" PiS, bo w obecnej sytuacji w Polsce wygląda to bardziej na marketingowy ukłon w stronę lobbystów niż rzeczywiste rozwiązanie istniejącego problemu. No, chyba że pomysłem byłoby stworzenie Dzikiego Zachodu na wzór amerykański, ale tu trzeba ostudzić zapał. Unijna dyrektywa 2021/555 ws. kontroli nabywania i posiadania broni stoi na przeszkodzie pełnej liberalizacji prawa do broni palnej, a co więcej już teraz nie spełniamy wszystkich jej minimalnych norm.