
Pół miliona złotych na gadżety zamawiane w trybie nagłym na imprezę, o której wiedziano, że się nie odbędzie. Płatne zlecenia sprzedawane w sieci jako "odruch serca" i transfery plików na prywatne skrzynki. Audyt w fundacji zmarłego tragicznie posła Łukasza Litewki wstrząsnął polskim trzecim sektorem. Sprawa trafia do prokuratury.
Łukasz Litewka, sosnowiecki radny, potem poseł Lewicy, z ostatniego miejsca na liście zmiażdżył partyjnych baronów na czele z Włodzimierzem Czarzastym, zdobywając ponad 40 tysięcy głosów. Zamiast swojej twarzy drukował na billboardach wyborczych bezdomne psy z lokalnych schronisk, a po wyborach oddawał te banery na ocieplanie bud. W 3 godziny potrafił zebrać milion złotych na operację umierającego dziecka czy opał dla zmarzniętej emerytki. "Człowiek od pomagania" odszedł zbyt wcześnie.
Nie wszystkie akcje przechodziły bez echa – głośna była choćby zbiórka Litewki na bezdomnego chłopca, przy której pojawiły się kontrowersje. Mimo to przez lata #TeamLitewka uchodził za absolutny wzór.
Audyt w fundacji Litewki ujawnił kuriozalne faktury
Wszystko zmieniło się po tym, jak Łukasz Litewka zginął w tragicznym wypadku w Dąbrowie Górniczej. W fundacji zmienili się ludzie i zarządzono audyt otwarcia. Konflikt wokół niej tlił się od miesięcy – już w maju wokół Fundacji Team Litewka zawrzało, a rodzina posła wydała oświadczenie o wstrzymaniu komunikacji.
27 października do Prokuratury Rejonowej w Sosnowcu trafiło oficjalne zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa na szkodę Fundacji #TeamLitewka. Pod pismem podpisał się Maciej Adamiec, przewodniczący Komitetu Rozwoju Fundacji.
Zobacz także
Najcięższy kaliber zarzutów dotyczy relacji fundacji ze spółką Paweł Cyz Consulting. Jej właściciel najpierw współpracował z organizacją jako doradca, by później objąć prestiżową i kluczową funkcję prezesa zarządu Fundacji. W ciągu zaledwie 20 miesięcy na konto jednoosobowej firmy pana prezesa przelano z konta fundacji co najmniej 370 tysięcy złotych. To średnio ponad 18,5 tysiąca złotych miesięcznie.
Wątpliwości budzi nie sam fakt pobierania wynagrodzenia, ale rzeczywisty zakres świadczonych usług (brak twardych dowodów na to, co właściwie zrobiono, brak dokumentacji potwierdzającej wykonanie zlecenia) oraz rozdźwięk między publiczną narracją o "społecznikach" a zarobkami.
Paweł Cyz obecnie pełni funkcję prezesa w... nowo powołanej przez rodzinę zmarłego Fundacji im. Łukasza Litewki, która odcięła się od starej struktury i działa równolegle. Jej powstanie ogłaszano w lipcu pod hasłem, że misja Łukasza Litewki przetrwa, a bliscy posła pokazali wzruszające nagranie.
Zwierzogranie i czekolady po 50 złotych. Gadżety za 414 tysięcy
Kolejny punkt audytu dotyczy przygotowań do ogólnopolskiej imprezy charytatywnej Zwierzogranie – flagowego projektu Litewki, który w mediach szumnie zapowiadano jako "WOŚP dla zwierząt" (pierwsza edycja zebrała w Sosnowcu ponad 2 miliony złotych).
Przed kolejną edycją fundacja zamówiła gadżety promocyjne na kwotę przekraczającą 414 tysięcy złotych. Wśród faktur audytorzy natrafili na pozycję kuriozalną: zamówienie tysiąca tabliczek czekolady z logo fundacji i wydarzenia. Cena? 50 złotych za jedną sztukę. Łącznie: 50 tysięcy złotych za słodycze.
Mało tego: zamówienia na setki tysięcy złotych składano w trybie "ekspresowym" i "pilnym" (co zawsze winduje koszty marży u pośredników) w momencie, kiedy decydenci w fundacji doskonale wiedzieli, że cała impreza zostanie odwołana lub przesunięta na daleki termin.
Audyt wykazał też, że w fundacji doszło do systemowego usuwania służbowej korespondencji elektronicznej. Część skrzynek mailowych została wyczyszczona, a kluczowe dokumenty, umowy i zestawienia finansowe organizacji były potajemnie przekazywane na prywatne adresy e-mail powiązanych osób.
Łukasz Litewka nie żyje i nie może odpowiedzieć na pytania o to, ile z tych operacji działo się za jego wiedzą, a ile było dziełem innych osób. To zadanie dla prokuratury.






