
Dawni partnerzy ze wspólnej lewicowej listy zaczęli się w tym tygodniu żreć na potęgę. Sejmowa mównica, parlamentarne korytarze i telewizyjne studia były świadkami ostrych słów, jakie padały zwłaszcza z ust polityków Nowej Lewicy w stronę byłych kolegów z Partii Razem. Wszystko to zaczęło się dziać szybko po słabym wyniku Darii Gosek-Popiołek w Krakowie i niewiele lepszym rezultacie Aleksandry Owcy. To nie przypadek, ale powodów starcia po lewej stronie jest więcej.
Do tego, że Partia Razem regularnie ostro krytykuje koalicję rządzącą, jesteśmy przyzwyczajeni od początku tej kadencji Sejmu. Ekipa Zandberga nie weszła do rządu, tłumacząc, że ten nie wprowadzi ich postulatów, więc usadziła się w opozycyjnych ławach w roli recenzenta. Pod względem publicystycznym idzie im świetnie, politycy Razem szczególnie dobrze bawią się młotkując swoich niedawnych partnerów z Nowej Lewicy za nieudolność i brak sprawczości. Ci rzadko kiedy odpowiadali na ich zaczepki. Do czasu.
Nowa Lewica i Razem idą na zwarcie
We wtorek 6 października na mównicy sejmowej pojawiła się ministra rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, która postanowiła odpowiedzieć na zarzuty polityków Partii Razem.
– Program CPN jest finansowany, Partio Razem, nie z kieszeni pracowników czy polskich rodzin, a z kieszeni wielkich korporacji. Robimy to my, ten rząd, bez waszego Partio Razem udziału. Chronimy polskich pracowników bez waszego udziału. Dokładnie tak samo, jak bez waszego udziału przeprowadziliśmy największą reformę Państwowej Inspekcji Pracy. Tę samą, którą tak bardzo próbowaliście zohydzić – mówiła w wystąpieniu, które szybko zdobyło popularność w internecie.
O tym, że nie był to przypadek, świadczy to, że tego samego dnia wieczorem w studiu Polsat News pojawił się rzecznik Nowej Lewicy, który w rozmowie z Marceliną Zawiszą z Razem bronił osadzonych w Ochotniczych Hufcach Pracy działaczy swojej partii (tuż po przejęciu władzy Nowa Lewica wymieniła komendantów OHP będących politykami PiS na polityków swojej partii – ujawniłem to na łamach Radia ZET).
– Oni zrobili więcej niż państwa partia przez całą swoją egzystencję polityczną. Od 11 lat nie zrobiliście nic, a bierzecie pieniądze z budżetu państwa: na subwencje, uposażenia, biura – mówił Łukasz Michnik, który w swoim wystąpieniu używał często identycznych argumentów co ministra Dziemianowicz-Bąk.
Nowa Lewica aktywuje się też w kwestii prawa aborcyjnego, czego efektem jest nagłe zwołanie – po trwającej wiele miesięcy przerwie – nadzwyczajnej komisji, która miała przygotować wspólne przepisy dotyczące przerywania ciąży akceptowane przez koalicję rządzącą. I choć wiadomo, że Karol Nawrocki zawetuje każdą zmianę w tej materii przemawiającą na korzyść kobiet, to ekipa Czarzastego i Dziemianowicz-Bąk chce położyć na stół zapisy umożliwiające legalną aborcję do 12 tygodnia ciąży.
Wojna na lewicy efektem słabych wyników w Krakowie?
Skąd taka aktywność polityków Nowej Lewicy? Jej krytycy, z Partią Razem na czele, mają jedną odpowiedź: fatalny wynik (niecałe 5 proc.) Darii Gosek-Popiołek w wyborach w Krakowie, pokazujący, jak bardzo nikłe poparcie ma ugrupowanie, na którego czele stoi Włodzimierz Czarzasty. Żeby zatem zatrzeć złe wrażenie, lewicowe skrzydło koalicji postanowiło zdjąć z siebie maskę grzecznego partnera, jaką przywdziało właściwie już na początku 2024 roku, i pokazać pazury.
Czy wygląda to wiarygodnie? Są dwie strony tego medalu. Faktycznie są takie sprawy, załatwione przez rząd Donalda Tuska, które były realizacją lewicowych postulatów. I które nie przeszłyby, gdyby nie naciski polityków Nowej Lewicy. Ci słusznie przedstawiają się jako realni autorzy takich projektów jak renta wdowia czy reforma PIP. Do tego w pewnym momencie trzeba było przestać nadstawiać drugi policzek – o czym pisała Anna Maria-Żukowska – przy ciągłym ostrzale krytyków z Partii Razem, co faktycznie działo się przez ostatnie miesiące w mediach i w Sejmie.
Tak, ekipa Zandberga uciekła od odpowiedzialności i zajęła wygodne pozycje, z których pięknie się wszystkich krytykuje. Lider Razem błyszczy w Sejmie, ale głównie wtedy, kiedy mu się chce, ma dobry dzień, dobry flow. Są w tym gronie rzecz jasna aktywni politycy – jak choćby Marcelina Zawisza – ale nad wszystkimi ich propozycjami widnieje pytanie: skoro chcecie to wdrożyć, to dlaczego nie chcecie tego robić w ławach rządowych? Łatwo udzielić odpowiedzi typu "Pełczyńska-Nałęcz próbuje i zobaczcie, co się z nią dzieje". Fakt, nie ma łatwo. Ale próbuje i część pomysłów udaje jej się kolanem dopchnąć, nawet jeśli ktoś sprzedaje je potem jako swoje.
2027 może być trudnym rokiem dla obu partii
To pierwsza strona medalu, korzystna dla Nowej Lewicy. Ta druga jest dużo bardziej gorzka dla ogółu lewicowego wyborcy. Dwa ugrupowania z tej strony sceny politycznej niezmiennie balansują na krawędzi progu wyborczego (z czego Nowa Lewica zwykle jest nad nim, a Razem zwykle pod nim). I przy podziale głosów lewicowych wyborców może się okazać, że tylko jedno z ugrupowań załapie się do kolejnego parlamentu.
Zobacz także
Dlatego Czarzasty dał sygnał już teraz, by zacząć razemków atakować, pokazywać ich jako nierobów i wygodnickich krytykantów. Co może dać jakiś efekt, który może jednak okazać się efektem chwilowym, jeśli szybko rzeczywistość pokaże, że Nowa Lewica siedząc w rządzie może niewiele więcej. Na przykład, gdy po raz kolejny ludowcy zablokują zmiany w prawach aborcyjnym, alkoholowym czy łowieckim.
Agnieszka Dziemianowicz-Bąk w Sejmie pokazała twarz znaną z czasów sprzed objęcia przez nią ministerialnej teki (zanim zaczęła się komunikować ze światem głównie przez rolki, o czym pisałem przy okazji pierwszej wolnej Wigilii). Przypomniała, w jaki sposób Nowa Lewica zdobyła popularność wśród wyborców w 2023 roku. Tylko wtedy tę popularność udało się zdyskontować również dzięki wspólnej liście z Partią Razem.
Po takim starciu, jakie zobaczyliśmy w tym tygodniu, nadziei na wspólny start już raczej nie ma. Jest za to okazja, by w Razem ktoś pomyślał nad zmianą stylu polityki. Bo podśmiechiwanie się w ławach poselskich, jak widać, specjalnej popularności wśród ludzi nie przysparza. Za to może w 2027 roku spowodować odcięcie na długie lata od poselskich diet.






