Przemysław Czarnek
"Byle nie Tusk" to nowy slogan Przemysława Czarnka po wyborach w Krakowie. Screen: YouTube.com / MEN

Przemysław Czarnek komentuje wyniki wyborów w Krakowie i zapowiada polityczne tsunami, które ma odsunąć Donalda Tuska od władzy. Zwycięstwo Łukasza Gibały interpretuje jako sygnał dla prawicy, choć wyborcza układanka jest znacznie bardziej skomplikowana, i może mówić o PiS-ie więcej, niż polityk chciałby przyznać.

REKLAMA

"Po wyborach w Krakowie wszystko jest jasne" – oznajmił Przemysław Czarnek na X. Polityk rusza z hasłem "Byle nie Tusk" i zarzeka się, że tego właśnie "chce naród".

– Klęska Koalicji Obywatelskiej i PSL-u, bo przecież z Krakowa pochodzi Kosiniak-Kamysz, jest przeogromna. I ta klęska to rozpędzające się tsunami, które usunie z polityki koalicję 13 grudnia i Tuska – taką przyszłość wróży konserwatywna twarz Prawa i Sprawiedliwości koalicji 15 października i obecnemu rządowi.

Sprawa nie jest jednak aż tak prosta. Kandydat stawia warunek, który ma doprowadzić do realizowania się wizji Polski bez Donalda Tuska. By do upadku "koalicji 13 grudnia" doszło, według Przemysława Czarnka, konieczne są jedność PiS i pokój na prawicy.

Przemysław Czarnek ucieszył się wynikiem Łukasza Gibały w Krakowie

Skąd takie odważne wnioski i deklaracje ze strony oficjalnego kandydata PiS na premiera? Wszystko sprowadza się tu do porażki Moniki Piątkowskiej w wyborach w Krakowie. Polityczka KO z kretesem przegrała z kontrkandydatem Łukaszem Gibałą. Jej wynik może budzić rozczarowanie po stronie zwolenników koalicji 15 października, szczególnie uwzględniając, że senatorkę otwarcie wspierali czołowi politycy KO – w tym sam Donald Tusk, Radosław Sikorski, Waldemar Żurek, ale także były prezydent miasta Jacek Majchrowski.

Ostatecznie kandydatce nie udało się uzyskać nawet 100 tys. głosów. Jej poparcie wyniosło 37,88 proc. Łukasz Gibała za to otrzymał niezwykle mocny mandat zaufania. Na prezydenta zagłosowało ponad 161 tys. osób (poparcie 62,12 proc.).

Przemysław Czarnek i duża część prawicy odtrąbili więc nie lada sukces w związku ze zwycięstwem... kandydata określanego bardzo często jako lewicowy liberał, który z prawicą ma tyle wspólnego, co Strefa Czystego Transportu.

Łukasz Gibała jako twarz zwycięstwa prawicy to lekka farsa

Przypomnijmy – Łukasz Gibała został wybrany dwukrotnie posłem, w obydwóch przypadkach z list Platformy Obywatelskiej. W pewnym momencie polityk rozszedł się z ugrupowaniem Donalda Tuska, by związać się z lewicowym Ruchem Palikota, a potem inicjatywą Twój Ruch, również silnie kojarzoną z lewą stroną sporu politycznego.

Jednocześnie kandydat w trakcie kampanii nie zaprezentował żadnego silnie konserwatywnego (lub przynajmniej propisowskiego) stanowiska. Nie "ścinał" znaków ekologicznej SCT szlifierką, nie głosił haseł "turystyka tak, migracja nie" (jak jego kontrkandydat z Korony) i w ogóle unikał kontekstów ideologicznych. Tak naprawdę najbardziej kontrowersyjny z arsenału pomysłów Łukasza Gibały był ten dotyczący (o zgrozo!) studzenia oczekiwań wobec budowy metra w Krakowie.

Faktycznie, jak wynika z sondaży prowadzonych w trakcie wyborów, Łukasz Gibała mógł liczyć na spore poparcie ze strony wyborców Konfederacji i Prawa i Sprawiedliwości. Kandydata pośrednio poparł także Michał Drewnicki z Prawa i Sprawiedliwości, który odpadł w I turze. Jak wskazuje badanie OGB, aż 94,1 proc. ankietowanych popierających PiS wybrało właśnie jego. Podobnie wynika z badania IPSOS: tam sympatycy PiS i Konfederacji poparli go w ponad 97 proc. Łukasz Gibała zyskał też nie lada poparcie od osób, które w wyborach prezydenckich zaznaczyły "X" przy nazwisku Karola Nawrockiego. W związku z tymi danymi ważni reprezentanci PiS ruszyli do ofensywy i zaczęli ogłaszać swój spektakularny sukces. Tyle że na tym skomplikowany obraz wyborów w Krakowie się nie kończy.

Wynik wyborów w Krakowie przyprawia o ból głowy

Upraszczanie komentarza wyborczego do prostego "prawica wygrała" nie oddaje kontekstu historii wyborów w mieście, w którym przez dwie dekady rządził bezpartyjny Jacek Majchrowski, a także poglądów samego zwycięzcy, który raczej nie zdradza specjalnie konserwatywnej wrażliwości. Łukasz Gibała stał się przede wszystkim głosem sprzeciwu wobec partyjnej polityki. A nie zapominajmy, że jest ona w Krakowie tematem raczej drażliwym, zwłaszcza biorąc pod uwagę kontekst bycia "tym drugim" miastem w Polsce.

Dalsza część artykułu poniżej.

Jednocześnie, zgodnie z badaniem IPSOS, na Łukasza Gibałę głosowało aż 24,5 proc. wyborców KO i aż 62,5 proc. wyborców Nowej Lewicy (chodzi tu o porównanie z decyzjami z wyborów parlamentarnych w 2023 roku). Kandydata wsparło też aż 41,1 proc. osób głosujących w I turze na Darię Gosek-Popiołek i 67,8 proc. osób, które dwa tygodnie temu zakreśliły "X" przy nazwisku Aleksandry Owcy z Razem. Te osoby również w istotny sposób przyczyniły się do sukcesu wyborczego obecnego prezydenta, a bynajmniej nie zaklasyfikowalibyśmy ich przecież do klasycznej konserwatywnej prawicy.

Przy teoriach Przemysława Czarnka warto też nie zapominać o tym, że kandydat PiS w wyborach w Krakowie raczej się nie popisał. "Raczej" to zresztą bardzo łagodne słowo. W pierwszej turze uzyskał około 32 tys. głosów mniej niż Monika Piątkowska i uplasował się na trzeciej pozycji z wynikiem 17,5 proc. głosów. Choć miejsce na podium się dla niego znalazło, nie był nawet blisko II tury wyborczej. Pudrowanie tej gigantycznej porażki Przemysławowi Czarnkowi i ekipie z Nowogrodzkiej wychodzi jednak całkiem nieźle – to im trzeba przyznać.