
Zauważyłeś dziwny symbol na drzwiach osiedlowego garażu, przejściu podziemnym czy stacji metra? Bez paniki – to nie tajny kod dywersantów ani tajemnicze oznaczenia służb. Rząd rusza z wielką akcją znakowania punktów schronienia w całej Polsce.
Do końca roku na tysiącach budynków w polskich miastach pojawią się tablice wskazujące, gdzie można bezpiecznie przeczekać zagrożenie. Wiceszef MSWiA Wiesław Leśniakiewicz odsłania kulisy projektu i tłumaczy, jak w praktyce ma działać system ochrony ludności.
Zobaczysz ten znak na swoim bloku? Nowa symbolika obrony cywilnej
Od aplikacji w telefonie do oznaczeń na murach: Polska przechodzi do porządkowania infrastruktury schronowej. Sprawdziliśmy, które obiekty trafiły na listę i czy zarządca osiedla ma obowiązek wpuścić cię do podziemnego garażu podczas kryzysu.
Jeśli w najbliższych tygodniach na elewacji twojego bloku, wejściu do podziemnego garażu, w przejściu podziemnym czy na stacji metra zobaczysz charakterystyczną tablicę z niebieskim trójkątem – nie musisz się obawiać. To nie są znaki zostawiane przez wrogie służby, dywersantów czy grupy przestępcze. To efekt długo wyczekiwanego rozporządzenia Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, które wdroży w Polsce międzynarodowy symbol obrony cywilnej.
Jak zapowiedział wiceszef MSWiA Wiesław Leśniakiewicz, do końca roku państwo planuje fizycznie oznakować dziesiątki tysięcy punktów schronienia w całym kraju.
Jak wygląda nowy znak i co dokładnie oznacza?
Rządowy wzór jest w pełni zgodny ze standardami prawa międzynarodowego (Konwencja Genewska). Znak składa się z dwóch kluczowych elementów wizualnych:
Oznakowanie ma na celu wyeliminowanie chaosu w sytuacjach kryzysowych – od nagłych załamań pogody (wichury, nawałnice) po ataki z powietrza czy zagrożenia militarne. Obywatel ma od razu wiedzieć, w którym miejscu konstrukcja budynku zapewnia podwyższony poziom ochrony.
Dlaczego państwo robi to właśnie teraz
Kontekst jest oczywisty. W ostatnich tygodniach Donald Tusk na odprawie w RCB bez ogródek stwierdził, że eskalacja ze strony Rosji stała się faktem, a alerty RCB w województwach przy wschodniej granicy przestały być czymkolwiek wyjątkowym.
Incydenty dotykają kolejnych państw sojuszu – drony nad dwoma krajami NATO zmuszały niedawno władze Estonii i Rumunii do ogłaszania alarmów.
Zobacz także
Od aplikacji do infrastruktury
Prace nad inwentaryzacją miejsc ukrycia trwają od miesięcy. W rządowej aplikacji i na stronie gdziesieukryc.pl wyznaczono już w całej Polsce ponad 86 tysięcy punktów schronienia.
Nie chodzi tu wyłącznie o specjalistyczne, wojskowe schrony hermetyczne, których w Polsce jest drastyczny niedobór, ale o tzw. budowle ochronne i miejsca doraźnego ukrycia. Na liście znajdują się m.in.:
Czy zarządca budynku ma obowiązek wpuścić obcych?
To jedno z najważniejszych pytań, które zadają sobie mieszkańcy osiedli zamkniętych i wspólnot mieszkaniowych. Resort spraw wewnętrznych wyraźnie rozdziela dwa stany prawne: czas pokoju oraz czas wojny.
W czasie pokoju i alertów obowiązuje zasada solidarności społecznej. Nie ma sztywnego nakazu prawnego "wpuszczania obcych" dla zarządcy prywatnego. W czasie wojny jest odwrotnie: zarządca ma bezwzględny nakaz udostępnienia obiektu ludności.
– Oznakowanie będzie wskazywało punkt schronienia, co oznacza, że osoby, które zarządzają obiektem, powinny udostępnić go w razie zagrożenia. W czasie pokoju odbywa się to na zasadzie solidarności społecznej, a nie obowiązku. W sytuacji, gdy dzieje się coś złego, ludzie są z reguły otwarci na wzajemną pomoc. W czasie wojny udostępnienie punktów schronienia jest już obowiązkowe – wyjaśnia wiceszef MSWiA Wiesław Leśniakiewicz.
Warto dodać, że bloki i tak czeka fala zmian. Jak pisaliśmy, 20 września weszły nowe przepisy i deweloperzy muszą zbudować to przy każdym bloku – nowelizacja warunków technicznych obejmuje m.in. części wspólne, które w sytuacji kryzysowej mogą pełnić funkcję pomieszczeń doraźnego ukrycia.
Eksperci punktują. Potrzebne dokładniejsze przepisy
Mimo że sam ruch MSWiA jest oceniany pozytywnie, eksperci zajmujący się bezpieczeństwem wskazują na pewne niedociągnięcia w przygotowywanych przepisach. Chodzi głównie o to, że wedle specjalistów samo oznaczenie "punkt schronienia" to za mało. W systemie i na tablicach powinna znaleźć się precyzyjna informacja, z jakim typem obiektu mamy do czynienia – czy jest to zwykła piwnica, osiedlowa wózkownia, czy konstrukcyjnie wzmocniony garaż podziemny.
Zdaniem ekspertów, ustawa powinna również nakładać na zarządców nieruchomości jasny obowiązek automatycznego lub zdalnego odblokowywania części wspólnych budynków (takich jak suszarnie, wózkownie czy świetlice) w momencie ogłoszenia oficjalnego alertu bezpieczeństwa przez państwo.
Znak to jedno, przygotowanie mieszkańców to drugie
Sama tablica nie zastąpi wiedzy o tym, jak się zachować. Dlatego równolegle ruszył program, w ramach którego rząd przeszkoli tysiące dzieci z obrony cywilnej – z kompletowania plecaka ewakuacyjnego, rozpoznawania sygnałów alarmowych i samoewakuacji.
Dorośli również mają swoją ścieżkę. Uruchomione w tym roku szkolenia wojskowe dla cywilów obejmują przeszkolenie podstawowe, za które uczestnicy otrzymują wynagrodzenie za każdy dzień zajęć.
Warto też pamiętać, że pojawienie się nowych oznaczeń na budynkach niemal na pewno wywoła falę spekulacji w sieci. Badania pokazują, że dezinformacja zatruwa umysły wyjątkowo skutecznie, gdy dotyczy tematów budzących niepokój.
Projekt rozporządzenia ws. oznaczeń znajduje się obecnie na końcowym etapie uzgodnień międzyresortowych i ma wejść w życie w najbliższych tygodniach.






