Michał Moskal
"Kaczyński oczekuje ode mnie krypto". Tak Moskal miał urabiać Zondacrypto do współpracy Fot. Facebook.com / Michał Moskal / Edycja: naTemat.pl

W świecie pieniędzy i polityki nie ma sentymentów. Wpierw Michał Moskal "urabiał" Przemysława Krala i namawiał na sypnięcie kasą. Miał się też powoływać na protektorat samego Jarosława Kaczyńskiego. Dziś szef upadłej Zondacrypto bez sentymentów sypie polityka PiS w prokuraturze. Wypływają nowe i zaskakujące zeznania Krala.

REKLAMA

Szef Zondacrypto walczy o status małego świadka koronnego i składa w prokuraturze zeznania, które mogą mocno poturbować polityka Prawa i Sprawiedliwości. Według Przemysława Krala poseł Michał Moskal na Ibizie powoływał się na Jarosława Kaczyńskiego, budując opowieść o cyfrowej rewolucji w programie PiS i walce z Konfederacją.

Przemysław Kral kontra Michał Moskal PiS. Kto kłamie w sprawie Zondacrypto?

Onet ujawnił treść zeznań, z których wynika, jak urabiano szefa krypto-giełdy i w jaki sposób polityk PiS miał prezentować się jako wysłannik Nowogrodzkiej. Moskal miał ponoć twierdzić, że odpowiada za sekcję krypto w programie PiS na 2027 rok i w ten sposób będzie podbierać wyborców Konfederacji.

Do kluczowego spotkania doszło w sierpniu 2025 roku na Ibizie. Organizatorem i finansującym przelot polityka był Artur Chodziński – emerytowany funkcjonariusz CBA, który w owym czasie współpracował z szefem Zondacrypto. Według relacji Krala złożonej przed prokuratorem Chodziński jeszcze przed przylotem Moskala zapowiadał go jako postać ze ścisłego politycznego topu.

Z jego opowieści wynikało, że Moskal miał zostać wyznaczony przez władze PiS jako człowiek odpowiedzialny za obszar kryptowalut w programie partii szykowanym na wybory w 2027 roku. Władze PiS miały dostrzec, jak mocno liberalizacja rynku krypto pomogła Donaldowi Trumpowi w zbudowaniu poparcia w USA, i chciały przenieść te wzorce na polski grunt.

Zaplecze programowe w obszarze krypto miało posłużyć do bezpośredniego podbierania wolnościowego elektoratu konkurencji po prawej stronie. Czyli miało zapewnić przewagę nad Konfederacją.

Kral zeznał, że sam Moskal podczas kolacji osobiście potwierdził te słowa. Miał wprost oświadczyć, że Jarosław Kaczyński oczekuje od niego wdrożenia się w tematykę cyfrowych aktywów, gdyż partyjne kadry nie są gotowe do merytorycznej dyskusji na ten temat.

Motyw walki z partią Mentzena i Bosaka miałby zresztą sens. Analitycy wskazują, że Konfederacje rosną w siłę, a partia Kaczyńskiego traci do nich kolejne grupy wyborców. Widać to również w urnach. W Krakowie PiS przegrał walkę o wolnościowców – aż 61,9 proc. wyborców Konfederacji poparło bezpartyjnego kandydata, a na reprezentanta Nowogrodzkiej zagłosowało zaledwie 14,8 proc. tej grupy.

Czeski hokej i skromny znajomy w tle

Wątek programowy to jednak nie wszystko. Z zeznań szefa Zondacrypto wynika, że poseł Moskal po wyjeździe na Ibizę spróbował przekuć znajomość w konkretny sponsoring.

Wiedząc, że giełda nie żałuje grosza na promocję w sporcie, Moskal poprzez Chodzińskiego miał dopytywać, czy Zondacrypto nie chciałaby wyłożyć pieniędzy na czeski klub hokejowy HC Litvinov. Właścicielem klubu była czeska spółka należąca do Orlenu (Unipetrol), a z zespołem mieli być powiązani prywatni znajomi posła.

Sportowy mecenat był zresztą znakiem rozpoznawczym giełdy. Jak przypominaliśmy, miliony dla TV Republika, PKOl i polityków to sposób, w jaki kryptogigant budował sobie parasol ochronny – od 18,5 mln zł dla stacji po umowę sponsorską z komitetem olimpijskim na trzy miesiące przed bankructwem.

Linia obrony Moskala. "Bzdura, kłamstwo" i Roman Giertych

Michał Moskal kategorycznie odrzuca wszystkie twierdzenia zawarte w wyjaśnieniach Krala. W rozmowie z mediami przekonuje, że mamy do czynienia z reżyserowaną grą polityczną. Twierdzi, że nigdy nie powoływał się na Jarosława Kaczyńskiego, a o kryptowalutach rozmawiał z szefem partii po raz pierwszy dopiero na przełomie sierpnia i września 2026 roku.

Poseł przyznaje jedynie, że przekazał numer do Chodzińskiego znajomemu pytającemu o sponsoring czeskiego klubu, ale nie brał udziału w żadnym lobbingu. Podkreśla, że obrońcą Krala jest Roman Giertych (poseł KO), co w jego ocenie daje szefowi giełdy wolną rękę do konfabulacji na potrzeby politycznego zlecenia.

Ten argument politycy PiS podnosili już w Sejmie. Gdy zapytali ministra o Giertycha, Krala i upolitycznienie, usłyszeli riposty, których woleliby nie usłyszeć.

Status świadka i wniosek o immunitet

Jako kandydat na małego świadka koronnego Przemysław Kral kłamać nie powinien. Jeśli prokuratura udowodni mu świadome wprowadzanie śledczych w błąd lub konfabulację, jego wniosek o nadzwyczajne złagodzenie kary zostanie odrzucony. To nadaje jego słowom dużą wagę procesową.

Z ustaleń dziennikarskich wynika, że brak przesłuchania posła PiS na obecnym etapie nie wynika z pobłażliwości śledczych, ale z przygotowywania materiału dowodowego. Prokuratura ma analizować zarzuty dotyczące płatnej protekcji oraz powoływania się na wpływy.

Postępowanie w tej sprawie nabiera zresztą tempa na wielu frontach – afera Zondacrypto wepchnęła już kilka osób za kraty, a sąd zastosował wobec nich najsurowszy środek zapobiegawczy, czyli tymczasowy areszt. Otwarty pozostaje też wątek nagrań. Dziennikarze ustalili, że taśmy Zondacrypto rzeczywiście istnieją, choć według ich informacji uderzają przede wszystkim w służby.

Żeby postawić posłowi zarzuty, Prokuratura Krajowa musi skierować do Sejmu wniosek o uchylenie immunitetu. Choć oficjalnie rzecznik prokuratury Przemysław Nowak informuje, że takiego wniosku jeszcze nie złożono, rozwój wypadków wskazuje, że jesień w parlamencie może przynieść kolejną potężną awanturę wokół rozliczeń poprzedniej władzy.