Sławomir Mentzen
Sławomir Mentzen starł się z Tomaszem Siemoniakiem o rosyjskie boty. Fot. Shutterstock

Czy ukraińskie uderzenia w cyfrowe zaplecze Rosji rzeczywiście ograniczyły działalność kremlowskich trolli w sieci? Doniesienia o nagłym spadku aktywności rosyjskich botów rozpaliły media społecznościowe, a słowa Tomasza Siemoniaka wywołały ostrą reakcję m.in. Sławomira Mentzena i Adriana Zandberga.

REKLAMA

Ukraińskie ataki na centra danych Yandexu (tzw. rosyjskiego Google) doprowadziły do licznych utrudnień w funkcjonowaniu usług internetowych na terenie Rosji. W mediach społecznościowych błyskawicznie pojawiła się fala doniesień, że kremlowskie farmy trolli znacząco ograniczyły swoją działalność.

Sprawa jest jednak znacznie bardziej skomplikowana. Często dochodzi do błędnego utożsamiania terminologii związanej z automatycznym ruchem sieciowym (działalnością botów, w tym tzw. crawlerów – robotów indeksujących) z działalnością dezinformacyjną. Wynika to po części ze zbieżności pejoratywnego słowa "bot", które potocznie (w slangu internetowym) może posłużyć do określenia osoby zajmującej się masowym generowaniem niskiej jakości treści propagandowych z terminem technicznym – "bot", czyli skrótu od "robot" – programu, który automatycznie wykonuje powtarzalne zadania.

W sieci pojawiały się grafiki wygenerowane w AI okraszone optymistycznym przekazem sugerującym, że uszkodzenie infrastruktury Yandexu miało wpływ na aktywności profili "botów" (w rozumieniu osób działających na rzecz propagandy) na zachodnich platformach, w tym na X i Facebooku. Zjawisko obserwowane było nie tylko w Polsce, ale także m.in. w Niemczech. W rzeczywistości można mówić o mierzalnym spadku ruchu generowanego przez automatyczne programy. Wiele z nich to kompletnie legalne narzędzia do analizowania i katalogowania treści na potrzeby wyszukiwarki internetowej Yandex. Wiarygodne dane odnoszące się do spadku treści potencjalnie propagandowych są znacznie trudniejsze do uzyskania. Kremlowskie trolle korzystają z zupełnie innej infrastruktury operacyjnej (w tym zagranicznej).

Kontrowersje wokół wypowiedzi Tomasza Siemoniaka

Minister zajmujący się w rządzie Donalda Tuska koordynowaniem służb stwierdził w trakcie odprawy rządowej, że ABW obserwuje znaczący spadek działalności rosyjskich botów w sieci. – Na świecie praktycznie ustał ruch rosyjskich botów, przynajmniej na ten moment – poinformował polityk.

Tomasz Siemoniak zaznaczył, że jest to istotna okoliczność przy okazji zagrożenia wokół szkół, gdyż w takich sytuacjach obserwowany jest wzmożony ruch rosyjskich botów. Z jego wypowiedzi nie wynika bezpośrednio, jaki typ botów miał konkretnie na myśli. Spora część komentariatu politycznego – w tym Sławomir Mentzen i Adrian Zandberg – zakłada jednak, że chodziło o "osoby-boty", które działają na rzecz dezinformacji.

"Minister koordynator służb specjalnych znalazł w necie fejkową grafikę, a następnie na posiedzeniu rządu powiedział, że to są ustalenia ABW" – sugeruje Sławomir Mentzen. Lider Nowej Nadziei stwierdził wręcz, że to "Rząd Tuska jest źródłem największej dezinformacji".

"W dramie wokół putinowskich botów i statystyk ruchu nurtuje mnie jedno – minister Siemoniak mówił w mediach o radykalnym spadku aktywności botów postujących takie treści. Skąd wziął te informacje?" – zastanawiał się Adrian Zandberg. Współprzewodniczący Razem stwierdził też, że nie chce wierzyć w to, że źródłem informacji był "randomowy obrazek na Twitterku".

Tomasz Siemoniak odpowiada na zarzuty Sławomira Mentzena

"Ani nie było posiedzenia rządu wczoraj, ani nie znałem żadnych 'fejkowych grafik'. Więc dwa razy pudło" – podsumował wpis Sławomira Mentzena Tomasz Siemoniak.

Dalsza część artykułu poniżej.

Koordynator ds. służb specjalnych deklaruje, że korzystał z informacji pozyskanych od ABW, które mógł ujawnić publicznie. "ABW ma świetnych ekspertów od internetu, do których ocen mam zaufanie" – zapewniał polityk. "Nie wdając się w bardziej techniczne szczegóły, na które przyjdzie czas, chcę zauważyć, że wyłączenie trzech wielkich centrów danych i superkomputerów lidera rosyjskiego internetu miało oczywisty wpływ na zmiany ruchu sieciowego z tego kierunku" – dodał.

Tomasz Siemoniak przyznał też, że wpływ wyłączenia centrów danych i superkomputerów jest "pewnie przejściowy" i "pewnie pełny niuansów techniczno-terminologicznych".

Stanowisko w sprawie zajął również rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych. We wpisie na X wyjaśnił podstawowe technologiczne zagadnienia związane z sytuacją. "Istota informacji przedstawionej podczas odprawy pozostaje niezmienna: uderzenia w rosyjską infrastrukturę cyfrową spowodowały poważne zakłócenia usług oraz gwałtowny spadek części zautomatyzowanego ruchu sieciowego" – podsumował Jacek Dobrzyński.