
Zaproszenie Władimira Putina przez Donalda Trumpa na szczyt G20 w Atlancie wywołało dyplomatyczną zawieruchę. Wicepremier i szef MSZ Radosław Sikorski wprost krytykuje ruch prezydenta USA, ale odradza bojkot wydarzenia. W najnowszym wywiadzie przedstawia jasną instrukcję dla prezydenta Karola Nawrockiego. Pytanie tylko: czy Pałac Prezydencki zechce go posłuchać?
Nadchodzący szczyt G20 w Stanach Zjednoczonych stanie się największym sprawdzianem dyplomatycznym dla nowej głowy państwa. Radosław Sikorski na łamach "Rzeczpospolitej" bez ogródek ocenia biznesowe podejście Trumpa do wojny w Ukrainie i podpowiada Nawrockiemu, jak nie dać się wciągnąć w kompromitującą pułapkę fotograficzną z rosyjskim dyktatorem.
"Nie podałbym ręki Putinowi, ze zdjęcia też bym spadł"
Decyzja prezydenta USA Donalda Trumpa o zaproszeniu Władimira Putina na nadchodzący szczyt G20 wywołała konsternację nie tylko w europejskich stolicach. Traktowanie dyktatora prowadzącego napastniczą, kolonialną wojnę jako pełnoprawnego partnera przy stole obrad to dla wielu krok zdecydowanie za daleko.
Jak pisaliśmy, Trump zaprasza Polskę i… Putina, co dla Pałacu Prezydenckiego oznacza dyplomatyczny klincz: pierwszy w historii udział Polski w G20 miał być flagowym osiągnięciem prezydentury.
Na łamach "Rzeczpospolitej" do tej sytuacji odniósł się wicepremier i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Szef MSZ surowo ocenia ruch Białego Domu i wchodzi w rolę suflera dla prezydenta Karola Nawrockiego, podpowiadając mu, jak rozegrać tę sprawę, by Polska nie wyszła z niej poturbowana.
"Błąd Trumpa", ale bojkotu nie będzie
Sikorski nie gryzie się w język, gdy pytany jest o biznesowe podejście Donalda Trumpa do zakończenia wojny w Ukrainie.
– Zaproszenie Władimira Putina było złym pomysłem. [...] Trump jako człowiek biznesu uważa, że w każdej sytuacji są rozwiązania, na których mogą skorzystać obie strony. To jest podejście ahistoryczne do tej wojny i póki co nie daje rezultatów, a niestety wyciąga Putina z izolacji – ocenia szef polskiej dyplomacji.
Unikanie obecności na szczycie nie wchodzi jednak w grę. Polska dostała zaproszenie i zdaniem szefa MSZ byłoby błędem z niego nie skorzystać – Sikorski sam wybiera się do Atlanty. Jako dowód na to, że da się zachować twarz w trudnych okolicznościach, podaje przykład ministra finansów Andrzeja Domańskiego, który podczas sierpniowego spotkania resortowego w Asheville miał podobny dylemat "i sobie poradził". Ostatecznie na pamiątkowej fotografii (family photo) nie było przedstawiciela reżimu z Moskwy.
Sceptycyzm ministra ma mocne podstawy. Zaledwie kilka dni temu Sikorski ostrzegał, że Rosja szykuje coś dużego w tym roku – od prowokacji pod fałszywą flagą po test wiarygodności Artykułu 5 na wschodniej flance NATO.
Również niedawne głosowanie w Rosji trudno uznać za sygnał odwilży. Gdy Rosjanie szli do urn, z listy skreślono jedyną legalną partię sprzeciwiającą się wojnie, a mandat miał posłużyć do kolejnej fali mobilizacji.
Zobacz także
Instrukcja Sikorskiego dla Nawrockiego
Kluczowym wątkiem wywiadu jest bezpośrednia rada udzielona Karolowi Nawrockiemu. Pytany o to, czy polski prezydent powinien stanąć do wspólnego zdjęcia z Putinem, Sikorski sufluje konkretny manewr taktyczny.
– Jest pole do rozmów z delegacją amerykańską, z gospodarzami. Tym bardziej że inni uczestnicy – premier Wielkiej Brytanii, prezydent Francji, premier Indii – on może mniej, ale też, nie będą zabiegali o taką fotografię – mówi.
Jedną sprawę stawia na ostrzu noża.
– Nie podałbym ręki Władimirowi Putinowi. To jest człowiek, który jest obłożony listem gończym, wydanym przez skądinąd polskiego przewodniczącego Międzynarodowego Trybunału Karnego. Nie mam zwyczaju utrzymywać bliskich stosunków z podejrzanymi – tłumaczy.
Pytanie brzmi: czy Karol Nawrocki posłucha szefa MSZ? Relacje na linii Pałac Prezydencki – rząd w obszarze polityki zagranicznej są napięte. Sikorski wprost zarzuca otoczeniu prezydenta próbę budowania "drugiego rządu" lub "ośrodka rewolucyjnego", przypominając o konstytucyjnym artykule 146, który prowadzenie polityki zagranicznej powierza Radzie Ministrów.
Spięć nie brakuje zresztą od tygodni. Gdy Sikorski wysłał Nawrockiemu wiadomość z Kijowa, apelując o podpisanie zaległej nominacji ambasadorskiej, w odpowiedzi usłyszał zarzut "nieczystej gry politycznej".
Jedno zadanie dla prezydenta: baza USA
Minister spraw zagranicznych sprowadza ocenę relacji Nawrockiego z Trumpem do jednego, twardego wskaźnika. Zamiast pustych deklaracji o przyjaźni czy nazwach typu "Fort Trump", rozliczenie ma być konkretne.
– Jak mówi Pismo, po owocach ich poznacie. Pan prezydent ma jedno państwowe zadanie: wyegzekwować od prezydenta Trumpa obietnicę o przywróceniu rotacyjnej obecności wojsk amerykańskich w Polsce i utworzeniu stałej bazy – podkreśla Sikorski.
Szef MSZ wcześniej krytykował zresztą sam pomysł nazwy, mówiąc o "demonstrowaniu uniżoności". Według nieoficjalnych ustaleń stała baza wojsk USA w Polsce miałaby powstać na Dolnym Śląsku, ale ostateczne decyzje zapadną dopiero po amerykańskim przeglądzie rozmieszczenia sił w Europie.
Cięgi za ONZ, Konfederację i... spiżarnia zamiast plecaka
W wywiadzie nie zabrakło też gorzkich recenzji pod adresem wystąpienia Karola Nawrockiego na niedawnym Zgromadzeniu Ogólnym ONZ w Nowym Jorku. Sikorski chwali wprawdzie wątki przygotowane przez dyplomację, ale gani 27-minutową długość przemówienia oraz wstawki ideologiczne.
– Zbędne były wątki czysto ideologiczne, kierowane do publiki krajowej. Prezydent zaczyna jechać po konfederacku ze sprawami ideologicznymi – mówi Sikorski.
Szef MSZ wyjątkowo ostro przejechał się po politykach Konfederacji (zwłaszcza Grzegorza Brauna), zarzucając im uderzającą zbieżność przekazu z rosyjską propagandą i budowanie antyukraińskich nastrojów.
– Stara zasada: jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz. Jak ktoś głosuje na złodziei, czy antysemitów, czy przestępców, czy właśnie ruskie onuce, to niech się potem nie dziwi – przestrzega.
Problem w tym, że ten przekaz zyskuje na sile. Analitycy wskazują, że Konfederacje rosną w siłę, a radykalna retoryka przyciąga wyborców odchodzących od PiS.
Zapytany na koniec z przymrużeniem oka o to, czy sam ma gotowy popularny ostatnio plecak ewakuacyjny, Sikorski odpowiedział krótko w swoim stylu: "Mam wyposażoną spiżarnię".
Nawiasem mówiąc, zainteresowanie takimi zestawami rośnie. Niedawno ocenialiśmy plecak ucieczkowy z Poczty – gotowy zestaw za 299 zł, który trafił na pocztowe półki, gdy okazało się, że przygotowany bagaż kryzysowy ma zaledwie 4 proc. Polaków.






